Ponieważ nie wszyscy mają możliwość zapoznać się z ostatnim numerem "Wprost" cytuję fragment wywiadu z Jarosławem Gowinem:
---------------------
"Kiedy przyszło obrzydzenie ?
JG: Tuż po wyborach w 2005 r. Byłem przekonany, że powstanie rząd PO i PiS. Wtedy nastąpił moment inicjacji w brudną część polityki. Siedziałem w restauracji sejmowej z pewnym ważnym politykiem. Byłem rozgorączkowany. Mówiłem, że powinniśmy stworzyć wspólny rząd, by realizować program. On na to: "Pisiaki wygrały, niech sobie sami tworzą rząd". "Przez kilka lat obiecywaliśmy wyborcom rząd. Jak mamy się z tej obietnicy wycofać?" - spytałem. Na to on, z miną guru politycznego, powiedział: "Pamiętaj. Pierwsza zasada w polityce - pie**ol wyborców"
-------------------
Gowin nie powiedział kim jest (był) ten ważny polityk. Nie ma szansy by człowiek ten wykazał się cywilną odwagą.
Może więc zaapelujmy, by jeśli nie jest podłym tchórzem, sam się publicznie przyznał.
Jako wyborca mam prawo wiedzieć, któremu m.in. "ważnemu politykowi" PO zawdzięczam koalicję PiS z Lepperem i Giertychem oraz całą tą wyniszczającą nas wojnę;
mam prawo znać imię i nazwisko polityka, który wygodnie żyje z moich podatków (może już w Brukseli) i uważa, że należy mnie "pier**ić".
Nie wiem dlaczego Gowin zdradził teraz kulisy tego co go obrzydziło cztery lata temu. Może gryzie go sumienie?
I pomyśleć, że PO zarzucała Kaczyńskiemu dogadanie się z kimś tak marnym jak Lepper czy Giertych.
Z kim miał się dogadać - z "ważnym politykiem" PO, który "pie**oli wyborców"?
Toż on gorszy od Leppera, który dziwił się jak można zgwałcić prostytutkę.
PS
szkoda, że Sekielski z Morozowskim nie nagrali tej rozmowy, ale mogą się teraz wykazać i dojść do prawdy. Tylko czym Walter by im za taką prawdę zapłacił ?
Komentarze
Pokaż komentarze (5)