AndrzejR2 AndrzejR2
421
BLOG

Doktor G. czyli detektor europejskości.

AndrzejR2 AndrzejR2 Polityka Obserwuj notkę 7

Sięgam pamięcią wstecz i nie mogę przypomnieć sobie jednej chociaż dyskusji na tematy publiczne, w której nie użyto by argumentu „z Europy”. Wiecie o czym mówię, te wszystkie „takie są europejskie standardy”, „kto tego nie rozumie, nie rozumie współczesnego świata”, „tak może mówić tylko ktoś pozbawiony elementarnej wiedzy o współczesnej Europie” i takie tam zaklęcia kapłanów europejskości. Grono tych kapłanów jest tak powszechnie znane, że wymieniać nie ma sensu. Oczywiście argument "z Europy" kończył każdą dyskusję.

I ot stał się cud. Sędzia Tuleya skazał doktora G. i coś tam, wiercąc się w fotelu, ponawijał. Rozpętało się piekło w obronie skrzywdzonego doktora G., ale obrona to jakaś rachityczna, jakieś pieprzenie o prawie wdzięcznego do dawania tego dowodów (koniecznie w kopercie). Peregrynacje po telewizjach ludzi co to byli nieżywi, a dzięki doktorowi żyją i takie tam gusła i jasełka. Nawet red. Jana Wróbla w to wciągnęli. Tu pozwolę sobie na małą dygresję, bo Jan Wróbel osobliwie przyciąga mnie przed ekran telewizora. Chodzi o program „Drugie śniadanie mistrzów”, w którym pan Jan cyklicznie występuje. Program nudny jak cholera więc nie oglądam, ale odcinki z panem Janem, chociaż też nudne jak cholera, oglądam od deski do deski. Pasjami lubię patrzeć jak ten nikczemnej postury człowiek w trakcie niedługiego, bo niespełna godzinnego programu, potrafi wciągnąć trzy talerze kanapek. Przyznam się ze wstydem, że czekam aż się kiedyś porzyga na wizji. Wczoraj mnie pan Wróbel wyrolował, zaczął coś nawijać w temacie doktora G., że niby ludzie zamożniejsi powinni być lepiej leczeni. Niestety, to mnie zemdliło i musiałem przełączyć kanał.

Wracając do tematu. Gdzie argumenty z Europy?  Do Berlina przecież tylko żabi skok, do dyspozycji kilka lotów dziennie, do tego nowa autostrada. Dlaczego red. Kolenda-Zaleska nie pojechała do prof. Rolanda Hetzera do Deutsches Herzzentrum w Berlinie? Tak, to ten prawdziwy Europejczyk, u którego rzemiosła uczył się doktor G. Wystarczyło zrobić reportaż o tym jak w Deutsches Herzzentrum w Berlinie prof. Roland Hetzer przyjmuje dowody wdzięczności od szczęśliwych pacjentów lub ich rodzin. Na pewno nie w tak prymitywny sposób jak w Polsce, na pewno w Berlinie można wyrazy wdzięczności składać zbliżeniowo. No ale my na razie musimy doganiać Europę. Można by w tym miejscu zrobić przebitkę na jakiegoś komisarza europejskiego, który w przystępny sposób wyjaśnił by jakie dyrektywy Komisji Europejskiej regulują pobór wyrazów wdzięczności w służbie zdrowia w UE. Przecież taki reportaż zamknąłby natychmiast pyski gardłującym oszołomom. A tu nic, cisza. Kapłanów europejskości jakby amnezja zbiorowa dotknęła. Już zaczynałem podejrzewać, że Unię rozwiązali albo z niej cichcem wystąpiliśmy.


 
Ale dość żartów. Podstępna CBA i nie dość czujna prokuratura dokonały zamachu na świętość najświętszą z najświętszych, na łapówkę. Puściły zwieracze kapłanom Kościoła św. Koperty oraz czcicielom Świętego Bakszysza i Świętej Wziątki. W kąt rzucili europejskie togi i birety, dymać Europę zakrzyknęli kiedy sens naszego żywota zagrożony. I tak oto dzięki małej niepozornej kamerze zainstalowanej w gabinecie doktora G. poznaliśmy prawdziwe, mongolskie oblicza naszych rodzimych „europejczyków”. I ich zapach też. Nie, nie jest to zapach wonnych olejków, to zapach końskiego łajna i zapach flory i drobnej fauny kiszonej pod „tatarskim siodłem”. Ohyda.

 
I kto by pomyślał jeszcze sześć lat temu, że tak to się skończy.
AndrzejR2
O mnie AndrzejR2

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka