13 obserwujących
251 notek
135k odsłon
138 odsłon

Rozkoszna sytość władzy, czyli - ślad węglowy, ale mistyczny

Wykop Skomentuj2

...we the people... jedzą do syta...za nasze podatki

Państwo pamiętacie tę wykładnię? - jak umiera goj, to to jest biologia, przemiana materii, nawóz i banał – no,  ale jak umiera żyd… ooo, wtedy to jest akt podniosły, mistyczny, metafizyczny. Coś na kształt muśnięcia absolutu – jakby cały świat umierał – gdy umiera żyd...

Trzeba znać swoje miejsce w szeregu, albo w łańcuchu kolejności dziobania. Jeżeli obywatelu, czyli bezimienna mierzwo, nawozie i plugawy bycie biologiczny, ukradniesz przymuszony okolicznościami, czy choćby dla draki – batonika, albo przejedziesz się autem po piwku - to przy odrobinie pecha, możesz – uprzednio poturbowany przez jakieś służby – trafić przed sąd – a ten cię przykładnie ukaże, niewykluczone, że pójdziesz siedzieć.  Sprawiedliwość będzie i rychliwa i bezlitosna. I nic Ci nie da, że będziesz głośno wołał, że sędzia, który wydał wyrok na cię, godzinę wcześniej przewalał przejęcie kamienicy za 50zł, albo – jak nowe guru opozycji, czyli sędzia Juszczyszyn – doprowadzał do sprzedaży gospodarstwa rolnego za 32tysiaków i śmierci ze zgryzoty jego właściciela.  Albo że adwokat, któremu zapłaciłeś za obronę, zapomniał przyjść na rozprawę, a może  nie złożył w terminie pisma procesowego – czyli okradł cię z twoich pieniędzy. A dzień wcześniej uczestniczył w likwidacji przedszkola, na którego miejscu lokalny developer, a wcześniej oficer SB, lub jego syn  – postawi kolejny apartamentowiec. Za kredyt, którego nawet nie zamierza spłacić, a który obciąży później nabywców apartamentów. Których – w ramach odpowiedzialności solidarnej -  dopadnie serdecznie zaprzyjaźniony z developerem, sędzią i adwokatem – komornik. I oskubie do trzeciego pokolenia. I ani sędzia, ani papug, ani developer-oficer, ani komornik  – nie stracą ni włosa z głowy – a siedział będzie złodziej batonika – czyli Ty – obywatelu, szyderczo czasem zwany Suwerenem. I właściciele zadłużonych apartamentów.

Jest problem z klimatem, mówi się o nadwyżce CO2, efekcie cieplarnianym, konieczności rezygnacji z paliw kopalnych, konieczności zmiany zachowań społecznych, konieczności budzenia powszechnej świadomości ekologicznej. Temat jest traktowany globalnie, globalnie też są podjęte różne kroki mające w zamiarze, a może tylko w deklaracji – zapobiec zmianom klimatycznym, czy choćby je spowolnić. Na ogół obywateli nakładane są kolejne restrykcje. Likwiduje się tradycyjne piece dopłacając do nowych, zwykle gazowych, lub na paliwa wymagające wysokiego przetworzenia. Czyli: przeznacza się energię i paliwa na utylizację starych pieców, produkcję nowych, znacznie bardziej skomplikowanych, więc bardziej energochłonnych już na etapie produkcji. Sprzedaje się paliwa do nich - nie tańsze, raczej droższe, do tego wymagające znacznych nakładów energii na ich wyprodukowanie, transport, przechowywanie (gaz). Efekt jest taki, że z komina domu leci mniej spalin, lub są one mniej widoczne – ale podsumowując cały proces – bilans energetyczno-ekologiczny wychodzi w najlepszym razie na zero, a zapewne jest ujemny. Ale obywatel koszty ponieść musi, nawet jeżeli dostanie dopłatę do wymiany pieca – potem będzie sążniście płacił za opał. I „w razie Niemca” - nie wrzuci już do pieca czegokolwiek, by się ogrzać.

