Męczy mnie już ten dobiegający zewsząd odgłos dzielenia na czworo włosa sprawy sędziego Tuleyi. Sprawa jest boleśnie prosta, że pojadę klasykiem i nie ma czego dzielić.
Sędzia Tuleya publicznie prównał do bestii CBA z okresu kiedy szefem tegoż był Mariusz Kamiński. Mariusz Kamiński w latach osiemdziesiątych działał w opozycji niepodległościowej i był traktowany jako wróg przez bandę, w której z chęci zysku udzielała się mamusia sędziego Tuleyi. Mamuśka udzielała się tam etatowo, a po przejściu na emeryturę jako TW, taka była zawzięta i chytra na kasę. Taki pierwowzór Chytrej Baby z Radomia. Reasumując mamusia sędziego Tuleyi była wrogiem Mariusza Kamińskiego, a najwyraźniej dla sędziego Tuleyi wrogowie jego mamusi są jego wrogami i prawo i sprawiedliwość musi ustąpić przed tak gorącym uczuciem.
A doktor G.? Tu sprawa jest jeszcze prostsza. Doktor G. jest niewątpliwie wrogiem Mariusza Kamińskiego, a przecież wiadomo, że wrogowie moich wrogów są moimi przyjaciółmi. Stąd uniewinnienie doktora G.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)