Grim Sfirkow Grim Sfirkow
177
BLOG

Pies zjadł samochód!

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Kultura Obserwuj notkę 5

Lekturę lokalnych gazet z okolic Wołomina zawsze zaczynam od kronik kryminalnych. Jest tam, jak śpiewa Poeta, "płacz cholera, śmiech cholera, te trzy elementy". Wiadomości można z grubsza podzielić na groteskowe ("W Kobyłce z garażu przy ulicy Kwiatkowej ukradziono dwa koła od samochodu fiat 126 p", "Sprzed sklepu przy ulicy Kościelnej w Wołominie ukradziono rower marki Jubilat, bordowy") i groteskowo-makabryczne ("Podczas kłótni w trakcie libacji alkoholowej Zenok K. ugodził trzykrotnie nożem swojego teścia, Arkadiusza W, który zmarł z odniesionych ran", "W Wołominie czterech mężczyzn zatruło się alkoholem nieznanego pochodzenia. Jeden zmarł, trzej inni znajdują się w szpitalu w ciężkim stanie" itd).

Trafiają się od czasu do czasu prawdziwe perełki, które wymykają się łatwym szufladkom. Do tej pory moimi faworytami były dwie następujące notki (piszę własnymi słowami, bo wiadomości te pochodzą sprzed lat): "W nocy z niedzieli na poniedziałek, nieznani sprawcy odcięli lufę z czołgu - pomnika przy ulicy Pierwszego Maja w Wołominie". Chodziło o lufę od najprawdziwszego T-34, który kiedyś był atrakcją pobliskiego lasu, a później uczyniono z niego pomnik ku czci poległych w bitwie pod Wołominem w 1944 r. Proszę zwrócić uwagę, że była to operacja trudna logistycznie, nie do wykonania dla zwyczajnych złomiarzy, co to chodzą z piłką do metalu i przerobionym wózkiem dziecięcym. Aby odciąć lufę trzeba było dysponować diaksem, a jeśli diaksem, to pewnie i generatorem prądu. Lufę - nie lekką przecież, trzeba było jakoś odtransportować. Ot, zagadka - komu się to opłacało, i jak tego dokonał? 

Druga notka, jeszcze lepsza: "W okolicach Klębowa dokonano próby kradzieży ropy naftowej z rurociągu Przyjaźń. Nieznani sprawcy próbowali wywiercić dziurę w ropociągu, jednak ropa trysnęła silnym strumieniem na odległość 50 metrów. Złodzieje uciekli, porzucając narzędzia, ciągnik i przyczepę z cysterną". Najciekawsze w tym jest, że komuś potrzebna była nieprzetworzona ropa. Co z tym można zrobić? Chyba używać jako smar. Być może miejscowa ludność poradziła sobie z tym problemem, wynajdując jakąś chałupniczą metodę rektyfikacji.

W ostatnią sobotę przeczytałem informację, która dołączy do powyższego zbiorku kuriozów. Otóż pies zjadł samochód! No, może nie do końca zjadł, ale zdrowo obgryzł. W ostatnim tygodniu policja została wezwana do zdemolowanego samochodu. Zastała oderwane lusterka, otarcia i wgniecenia karoserii, pogryzione opony, oderwany przedni zderzak itd. Przed samochodem był wykopany, nomen omen, wilczy dół, głębokości 30 centymetrów. Na podstawie śladów łap, zębów i sierści, policja ustaliła, że szkód dokonał pies. Kiedy policjanci dokonywali czynności śledczych, spod maski samochodu, z komory silnika, wyszedł czarny kot "i oddalił się z nieznanym kierunku". Tu zagadka znajduje rozwiązanie - prawdopodobnie kot schował się przed psem pod maskę. Natomiast pies nie dawał za wygraną i naprawdę bardzo starał się kota stamtąd wyciągnąć.

Ciekawe jak z tym poradzi sobie ubezpieczalnia? Jeżeli  kierowca miał AC, to czy polisa obejmowała uszkodzenia spowodowane przez psa? A jeżeli nie miał, to czy właściciel psa powinien zapłacić odszkodowanie ze swojego OC? Czy raczej właściciel kota? A jeżeli ani kot, ani pies nie mieli właściciela (bezpańskie psy w Wołominie to temat na osobny post)? Sytuacja była by jasna, gdyby kot miał OC. Niestety, nic o tym nie wiadomo, bo kot oddalił się w nieznanym kierunku i nie raczył podpisać oświadczenia.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura