Kosztem paru milionów nie swoich pieniędzy partia J.Kaczyńskiego (nie mówmy już doprawdy o Guziale) przypomniała sobie pojęcie "szklany sufit". Warszawa, do której chcieli odwołać się zwolennicy zmiany władz miasta, otworzyła oczy, przyjrzała się tym wymachującym i wzruszyła ramionami. Warszawa może być taka lub inna, ale jednego nie lubi i nie szanuje: frajerstwa. A frajerstwo w ostatnich miesiącach pchało się tu drzwiami i oknami. Ktoś, kto nie jest w stanie wygrać wyborów na własnym Żoliborzu, nagle zapragnał zająć całe miasto. Ktoś, kogo nie popiera nawet własny Ursynów, opowiadać będzie o zwycięstwie. Tacy są frajerzy: drobią nerwowo, wygrażają, a po przegranej... Zobaczymy, co teraz usłyszy od nich miasto, jeszcze wczoraj wychwalane pod niebiosa za swoje cnoty, rozum polityczny oraz patriotyzm. Bo dla frajerstwa odkochać się, to jak splunąć.
933
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (76)