1
Poszukiwanie wroga staje sie czynnością coraz to bardziej kurczową. Pomimo że wrogów, podobnie jak świadków u Fredry, pełno jest na świecie, to jednak pogoń za nowym, świeżym, obiecującym wrogiem przybiera juz w pisowsko zorientowanej części naszego dzielnego narodu postać już nie jak dotąd zwyczajnej obsesyjki, prostego feblika, ale jakiegoś straszliwego przymusu, któremu ci ludzie oddają sie w bolesnym zapamiętaniu.
2
Nieprawdopodobna pogoń za Jerzym Owsiakiem, zapoczątkowana na Salonie24 przez popularnego p. Gadowskiego, przybrała po paru dniach postać szaleńczego korowodu, w którym depcze się nie tylko wrogów wszelkiej maści, ale każdego, kto sie nawinie, z pinczerkiem pani domu włącznie. Publiczne podskoki ze szpagatem w wykonaniu kolejnych nie tylko anonimów, ale żywych publicystów (Warzecha) czy polityków (Wojciechowski) budzą już nie lekkie politowanie jak dotychczas, ale zwykły niepokój o zdrowie rozochoconych panów.
3
Zdrowie oczywiście polityczne. Przecież wesoła gromada w swym rozpasaniu zapomniała chociażby, że jeszcze w zeszłym roku ich lider, sam Jarosław Kaczyński, dokonał publicznie wsparcia Orkiestry Świątecznej. Co tutaj się dzieje? Czy gromada nienawistników rzeczywiście podnosi głos na sygnał z Nowogrodzkiej (jak twierdzą ludzie prostolinijni), czy też poziom krytyczny wściekłości na wszystko, co przyzwoite, uczciwe czy chociażby mieszczące się w granicach normy, został już przekroczony i lawina leci sama? Czy w następnej kolejności pojawi się felieton Warzechy atakujący osoby noszące kapelusze, albo tekst Wojciechowskiego piętnujący ludzi mających tylko jedną głowę? Niestety, degrengolada parapublicystyki, a obecnie także zawodowej publicystyki związanej z PiSem zdaje sie nie mieć końca i zapewne nie takie smutne przypadki jeszcze będzie można tu obejrzeć.
4
Wojciech Młynarski napisał kiedys piosenkę-felieton, zaczynającą się od słów: "Kto po zadku raz przy razie jest kopany..." Kto go jeszcze nie zna, proponuję sie zapoznać, bo warto. Trudno było się spodziewać, że tekst napisany w środku ery peerelowskiego zastoju, mający w założeniu postawić przynajmniej niektórych Polaków z głowy z powrotem na nogi, będzie tak aktualny trzydzieści lat później. Nie zdziwię się, gdy Młynarski stanie się kolejnym wrogiem kompletnie już pierdolniętych - w negatywnym sensie - zwolenników rewolucji moralnej, którym z tego hasła już dawno zostałą sama rewolucja. Uralsko-mongolski rukopasznyj boj, z dzikim tańcem i wdeptywaniem w błoto szczątków wroga. I tak da capo al fine.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)