Identyczna sytuacja dotyczy samochodów, zwłaszcza elektrycznych, tak ostatnio chętnie wmawianych jako rzekomo ekologiczne. Stare auta mogłyby jeździć jeszcze długie lata na benzynie, gazie, ropie – można je też stosunkowo prostym sposobem przerobić na auta wodorowe. Ale ponieważ na tym nie byłoby interesu do zrobienia, wymusza się na obywatelach zakup coraz to nowych zaawansowanych technologicznie, więc energochłonnych pojazdów, w tym elektrycznych – całkowicie pomijając tzw rachunek ciągniony w ujęciu ekologicznym. Czyli jak wyżej: koszty energetyczne złomowania, przetwarzania odpadów niemetalowych, produkcji nowych bardziej energochłonnych pojazdów, ich dystrybucję, złożony serwis, wreszcie produkcję i dystrybucję paliwa – czyli prądu. Prąd nadal pochodzi z paliw kopalnych, zatem z tego, że nasz paraekologiczny elektryczny samochód nie kopci spalinami z rury, nie wynika, że tych spalin nie wytwarza. Oczywiście, że wytwarza, tyle, że rura wydechowa ma postać komina elektrowni węglowej, lub gazowej. To jedyna różnica + oczywiście koszty poniesione na zakup drogiego pojazdu, a potem na zakup coraz droższego prądu do niego. Prądu pochodzącego z węgla. Czyli środowisko na tym pozornie ekologicznym procesie traci, obywatele tracą - ale ktoś zarabia.

Takie przykłady można mnożyć, choćby kosztowne w produkcji i w utylizacji żarówki nowej generacji – cóż z tego, że pobierają one mniej energii, skoro nie idzie za nimi oszczędność energetyczna – wręcz przeciwnie, im tańszy zużywany jednostkowo prąd, tym więcej żarówek pali się nieustannie – miasta, czy wręcz cały świat widziany z satelity jest skąpany w światłach – z prądu pochodzącego przecież
z węgla. Czyli zamknięty błędny-obłędny krąg samooszukiwania się. Śmieci, art AGD, opakowania plastikowe, globalny transport byle dupereli, które można i powinno się produkować na miejscu, rozpasana komunikacja lotnicza, obłędny kult nieustającej turystyki -  itd., itd. wszystko to pochłania energię, której nie potrafimy bezpiecznie produkować, więc produkujemy ją nie-bezpiecznie i na wysoki kredyt o nieznanej stopie.

Są ludzie  - i tych jest większość, którzy mają znikomy wpływ na bilans energetyczno ekologiczny, cokolwiek zrobią, niewiele, lub zgoła nic to nie da, jeżeli nie są wprowadzane zmiany globalne, zmiany myślenia, zachowania. A jednak to ten anonimowy szary obywatel jest obciążany wszelkimi kosztami zmian związanych z walką z zagrożeniem ekologicznym. To tego szarego obywatela ślad węglowy jest zły, brzydki, szkodliwy, budzi niesmak oświeconych.

Tymczasem towarzystwo (we the people) mające decydujący wpływ na obraz świata, w tym ten energetyczno-ekologiczny – postępuje w sposób taki, jakby ich ten problem i wypływające z niego zobowiązania – nie dotyczyły.
Wyobraźcie sobie Państwo na przykład takie ostatnie spotkanie w Davos, albo w zrabowanym Palestyńczykom  Mieście Jerozolimie, albo zaraz potem w Oświęcimiu, obozie Auschwitz – od strony logistycznej. Albo te nieustannie zwoływane konferencje i kongresy o ochronie klimatu  - 
-  od strony ruchu lotniczego maszyn rządowych, dyplomatycznych.

Od strony ruchu naziemnego i powietrznego związanego z ochroną, serwisem, cateringiem, pobytem, okolicznościami towarzyszącymi dla tych imprez dla wybranych.
Ludzie, którzy powinni dawać przykład swoją postawą, sposobem życia, skromnością, zwłaszcza w obliczu zagrożeń ekologicznych o których tak chętnie dysputują, zachowują się jak dzieci, którym dano ulubioną zabawkę: nieustanne podróżowanie bez celu i bez potrzeby. Każdy pretekst jest dobry, by cała ta, nie bójmy się tego słowa, banda nierobów i pozorantów leciała z jednego krańca świata na drugi – by się spotkać, mimo że widzieli się tydzień wcześniej. I ucztować, jeść i zakąszać, gadać bez końca o tym samym, kończyć jak zawsze – na niczym.
Po czym za tydzień znów całą chmarą gdzieś lecieć, jeść pić, ględzić bez efektu. I tak bez końca, ale za to za darmo. A ściślej za nasze podatki, za te pieniądze, które ściągają z nas w opłatach ekologicznych, śmieciowych, cenach pozornie ekologicznych samochodów, pieców, kuchenek, lodówek, żarówek, żarcia GMO - i czego tam jeszcze.
A w międzyczasie, jak akurat nie latają, to robią na przykład – wielkie manewry wojsk, ćwiczenia taktyczne, symulacje poligonowe. Czołgi, samoloty, wozy bojowe i cała pomniejsza reszta wojskowego złomu bez sensu, bez celu spala kolejne nawet nie wagony, ale całe pociągi i statki paliwa – które powinno być oszczędzane. Bo nie ma go za dużo, a klimat na tym cierpi. Że za te paliwa i w ogóle całe zabawy gówniarzerii w wojsko my płacimy z tych samych opłat, to już nie muszę przypominać. Ale – że im na to wszystko starcza – to daje wyobrażenie, jak bardzo jesteśmy krojeni. Prawdziwe wojny z prawdziwymi trupami też oczywiście toczą – ale sami w nich nie walczą i nie giną. Walczą, choć rękami innych  – wbrew temu co głoszą, nie o ideę mniej czy bardzie szczytną – tylko o zyski, zwykle o paliwa – spalają by walczyć – walczą, by móc dalej spalać...

