Nie chcę być prezydentem. To już wiem na pewno. Urzędujący ma same kłopoty - nie dają mu samolotu, mówią, że jest chamem, rozkopują mu ulicę przed domem itp. Co gorsza, nawet ex prezydenci w naszym kraju nie maja spokoju. Dopadają ich rożne choroby i słabości. Skutki są opłakane.
Jaruzelski - cierpi na chorobę demencji wybiórczej (nie mylić z Gazetą Wybiórczą). Określone wydarzenia z historii pamięta i opowiada o nich godzinami w sądzie, a kiedy indziej nie pamięta kto i komu wydał odpowiednie rozkazy.
Kwaśniewski - cierpi na chorobę filipińską. Objawia sie ona lekkimi nogami, nostalgia w głosie i próba podejmowania konwersacji (poza Wigilią) ze zwierzętami: i ty Sabo, nie idźcie tą drogą.
Wałęsa - przypadek najciekawszy, aczkolwiek do końca niezdiagnozowany. Przez lata umacniał nas w przekonaniu, że teczki tworzone przez UB to stek kłamstw i pomówień. Że nie można wierzyć SB-kom. Teraz za świadków swojej uczciwości stawia Jaruzelskiego, który kiedyś w programie "Teraz MY" zaświadczał, że Wałęsa nie współpracował z UB oraz ubeka Graczyka, który deklaruje co chwila coś innego. Jak to więc jest.
1. Bo jeśli ubecy kłamali i fałszowali teczki, to kłamią również dzisiaj. Nie mogą więc wystawić pozytywnej cenzurki Wałęsie i kłamią co do jego uczciwości - ergo - współpracował.
2. Jeżeli ubecy nie kłamią i są wiarygodni, to materiały zawarte w teczkach mówią prawdę - ergo - współpracował.
Jak więc się nie obrócić, zawsze pięścią w oko można dostać. Tylko, jak nazwać taką chorobę?
Oj ciężko tym naszym prezydentom byłym i obecnym. Nie chcę być prezydentem.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)