AndrzejR2 AndrzejR2
73
BLOG

Bitcoin - cyfrowe złoto czy pamiątkowy dyplom uznania?

AndrzejR2 AndrzejR2 Polityka Obserwuj notkę 0
Twierdzenie, że Bitcoin posiada wartość sam z siebie, jest kolejną brednią, na której opiera się, rozpowszechniany przez środowisko Konfederacji, mit o wyższości kryptowalut nad pieniędzmi emitowanymi przez banki centralne.

Przyjrzyjmy się zatem jak wygląda rzeczywistość, a konkretnie praca „górnika krypto”.

Najpierw krótka (i uproszczona) specyfikacja technicznej tego procesu.

1. Start kopania kolejnego BTC (dokładnie kolejnych 3,25 monet BTC) rozpoczyna się zaraz po potwierdzeniu przez co najmniej połowę węzłów sieci poprawności ostatniego bloku transakcji.

2. Każdy „górnik” tworzy nowy blok transakcji, który przede wszystkim zawiera transakcję specjalną (generacyjną), w której przekazuje sobie 3,25 BTC. Będą jego gdy wygra wyścig o rozwiązania zagadki formułowanej przez algorytm obowiązujący w sieci Bitcoin i niezmienny.

3. Zagadka ta ma zawsze taką treść, że wymaga aby określona liczba pierwszych bitów skrótu SHA-256 utworzonego dla bloku i dołączonych do niego (zgadywanych) danych, miały wartość zero

3. Zatem do utworzonego przez siebie bloku danych, dołącza jakąś porcję danych i dla całości oblicza skrót (w żargonie informatycznym hash) i sprawdza czy określona liczba pierwszych bitów tego skrótu ma wartości zero.

4. Algorytm SHA-256 jest jawny, hash daje się szybko wyliczyć. Istnieją zresztą publicznie dostępne implementacje programowe tego algorytmu, dopracowane pod kątem szybkości obliczeń. Najistotniejszą cechą algorytmu hasha jest to, że nie istnieje jakakolwiek możliwość dedukcji z treści danych wejściowych o wyniku. Trzeba zgadywać aż się trafi.

5. Zatem pkt 3 „górnik” musi powtarzać tak długo aż trafi i uzyska hasha o zadanej postaci. A ilość koniecznych do przeprowadzenia prób jest niewyobrażalnie ogromna.

6. Gdy w końcu trafi, „górnik” wysyła blok danych, który chce dołączyć do łańcuch bloków, hasha i dołączone dane jakie umożliwiły obliczenie hasha. Inne węzły sprawdzają czy nadesłany blok danych i dołączone dane pozwalają uzyskać nadesłanego hasha. To krótkie obliczenie.

7. Jeżeli ponad połowa węzłów w sieci potwierdzi prawidłowość danych nadesłanych przez „górnika”, nadesłanych przez niego blok zostaje dołączony do blokczajna Jeżeli rozwiązanie zagadki przesyła do węzółów sieci Bitcoin kilku górników, węzły są w stanie ustalić, który z nich był pierwszy, a bloki pozostałych odzrzucają.

8. W tym momencie „kopanie” zaczyna się od początku, a „górnik” może cieszyć się wygraną.

No właśnie czym może się cieszyć ten „górnik” zwycięzca?

Czy jak bredzą Konfederaci:

wartością:

• energetyczną (koszt produkcji realny i globalny),

• kryptograficzną (dowód pracy),

• informatyczną (niezniszczalny zapis historii),

• społeczną (sieć akceptacji),

• monetarną (przenaszalność, ograniczona podaż),

• użytkową (timestamping, rejestry, dowody).

To brednie. Powstaje tylko zapis transakcji „górnika” z samym sobą. Transakcji, w której podpisał się jako dawca i odbiorca.

Ta „wartość” powstała jako materializacja woli „górnika”, który rozkazał: bitcoinie stań się, a ten stał się (a dokłatnie to 3 i ćwierć bitcoina).

To oczywiście żart, bo realnie to zapis tej transakcji generacyjnej jest informacją o uzyskaniu przez „górnika” dyplomu uznania za wygranie wyścigu o to kto pierwszy odgadnie hasha. Tylko tym i niczym więcej.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że na dzisiaj „górnik” może liczyć, że czekają już koneserzy takich pamiątek, chętni do nabycia jego dopiero co uzyskanego dyplomu uznania, z kwotę ok. ćwierć mln dolarów.

Takimi oto „cyfrowymi kruszcami” operuje jakaś tajemnicza branża, która oferuje dobrze płatne miejsca pracy i setki mln zł wpływów podatkowych, a której tak żarliwie bronił w Sejmie lider Konfederacji.

Chcę tu jasno powiedzieć, że ta branża, to branża „Burek za milion”

Gdyby ktoś nie wiedział o co chodzi, to chodzi o taką sytuację. W pewnym małym miasteczku szedł w kierunku rynku człowiek z kundelkiem na smyczy. Spotyka go sąsiad i pyta; dokąd idziecie sąsiedzie z tym pieskiem? A idę go sprzedać na targu. W zasadzie to ładny piesek, może ja bym go kupił. Ile za niego chcecie sąsiedzie? Milion złotych. No nie tyle to nie dam, ale tyle to nikt nie da. Sprzedam za milion zobaczycie. Po jakimś czasie wraca, bez psa ale z workiem na plecach. I co sąsiedzie, gdzie piesek? Sprzedałem. Za ile? Z milion. I co pieniądze macie w tym worku? Nie, dwa koty po pół miliona.


AndrzejR2
O mnie AndrzejR2

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka