Sześćdziesiąt pięć lat temu opublikowano w Moskwie manifest PKWN: w tym czasie ta zbieranina koncesjonowanych przez Stalina szumowin rezydowała w Chełmie, podczas gdy do historii przeszli jako “rząd lubelski” – i dosyć dobrze podsumowuje to kłamstwo założycielskie PRL. Do końca 1944 towarzystwo zdążyło sformalizować swoje zamiary – na podstawie ich dekretów rozstrzeliwano żołnierzy AK, mordowano po parodii procesu “Nila” czy rotmistrza Pileckiego, wsadzano ludzi takich jak Moczarski do jednej celi z gestapowskimi zbrodniarzami… Właściwie ta krótka lista wystarczy, żeby uznać Wasilewską, Radkiewicza czy Osóbkę-Morawskiego za zdrajców kwalifikujących się do zakopania pod płotem i to bez pogrzebu. I w każdym normalnym kraju pewnie tak by właśnie było – w końcu za dużo mniejsze przewiny Ezrę Pounda obwożono w klatce – ale Polska normalnym krajem nie jest.
Nie jest już od dosyć dawna, a patrząc na to, co się dzisiaj wyprawiało, jakoś nie nabieram specjalnej wiary, że będzie lepiej. Salonka Bieruta na pokaz, bar mleczny jako atrakcja turystyczna, Communism Tour w Nowej Hucie… Już nawet nie mówię o wykopaliskach w rodzaju Adama Gierka, który powtarza starą mantrę czerwonych o tym, żeby nie pluć im w życiorysy – albo Palikmiocie, który paraduje ubrany w pionierski mundurek z czerwoną chustą. Bandycki system, który zniszczył życie tylu ludziom – a pozostałych wtrącił w szarzyznę i wszechogarniający syf – funkcjonuje jako zabawne wspomnienie z elementami folkloru.
I nikomu to nie przeszkadza, że co roku masa ludzi wychodzi świętować rocznicę faktycznego ustanowienia w Polsce sowieckiej okupacji. Że po takim powiedzmy Amsterdamie paraduje mnóstwo umysłowo sprawnych inaczej, którzy na koszulkach noszą czerwone gwiazdy, to mnie nawet specjalnie nie dziwi – nikt ich nigdy porządnie nie “wyzwolił”, więc po prostu są głupi. Ale że w demolowanej przez pół wieku Polsce jest tak samo, tego pojąć nie mogę – zwłaszcza, że gdybym pierwszego września postanowił cieszyć się z wkroczenia Niemców, władowałbym się w kłopoty.
Pół biedy towarzyski ostracyzm – przy najbliższej okazji dobrałaby się do mnie pewnie prokuratura z paragrafu o szerzeniu ideologii totalitarnej. Całkiem słusznie, skądinąd – tylko ciekawe, czemu dzielnym twórcom i stróżom prawa nie wadzi w niczym okadzanie symboli totalitaryzmu czerwonego. Prywatnie podejrzewam splot dwóch czynników: z jednej strony, brunatni zostali pokonani, dobici i po przebiciu osikowym kołkiem zakopani – podczas gdy czerwoni zdychali, zdychali i w końcu nie zdechli. Z drugiej, spora część tzw. elit ma sporo za uszami z okresu trymfów komuny – im głośniej krzyczą o szanowaniu pamięci PRL, tym tego brudu więcej.
Zasadniczo staram się być zwolennikiem wolności słowa w praktyce, ale kiedy zobaczyłem nalane mordy na paradzie członków SLD, coś we mnie trzasnęło. Ileż można? Dlaczego ciągle tolerujemy chwalenie zbrodniczej ideologii, która spowodowała tyle cierpienia – i cofnęła nas cywilizacyjnie o pół wieku? Ewidentnie tłumaczenie, perswadowanie i edukacja się nie sprawdzają – bo pójście do knajpy przystrojonej w czerwone flagi jest zabawne (dla starych) albo trendy (dla młodych). Skoro nie da się trafić przez głowę, ewidentnie konieczne jest aplikowanie bodźców z przeciwnej strony ciała. Karać, walić grzywny, aresztować – są dobre wzorce za naszą zachodnią granicą, gdzie (niezależnie od być może żywionych cichcem poglądów) nikt się publicznie nie przyzna do nazistowskich sentymentów. W tylu sprawach inspirujemy się rozwiązaniami ze “starej Unii”, może i w tej dziedzinie warto by było wziąć przykład z Niemców? Jeśli chodzi o proces Demianiuka, jakoś nikt się specjalnie nie przejmował humanitaryzmem, o którym tyle nam opowiadają zwolennicy selektywnej amnezji.
Popatrzyłem sobie na poprzedni akapit i mam ochotę palnąć się w ten pusty łeb: na mrzonki ci się, Banachewicz, zebrało? Kto miałby to zrobić? Szmata na premierowskim stołku, której poczynaniami rządzi towarzysz sondaż, a priorytetem jest dostosowanie się do zdania “Europy”? Zero będące prezydentem, które boi się własnego cienia i olewa ofiary Wołynia? Nowy fantastyczny kandydat, zakumplowany ze swoim oficerem prowadzącym? Bez kpin…
Chciałbym napisać, że może przynajmniej historia ich sprawiedliwie osądzi – i bandytów, i apologetów, i tych obojętnych na podrygi ideowej hydry – ale obudziło się moje gorsze i mądrzejsze ja, przypominając mi starą prawdę: historię piszą zwycięzcy. Po części z winy idiotycznej formy podtrzymywania pamięci, ludzie przywiązujący wagę do patriotyzmu przegrali wojnę o pamięć.I zdecydowanej większości to pasuje, więc może tak po prostu musi być.
Tylko jakoś mi smutno.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)