0 obserwujących
10 notek
41k odsłon
  1275   0

Za dużo leków. Historia Piotra i Patrycji

Przykre doświadczenia z nieodpowiednim przepisywaniem antybiotyków mieli też Piotr i Patrycja, rodzice  czwórki dzieci: Szymona (10 lat), Łukasza ( 7 lat), Weroniki (4 lata) i Mateusza (2 lata).
 
W pewnym okresie dzieci  na każdą infekcję otrzymywały antybiotyk. Lekarze, pod których opieką były,  bez większego namysłu, czasem dla świętego spokoju, przepisywali kolejne dawki leków, czego skutkiem było  osłabienie organizmu  i nawroty chorób.
 
„Najtrudniejsza sytuacja była z Weroniką. Złapała jakąś bakterię i przepisano jej antybiotyk na dwa tygodnie. Musiał nie do końca zadziałać, a córka nie dostała leków osłonowych. Za parę tygodni ponownie zachorowała i tak przez blisko rok. W pewnym momencie zauważyłam, że ma czarny język. Okazało się, że córka ma ostrą grzybicę.” – mówi Patrycja.
 
Niestety o grzybicy Patrycja dowiedziała się, gdy ta była już mocno rozwinięta. Wcześniej mimo ciągłych zakażeń, lekarze nie zdecydowali się ani na wymaz, żeby dobrać odpowiedni antybiotyk, ani nie uznali za stosowane zalecenie leków osłonowych, które złagodziłyby skutki antybiotyków.  Grzybica i wyniszczenie flory bakteryjnej organizmu zredukowały odporność Weroniki, do tego stopnia, że rodzice musieli ograniczać wszystkie sytuacje, w których dziecko mogło zetknąć się z nowymi zarazkami. Spotkania z towarzyskie, zakupy, czy spacery, często kończyły się infekcją. A ta kolejnym antybiotykiem. Dopiero po zwalczeniu grzybicy układu pokarmowego,  stan zdrowia Weroniki zaczął się stabilizować. Był to proces trudnym i długotrwały. Dzięki pomocy nowego lekarza, który wykonał, wydawałoby się rutynowe czynności, jak wymaz, zastosowanie odpowiednich  probiotyków i rozpoczęcie procesu wzmacniania odporności, udało się przełamać impas, a Weronika przestała tak często chorować.
 
„Sytuacja Weroniki, była najtrudniejsza, jednak niemal każde dziecko miało złe doświadczenia z nieodpowiednią antybiotykoterapią. Najczęściej, bez względu na to, które dziecko było chore, leczenie wyglądało podobnie. Krótka diagnoza i antybiotyk. Czasami, te same zalecenia dla różnych dzieci” – mówi Piotr.
 
Po tej sytuacji rodzice byli ostrożniejsi. Nie oczekiwali natychmiastowych efektów terapii, gdy pojawiła się konieczność zastosowania antybiotyku, przypominali, jeśli to było konieczne o zrobieniu wymazu. Zaczęli się też zastanawiać się nad przyczynami chorób dzieci. Okazało się np., że bardzo częste zapalenia uszu, czy anginy u starszych chłopców, w dużej mierze wynikały z uczuleń na mleko. Osłabiony organizm nie potrafił poradzić sobie z infekcjami i potrzebował wsparcia antybiotyków. Jednak dzieci musiały przejść przez ręce kilku lekarzy, zanim trafił się ktoś, kto zdiagnozował tę przyczynę.
 
„Zastosowanie antybiotyku szybko rozwiązuje problem. Przynajmniej na krótką metę, do następnej infekcji. Widzimy, ze warto dbać o naturalne mechanizmy obronne, wtedy dużo łatwiej wygrać z chorobą, mimo, że ten proces wydaje się być zbyt długi albo męczący  – twierdzą rodzice.
 
A Wam zdażyły sie takie historie? 
 
 
Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości