W Warszawie na budynku za Rotundą powieszono ostatnio reklamę Play'a. Reklamy w tym miejscu są tak duże, że widać je naprawdę z daleka. Ta przedstawia nagą parę, zajętą najwyraźniej uprawianiem seksu. Ona, z otwartymi ustami i oczami, jakby mówiła "Och!", on, stojący za nią, z lekkim uśmiechem, pełnym satysfakcji, jakby miał powiedzieć "Dobrze ci, co?". Wokół nich, zasłaniając strategicznie istotne fragmenty anatomii owija się "coś", ni to koc, ni to kołdra, w fioletowo-białe paski.
Długo przechodziłem widząc tę reklamę i nie rozumiejąc jej przesłania. Dopiero w ostatni piątek doznałem olśnienia. Otóż, nowa sieć komórkowa postanowiła dotrzeć do klienta odwołując się do archetypów naszej kultury. Jest to nawiązanie do znanej sceny z mitologii greckiej. Ona, cycata piękność z długimi blond włosami - to Afrodyta. On - smukły, umięśniony adonis - to oczywiście Ares. I mamy już całą opowieść w jednym kadrze. Jest to scena zdrady, jakiej dopuściła się Afrodyta wobec swego męża- Hefajstosa.
Hefajstos podejrzewał swoją żonę o zdradę. Dlatego skonstruował sprytne łoże, które unieruchomiło kochanków w trakcie aktu zdrady. I tak się też stało. Na reklamie mamy sam moment chwytania. Afrodyta i Ares kochają się zawzięcie, i Afrodyta widzi, że coś jest nie tak, stąd zdumienie na jej twarzy, choć jeszcze nie strach. Ares natomiast bierze zdziwienie za efekt jego zabiegów, jeszcze niczego nie podejrzewa. A pułapka - to właśnie fioletowo-białe "coś", owijające się wokół kochanków i ich unieruchamiające. Wielkim nieobecnym na obrazie jest oczywiście Hefajstos. Możemy domyślać się, że siedzi w knajpie wraz z Cyklopami, popija "Jabłonowo 23" (to piwo dla prawdziwych twardzieli, a nie te siki, co reklamują w telewizji), i czeka na odpowiedni moment, żeby wkroczyć.
Tak oto sieć komórkowa sięgnęła aż do mitologii greckiej, żeby schwytać nowych klientów i nakłonić ich do zdrady dotychczasowych operatorów. Przyklaskuję i proszę o więcej. Nie będę tu wyliczał wszystkich scen lubieżnych z mitologii, bo po prostu nie sposób, coś jest w prawie każdej opowieści, reklamowych "copy righterów", odsyłam do Parandowskiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)