Grim Sfirkow Grim Sfirkow
409
BLOG

Średniowieczne studio filmowe - "Beowulf"

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Kultura Obserwuj notkę 12

*** UWAGA - tekst zawiera informacje spoilerujące! Jeśli nie byłeś na filmie, a wybierasz się i nie chcesz znać akcji, to nie czytaj. ***

 

"Beowulf" jest kolejnym filmem z całej serii nakręconych ostatnio obrazów historycznych, odnoszących sie do średniowiecza Europy ("Król Artur", "Tristan i Izolda", "Królestwo niebieskie"). Treść filmu nawiązuje do staroangielskiego poematu, który przyjęło się nazywać "Beowulf" od imienia głównego bohatera. Jest to arcydzieło literatury wczesnego średniowiecza, wspaniały przykład poezji aliterowanej (czyli rym dotyczy nie ostatnich sylab, jak w tradycyjnej poezji, ale pierwszej sylaby, jak w powiedzeniu "mówisz i masz"). Styl poematu, bardzo podniosły, odpowiada podniosłemu , ponadczasowemu tematowi. A tematem tym jest przemijanie i nieustanna walka człowieka z siłami destrukcji, nieuchronnie zakończona klęską. 

Twórca scenariusza, opierając się na akcji poematu, chcąc nie chcąc musiał zmierzyć się z poematem, z jego stylem, z jego treścią i z jego przesłaniem moralnym. Uważam, że film jest wart analizy pod tym względem, mimo, że jest to kino popularne. Sztuka popularna, bez ambicji tworzenia arcydzieł, jest także wyrazem świadomości naszych czasów. Z drugiej strony, autorzy scenariusza i reżyser - Neil Gaiman, Roger Every, Robert Zemeckis - mają na kontach dokonania z nieco wyższej, lub prawie wyższej półki (może poza Gaimanem), ale "Beowulf" przejdzie raczej do historii dzięki efektom specjalnym, a nie dzięki scenariuszowi czy grze aktorskiej. Czegoś w tym filmie zabrakło. Nie udało się opowiedzieć historii "Beowulfa" tak, by poruszała współczesnego widza, by frapowała, nawet w tym stopniu, jak udało się w opartym na tym samy poemacie (i oczywiście na "Kitab ibn Fadlan") "13 wojownikowi". Spróbuję przeanalizować film, aby odpowiedzieć na pytanie gdzie są przyczyny klęski scenariusza - bo to scenariusz głównie szwankował. Widać, że ani na aktorów, ani na scenografię (czy raczej komputerografię) pieniędzy nie żałowano. 

Autorzy scenariusza odeszli daleko od pierwowzoru. Podejrzewam, że za cel postawili sobie, co dosyć oczywiste - tak przedstawić historię, aby miała znaczenie dla współczesnego widza. Stąd najróżniejsze pomysły na uatrakcyjnienie opowieści. Jeśli chodzi o podniosły styl: autor scenariusza stanęli na rozdrożu i nie bardzo wiedzieli w którą stronę pójść. Z jednej strony nie zrezygnowali z podniosłego stylu. Odejście od niego uniemożliwiała fantastyczna i mitologiczna scenografia. Dla porównania, w "13 wojowniku" dokonano pełnej "euchemeryzacji" opowieści, tj. wyrzucono elementy fantastyczne, albo przekształcono je w odpowiadające jako tako rzeczywistym. Powstał więc film historyczny. Autorzy "Beowulfa" poszli w drugą stronę, stworzyli raczej film fantasy, oparty o wyobraźnie średniowieczną. 

