Zastanawiam się, dlaczego tak dużo jest wokół nas niczym nie uzasadnionej agresji. Dlaczego jest również tak dużo obojętności wobec zła, niesprawiedliwości, bezmyślności i chamstwa. Prawdopodobnie jedną z głównych tego przyczyn jest brak u niektórych ludzi czegoś, co nazwane jest empatią. Empatia, a więc umiejętność współodczuwania, identyfikowania się z uczuciami innych ludzi i spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość. Są więc ludzie całkowicie pozbawieni empatii, przez co bywają często okrutni, gdyż nie rozumieją uczuć innych ludzi i nie potrafią pojąć motywów, którymi ci ludzie się kierują podejmując określone decyzje lub przyjmując określone postawy.
Ludzie, którym nieznane jest uczucie empatii trudno pojąć ból czy inne cierpienie drugiej istoty. Dla nich liczy się tylko to, co oni sami odczuwają, tak jakby inni nie mieli do takich jak oni odczuć prawa. Opowiem o kilku przykładach braku empatii u ludzi w stosunku do naszych "mniejszych braci" - zwierząt.
Byłam niedawno świadkiem „zabawy” może 10-12-letnich chłopców, polegającej na rzucaniu kamykami do pływających po stawie w parach kaczek. Fakt, że nie udawało im się trafić, ale to ich tylko zachęcało do dalszych działań i kolejnych prób, które mogły zakończyć się powodzeniem. Odeszli niechętnie, gdy zwróciłam im ostro uwagę, ale nie byłam przekonana, że nie wrócą, jak tylko się oddalę. Nie odczuwali empatii, nie potrafili zrozumieć, że kaczka trafiona kamieniem będzie odczuwać ból, a nawet może przypłacić tę „zabawę” życiem. Liczyło się bezmyślne trenowanie celności do żywego celu.
Opowiem jeszcze jedną historię, tym razem sprzed lat, która głęboko zapadła mi w pamięci i której skutki do chwili obecnej są obecne w moim życiu. Będąc studentką wracałam z zajęć do domu. Idąc Al. Jerozolimskimi na wysokości Dworca Warszawa-Śródmieście stały dwie olbrzymie ciężarówki. Pewnie nie zwróciłabym na nie uwagi, gdyby nie to, że od strony naczep wydobywały się przeraźliwie przejmujące dźwięki. Zbliżyłam się i ujrzałam, pomiędzy elementami obudowy naczepy, że coś się w środku porusza. Gdy lepiej przyjrzałam się zobaczyłam, że ciężarówka jest pełna małych cielaczków, które przerażone hałasem ulicy, pozbawione wody i nieludzko stłoczone płakały wręcz żałośnie i przejmująco. Kierowcy obu samochodów nie byli obecni, nie wiadomo jak długo, a na dworze było słoneczne i duszne popołudnie.
Stałam przy ciężarówkach i łzy spływały mi po policzkach z bezradnej złości i żalu. Inni ludzie przechodzili obojętnie, czasem ktoś spojrzał na mnie stojącą i płaczącą przy burcie ciężarówki, ale nie zważając na odgłosy szedł dalej. Jedyne, co mogłam w tej sytuacji zrobić, to znaleźć jakiegoś milicjanta, który pomógł by tym biednym zwierzętom, co zresztą uczyniłam.
Wróciłam do domu cała roztrzęsiona, w głębokim stresie i z uczuciem, że nie zrobiłam jednak wszystkiego, co powinnam, chociaż nie miałam innego pomysłu, co innego powinnam jeszcze zrobić. Przeżycie z „płaczącymi” cielakami skutkuje tym, że od tamtej pory nigdy już nie jadłam cielęciny, bo pamięć tego co słyszałam i widziałam na zawsze odebrała mi na to apetyt. Ktoś powie, że to dziecinne. Może i tak, ale cierpienie innych żywych istot, którego byłam świadkiem tak właśnie na mnie podziałało i nic pewnie już tego nie zmieni.
Życie dopisało wczoraj kolejny przykład. Ktoś na przedmieściu Warszawy zastrzelił zabłąkanego łosia. Podobno był agresywny, tylko że film obserwatora wydarzenia, który jest już w sieci, wyraźnie wskazuje, że zwierzę nie wykazywało agresji a było jedynie przestraszone. Postrzelony łoś konał w mękach na oczach przerażonych przechodniów, a okrutnemu łowczemu nie przyszło nawet do głowy skrócić tego cierpienia przez dobicie zwierzęcia. Strzelec pewnie był jednym z tych, pozbawionych empatii…



Komentarze
Pokaż komentarze (5)