Anita Anita
129
BLOG

Wyznanie czarownicy

Anita Anita Kultura Obserwuj notkę 18

Jestem realistką i stąpam twardo po ziemi, tak mówią wszyscy, którzy mnie znają. Zazwyczaj jestem niedowiarkiem i ogólnie w cuda nie wierzę, przynajmniej te współczesne. I na żaden cud nie czekam, to i nie grywam  np. w gry losowe. Nie jestem też zabobonna, nie wierzę w  żadnego pechowego 13-ego i w 7 lat nieszczęścia po stłuczeniu lustra oraz w inne tego typu podobne bzdury.  Szczerze śmieję się, jak ktoś mi opowiada, jak to trasy musiał nadłożyć, bo mu czarny kot przebiegł drogę...

Jestem więc ogólnie rzecz ujmując człowiekiem XXI wieku, nowoczesnym, racjonalnym, potrafiącym logicznie wytłumaczyć sytuacje, jakie mnie spotykają i otaczającą rzeczywistość.   A jednak...

No właśnie... Przy całym tym moim trzeźwym podejściu do życia jest coś, co kultywuję odkąd pamiętam, kiedy jeszcze dzieckiem będąc z Mamą za rączkę byłam prowadzana, a od dawna już sama, w ten jeden, jedyny dzień w roku, a mianowicie w wigilię Św. Jana tj. 23 czerwca każdego roku, a więc w Noc Świętojańską, Sobótkę czy też inaczej Noc Kupały czyli po prostu w najkrótszą noc w roku odprawiam niezmiennie swoje czary...

Nie potrafię tego do końca zrozumieć, dlaczego mimo tego całego mojego rozsądnego spojrzenia na świat nie mogę sobie odmówić czarów i zawsze, gdy zbliża się ten dzień planuję wieczorem swoją eskapadę i... nie, nie zdradzę przecież na czym to polega, bo a nuż moje czary przestaną działać? Nie byle jakie to czary, bo mają zapewnić dostatek przez cały rok. Jak na razie, mimo różnych zakrętów życiowych i zmiennych losu ścieżek, na swoich czarach nigdy się jeszcze nie zawiodłam, więc wierzę, że coś w tym jednak jest. Musi być. Jest na pewno, nie może być inaczej.

I tak kultywuję czary, przekazane mi przez Rodzicielkę mając przekonanie, że wpłyną one pozytywnie na mój los przez następne 12 miesięcy.

Właśnie  szczęśliwie wróciłam. Kolejny raz zrobiłam to co zawsze kojarzy się mi z tym właśnie wieczorem - odprawiłam już swój czarowny rytuał. I jestem zadowolona z wypełnienia tej corocznej, tajemniczej dla innych powinności, która tak mocno zakorzeniła się już w moim życiu. 

A co tam, każdy ma swoje tajemnice, a tajemnice dodają życiu uroku, takiego smaczku, który jest nieodzowny, aby życie jeszcze bardziej smakowało. I odrobina szaleństwa w poukładanym życiu też się przydaje. Myślę, że nie należy się przed tym za bardzo bronić, bo są na tym świecie sprawy, o których się filozofom nie śniło.

I niech tak pozostanie...

 

PS.

Moje czary nie mają nic wspólnego z tzw. wiankami ani z poszukiwaniem legendarnego kwiatu paproci. Za to są po prostu wielce dla mnie skuteczne... ;)

Anita
O mnie Anita

e-MAIL                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Kultura