Jednak podniosłego stylu  nie udało im się ocalić. Powodem jest chęć przedstawienia ówczesnych mieszkańców Danii wg. obowiązującego obecnie stereotypu wikinga. Tzn. stary król, Hrotgar, jest grubym opojem, drużyna Beowulfa to wikingowie, szukający okazji do wypitki, wybitki i seksu, co oczywiście jest sprzeczne z wymową dworskiego poematu. Autorzy postanowili pokazać, jak to wyglądało "naprawdę" (ich zdaniem...). Nawet pieśń minstrela o stworzeniu świata - chrześcijańska, która w poemacie działała na nerwy Grendelowi - wrogowi Boga, zamieniono na plugawą przyśpiewkę wojowników, uderzających do rytmu kuflami w stół.

Warto się zatrzymać nad przedstawieniem chrześcijaństwa w filmie. W poemacie dwór królów jak i sami królowie byli chrześcijanami (anachronicznie oczywiście). Autor starał się połączyć istnienie mitycznych potworów z mitologii Północy (Grendel, jego matka i smok) z Biblią, stąd wywodził ich z potomstwa Kaina. Wszystko jest tu niby chrześcijańskie, choć wymowa dzieła jest przesiąknięta ideologią bohaterstwa na wskroś pogańskiego. Natomiast w filmie mamy chrześcijan wg. obowiązującej w Holywood konwencji. Propagatorem chrześcijaństwa jest doradca Hrotgara, Unfer, który jest pyszałkiem i tchórzem (zarówno w poemacie, jak w filmie). Mamy też scenę, w której Beowulf wygłasza tyradę o tym, że chrześcijaństwo zabiło dawne cnoty wojownika. Gdzie indziej widzimy Unfera, jak kopie swojego niewolnika - ukazanie chrześcijańskiej hipokryzji. Widać także kościół spalony przez smoka. Scenarzyści jasno wyrazili swoje przekonanie o tym, czym był i jest Kościół i jaki jest sens wyznawania chrześcijaństwa.

Tu nieuchronnie dochodzimy do tego, co zmieniono w treści legendy i jak w związku z tym zmieniła się jej wymowa i czy jej to wyszło na dobre. Otóż w oryginale Beowulf najpierw urwał rękę Grendelowi, a po tym, jak ujawniła się jego matka, wyruszył, by stoczyć zwycięską walkę w jej podwodnej kryjówce. Następnie Beowulf wraz z drużyną wraca do ojczystej Szwecji, gdzie po 50 latach panowania walczy ze smokiem i pokonuje go przy pomocy swego wiernego wasala- Wiklefa, lecz sam przy tym ginie. Poemat kończy się pogrzebem władcy, tak jak zaczął się od opisu pogrzebu Skilda, protoplasty duńskich królów. Obie sceny pogrzebu spajają początek i koniec poematu, którego właściwą treścią jest przemijanie, nieuchronny koniec każdego bohatera niezależnie od jego czynów. Poemat jest też wyrazem wiary w sens tej beznadziejnej przecież walki z siłami chaosu, uosabianymi prze potwory.

W filmie akcja jest od momentu pokonania Grendela inna. Matka Grendela zabija prawie wszystkich jego towarzyszy. Beowulf dociera do jej kryjówki, ale nie jest w stanie jej pokonać i zamiast ją zabić, zostaje jej kochankiem. Zabiera tylko głowę Grendela i pokazuje ją Hrotgarowi. Ten pyta go o matkę Grendela i widz domyśla się tu, że Grendel był synem Hrotgara i  że Hrotgar tak jak Beowulf, spółkował z potworzycą. Hrotgar popełnia samobójstwo, a królem zostaje Beowulf. Beowulf rządzi Duńczykami przez całe dalsze życie, ale nie jest szczęśliwy. Transakcja z potworzycą: władza i powodzenie za seks z nią, nie daje mu spokoju. Nie cieszy się dostojną żoną, ani chętną kochanką. Na koniec jego włości zostają zaatakowane przez smoka. Smok ten, jak się domyślamy, jest synem jego i matki Grendela. Beowulf pokonał smoka, również z pomocą, choć mniejszą niż w poemacie, Wiklefa, i zginął przy tym. Królem na jego miejsce został Wiklef. W ostatniej scenie widzimy, jak potworzyca kusi kolejnego króla, ale nie wiemy, czy jej uległ.

Scenarzyści zmienili oryginalną legendę, by nadać jej nowy sens.  Z punktu widzenia widowiskowości w zasadzie mogli powtórzyć dosłownie akcję poematu - pozostała by ta sama walka ze smokiem do sfilmowania. Jednak uznali za użyteczne zmienić scenariusz. Najwidoczniej uznali starą opowieść o obowiązku i bohaterstwie za niezrozumiałą, albo nieaktualną. Widać też, że mieli problem z potworami.  Zmienili zupełnie ich sens. W poemacie potwory to wrogowie Boga, byty niezależne od czynów człowieka. Symbolizują zło w sensie religii pogańskiej  - jako wrogowie bogów Asów, ale także bliskie chrześcijańskiemu pojęciu zła - tj. jako zło osobowe, Szatana działającego w świecie. Scenarzyści najwyraźniej odrzucili takie pojęcie - wraz z odrzuceniem chrześcijaństwa. Postanowili użyć legendy tak, by wyrażała raczej przekonanie o wolnym wyborze człowieka i o konsekwencji złego wyboru. Zły wybór, albo zły czyn, odzywa się tu po latach, jak nie przymierzając trudne dzieciństwo z życiu dorosłym u Freuda. I chyba tak należy rozumieć to, co scenarzysta miał na myśli. Zamiast legendy o walce ze złem, dostaliśmy legendę o walce z własną przeszłością.

W wyniku tej operacji potwory zachwycają wykonaniem technicznym, ale i tak są zupełnie papierowe. No, może jeszcze Grendel wyglądał i zachowywał się jak prawdziwy potwór, ale smok był z papieru, choć zionął ogniem. Natomiast matka Grendela to w ogóle nie był potwór, tylko całkiem niezła laska. A już absolutnym przegięciem było to, że ... chodziła na obcasach. Nie wierzycie, że potwór może chodzić na obcasach? Idźcie zobaczyć, nie żartuję!

Ponad 50 lat temu JRR Tolkien, wielki miłośnik i znawca poematu, napisał esej pod tytułem "Potwory i krytycy", w którym przeciwstawiał się tendencji do pomijania przesłania "Beowulfa" przy badaniach nad nim i do pomniejszania roli potworów w poemacie. Ciekawe, że po prawie pół wieku czytelnicy mają ciągle problem z potworami. Myślę, że przyczyna tkwi w odrzuceniu idei Szatana - zła osobowego. Jeśli zło wynika tylko z czynów ludzkich, to źli są tylko ludzie. Potwór, jako siła zła niezawinionego, czyhającego na człowieka dobrego jak i złego, traci rację bytu i staje się tylko dekoracją. Człowiek przestaje walczyć z demonami, pozostaje mu walka z samym sobą. Chyba właśnie takie starcie, walkę z pokusami symbolizuje piękna kobieta - matka Grendela. W tym autorzy scenariusza - nie wiem na ile świadomie- ulegają jednak chrześcijańskiemu pojęciu winy i pokusy. I w tym są natomiast zgodni z pojmowaniem walki ze złem w ujęciu pogan, że nikt człowiekowi w jego zmaganiach nie pomoże, a na koniec i tak spotyka go klęska. 

Myślę, że scenarzyści popełnili błąd zakładając, że średniowieczne pojęcia będą odrzucone i niezrozumiałe przez współczesnych. W kulturze akademickiej, artystycznej, owszem, takie ujęcie nie uchodzi. Jednak kultura popularna jest pod tym względem bardziej konserwatywna. Dowodzi tego niesłabnące powodzenia najróżniejszych horrorów, w których na niewinne ofiary rzucają się stada bestii i demonów. Gdyby scenarzyści bardziej zaufali wymowie poematu, nie starali się jej zbytnio modernizować, może film byłby lepszy, chociaż na miarę "13 wojownika".

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Kultura