W filmach z udziałem doktora G. jest taka scena: do gabinetu doktora G. wchodzi kobieta i wręcz doktorowi pakunek. Co to jest pyta doktor. Książka, odpowiada kobieta, tak jak się umawialiśmy. Doktor i kobieta wymieniają zdawkowe uściski i kobieta wychodzi. Doktor G. rozpakowuje prezent odszukuje w książce kopertę, otwiera ją, przelicza treść laurki i chowa ją do wewnętrzej kieszeni maraynarki.
Sędzia Tuleja w uzasadnieniu wyroku stwierdził, ze w toku przewodu sądowego nie ujawniono dowodów, że doktor G. rozmawiał z pacjentami czy ich rodzinami o pieniądzach za zabieg.
Oczywiście, bo jak na dżentelmenów przystało rozmawiali książkach, nie o pieniądzach.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)