By dopełnić obrazu, warto powiedzieć, że ci – ich rodziny -  wszyscy, lub prawie wszyscy przedsiębiorcy, międzynarodowi  inwestorzy, dobroczyńcy ludzkości, stali się zamożni i wpływowi zwykle w drodze – jakiegoś przekrętu. Kradzieży – a to czyjegoś majątku, zasobów naturalnych, a to ziemi, czasem całego państwa, a nawet kontynentu. Tworzą grupę – może kilkudziesięciu, może kilkuset rodzin – powiązanych kapitałowo, personalnie, powiązanych zwłaszcza bezideową ideą globalnej władzy i globalnego zysku – kosztem miliardów niepostrzeżenie prowadzonych ku globalnemu obozowi pracy przymusowej połączonej z globalną inwigilacją. Inwigilacją nieprzeliczonych przez nielicznych. Przekupujących polityków, by ci realizowali ich, a nie wyborców – interesy. Zwłaszcza takich prawicowych bezmózgów, jak Trump, czy ten prezydent Brazylii, którego nazwiska nie pamiętam.
Ci, których bogactwo pochodzi z rzeczywistej pracy, zwykle intelektualnej – noszą się skromniej, bardziej są skłonni do przestrzegania narzucanych ogółowi zasad. Czasem skłonni do demonstracyjnego jeżdżenia kilkudziesięcioletnim autem – i głośnego wykazywania, że jest on, taki pojazd wielokrotnie bardziej ekologiczny, niż jego współczesny odpowiednik – właśnie z tego powodu, że jest użytkowany wiele lat, nie generując kosztów utylizacji, przetworzenia, produkcji nowego itd. Bardziej skłonni do działalności prospołecznej, charytatywnej na rzecz ogółu.

Ale to wyjątki – ogół masy nierobów, krętaczy  i pasożytów grzejących się i karmiących w blichtrze władzy – nawet nie próbuje udawać, że taką świadomość posiada. Liczy się dobra zabawa, darmowe żarcie i ogromne zyski z wciskania ogółowi zbędnych, często wręcz szkodliwych przedmiotów i – idei.

Ich ślad węglowy – w odróżnieniu od tego brudnego, paskudnego, pozostawianego przez pracujący na ich rzecz ogół - jest czysty jak łza – i jak ich ręce.

W zaciszu spotkań w ścisłym gronie snując mrzonki o NWO i władzy nad światem – zaślepieni żądzą władzy i zysku za wszelką cenę, nawet się nie zorientują, że poprzez swe pozorowane działania lub zaniechania, doprowadzili świat do punktu, z którego być może nie ma już odwrotu. Jeden z symboli masońskich jest traktowany jako alegoria historii świata – jego szczyt gwałtownie zwęża się ku górze ostrosłupa czworokątnego – mówi się, że w tym szczytowym elemencie zapisane jest ostatnie kilkadziesiąt lat.

Wydaje się, że te - warte najwyższej kary  - półgłówki uważające się za oświeconych – rzekomych illuminatów – nie są w stanie zrozumieć nawet symboliki własnego(?)  monumentu.

Celowo nie wprowadzam tu rozważań o przyczynie zmian klimatycznych – czy wynika ona z emisji gazów cieplarnianych. Czy – jak ja uważam – ze spadku masy planety – bo to w tych rozważaniach jest bez znaczenia.
W obu przypadkach jedyna droga do powstrzymania szkodliwych procesów prowadzi przez jak najszybszą rezygnację z paliw kopalnych, zmianę sposobu życia wszystkich obywateli – i masowe, na globalną skalę i prowadzone przez rządy wszystkich państw-  sadzenie drzew – co akurat już ma miejsce, choć skala jest wielokrotnie za mała.

Dziękuję za uwagę

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka