Realizacji skutków realizacji tych dwu programów nie będę opisywał, ponieważ koń jaki jest każdy widzi. Nowością jest program Konfederacji, czyli postulat zastąpienia złotówki jakąś krypto walutą. Skąd takie twierdzenie? Stąd. Już od 3 tygodni pewien bloger bombarduje tu czytelników postami, w których objawia mit o wyższości krypto walut nad walutami emitowanymi przez banki centralne. Mit ten składa się ze steku takich bzdur, że aż oczy szczypią. W zasadzie można by ten przejaw obłędu dyskretnie pominąć, ale jest z tym pewien problem. Taki mianowicie, że bloger ten wywodzi się ze środowiska Konfederacji i to z jej jądra intelektualnego. I wiele wskazuje na to, że pozostaje w osobistych relacjach z osobami ze ścisłego kierownictwa tej formacji.
Mit kryptowalutowy siedzi też głęboko w głowie lidera Konfederacji Sławomira Mentzena, który z mównicy sejmowej pomstował na posłów spoza Konfederaci, że nie mają zielonego pojęcia czym są kryptowaluty, blokczajny czy smartkontrakty. Oczywiście on, lider Konfederacji, ma pojęcie czym one są. Mam zamiar w przystępny pojęciowo sposób wykazać, że tylko mu się wydaje, że ma pojęcie czym są kryptowaluty. Będę bazował na tym, jak stan świadomości lidera, a i zapewne całej Konfederacji, w kwestii czym są kryptowaluty, przedstawił tutaj na S24, wspomniany już przedstawiciel zaplecza intelektualnego tej formacji.
Konfederacyjny mit o wyższości kryptowalut oparty jest przede wszystkim na bredni, że w rozliczeniach w obrocie gospodarczym waluty emitowane przez banki centralne, można zastąpić kryptowalutami.
A przekładając to na język potoczny, brednia ta sugeruje, że wszystkie płatności jakich teraz dokonujemy podczas zakupów mogą być dokonywane kryptowalutami.
Zacznijmy od tego, co się dzieje gdy przykładamy (lub wsuwamy) kartę do terminala płatniczego przy kasie.
Najkrócej rzecz ujmując, wydajemy skierowane do naszego banku polecenie dokonania przelewu na rachunek bankowy sklepu pieniędzy, jakie wcześniej zdeponowaliśmy na naszym rachunku bankowym,.
Bardziej szczegółowo to wykonywana jest następująca procedura:
1. Mikroprocesor zawarty w karcie płatniczej zasilony bezpośrednio (przez wsunięcie do czytnika) lub bezprzewodowo odczytuje z terminala kwotę do zapłaty i numer rachunku bankowego sklepu.
2. Następnie mikroprocesor karty tworzy cyfrowy komunikat, będący w istocie zleceniem dokonania przelewu. Komunikat ten zawiera dane pozwalające na identyfikację zleceniodawcy. Kwestie bezpieczeństwa, czyli szyfrowania danych identyfikacyjnych zleceniodawcy, są w tej chwili nieistotne.
3. Komunikat taki jest przekazywany do terminala, a ten przekazuje go do systemu informatycznego instytucji płatniczej obsługującej terminal w sklepie.
4. Instytucja płatnicza komunikat cyfrowy z karty płatniczej (zlecenie przelewu) przesyła do banku, który wydał kartę płatniczą.
5. Bank zwrotnie informuje instytucję płatniczą, że przelew zrealizuje, a ta poprzez terminal informuje kasjera, że klient zapłacił.
Cała procedura trwa, jak wiemy z doświadczenia, kilka do kilkunastu sekund. Procedura taka to w istocie transakcja polegająca na przekazaniu pieniędzy między stronami. Transakcja polegająca na wydaniu towaru nastąpiła już wcześniej, gdy towar został przepchnięty na naszą stronę lady.
Ale to nie ten czas trwania transakcji zapłaty jest tu najistotniejszy.
Jeżeli zakupu dokonujemy w sklepie samoobsługowym o większej powierzchni to nietrudno zauważyć, że taka operacja (zapłata) dokonywana jest co kilka minut, a nawet częściej i to przy jednej tylko kasie. I jak raportuje NBP w 2023 r. takich transakcji przeprowadzono (tylko w Polsce) 2,5 mld.
Teraz przenieśmy się w czasy, w których kryptowaluta Bitcoin zastąpiła w Polsce złotego, nie ma już NBP, a my nie mamy złotówek, mamy tylko Bitcoiny. Zostawić musimy na boku tą część społeczeństwa, która nie ma smartfona lub komputera, w których mogliby te kryptowaluty przechowywać. Ale to tylko wizja i nic złego tym ludziom się nie stanie.
Przechodzimy zatem do płatności za zakupy.
W tym miejscu możemy pominąć szczegóły techniczne reprezentacji tych kryptowalut w naszych smartfonach. Wystarczy, że przyjmiemy, że są to zapisy cyfrowe w pamięci tych urządzeń, które my kontrolujemy. Bierzemy zatem smarfona i idziemy do piwnicy w Toruniu napić się piwa.
1. Zamawiamy browarka, a obsługa podsuwa nam terminal płatniczy. Ale już zupełnie inny niż za czasów Glapińskiego. Z terminala tego, aplikacja płatnicza uruchomiona na naszym smartfonie, odczytuje tylko dane cyfrowe identyfikujące odbiorcę, kwotę i nasze zamówienie.
2. Dalej aplikacja w naszym smartfonie (poprzez Internet – musi być zasięg) łączy się z systemem Bitcoin i transmituje do niego komunikat, w którym cyfrowo zakodowane są parametry transakcji, którą chce przeprowadzić. Parametry transakcji, które musi zawierać ten komunikat to przede wszystkim oświadczenie o posiadaniu monet Bitcoin (póki co nie jest istotne co to ta moneta Bitcoin) poprzez wskazanie wcześniejszej transakcji, w wyniku której kontrolujący aplikację na smartfonie wszedł w posiadanie odpowiedniej ilości monet Bitcoina. Oczywiście komunikat zawiera dane pobrane z terminala, tzn. cel i kwotę transakcji.
3. System Bitcoin sprawdza czy oświadczenie aplikacji o posiadaniu monet jest prawdziwe (bo wskazuje na wcześniejszą transakcję zarejestrowaną już w blokczjnie) i przystępuje do trwałego zapisania tej transakcji w systemie. A dokładnie w słynnym blokczajnie.
4. I tu zaczyna się problem. Musimy wiedzieć, że pojedyncza transakcja zapisywana w blokczajnie to conajmiej 100B (bajtów) zaś rozmiar jednego bloku dołączanego do czajna to 1 MB (1 milion bajtów). Zatem pojedyncze utrwalenie grupy transakcji w systemie Bitcoina obejmuje co najwyżej 10 tys. pojedynczych transakcji.
5. Tych utrwaleń dokonują słynni już „górnicy kopiący krypto”, ale mogą to robić tylko co 10 minut co jest cechą wbudowaną w system i nienaruszalną. Zatem w ciągu 24 godzin są w stanie zatwierdzić i utrwalić 1,44 mln transakcji. Dużo to czy mało?
6. Chyba mało, bo za Glapińskiego instytucje płatnicze obsługiwały 6,8 mln transakcji na dobę.
7. Problem może jeszcze spoważnieć gdyby wszystkie kraje europejskie oraz Ameryki Północnej porzuciły banki centralne i przeszły na krypto, ponieważ stosując prostą aproksymację w odniesieniu do liczby ludności otrzymamy 214 mln transakcji na dobę do obsłużenia przez system Bitcoina, fundamentalnie ograniczony do obsługiwania 1,44 mln transakcji na dobę.
8. Zatem nie napijemy się browarka w piwnicy w Toruniu. Nie kupimy też kajzerki na śniadanie, ani piersi kurczaka na obiad. W zasadzie to nic nie kupimy za kryptowaluty, które spoczywać będą spokojnie w naszych smartfonach. Po prostu odkorkujemy z głodu albo zaczniemy rabować sklepy, co i tak będzie rozwiązaniem na krótką metę.
Tam chce nas zaprowadzić Konfederacja i jej lider, który jak nikt inny ma pojęcie czym jest blokczajn.
To tyle w kwestii fundamentalnej bredni mitu o wyższości kryptowaluty, takiej, że Bitcoin może zastąpić złotówkę w obrocie gospodarczym.
Przypomnę tylko, że mowa o micie wyznawanym przez Konfederację, która jak burza idzie po władzę w Polsce.
Piszę jak jest.



Komentarze
Pokaż komentarze