Grudzień roku 1941. Niemieckie zagony pancerne mkną ku Moskwie. Do centrum miasta brakuje im jeszcze 30 kilometrów. Władze cywilne ewakuowano. Komunistom i samemu Stalinowi grunt pali się już pod nogami.
Siedział Stalin na swym tronie i dumał, co tu robić? Wrogowie rozstrzelani, sabotażyści wywiezieni, a tu wciąż klęska za klęską. Przecież naukowo, obiektywnie rzecz biorąc, wg. marksizmu - leninizmu w Niemczech powinna trwać już rewolucja, a ich armia dawno powinna już zwrócić się przeciw swoim dowódcom. I taka jest niewątpliwie obiektywna, rewolucyjna prawda. Jednak póki co, subiektywnie rzecz biorąc, Niemcy są coraz bliżej, a ratunku nie widać. Stalin zawołał więc swoich bojarów.
Bojarzy weszli i padli przed Stalinem na twarz, i bijąc pokłony, zawołali: "Panie nasz, nie ma innego ratunku dla Ciebie, musimy użyć nasze cudownej broni!" Nawet przez posągowe oblicze Stalina przeszedł cień przestrachu i wahania. Jednak powiedział: "Dobrze, skoro nie ma innego ratunku - użyjemy jej".
Tej nocy, specjalna grupa funkcjonariuszy NKWD pod osobistym kierunkiem Berii, zabrała z Kremla ładunek, załadowała go do samolotu Ił-4. Załoga otrzymała rozkaz okrążać Moskwę aż do wyczerpania paliwa. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Wkrótce przyszło załamanie pogody. Niemiecka ofensywa utknęła w mrozie i śniegu.
Tajemnica ładunku była jednym z najpilniej strzeżonych sekretów ZSRR. Sekret tajemniczej broni Stalina interesował USA, które starało się odkryć, jaką to tajemniczą broń meteorologiczną mają w swoim arsenale Sowieci. 24 agentów CIA i 12 agentów Mosadu oddało życie, próbując dojść do prawy. A kiedy już nawet dochodzili do świadków wydarzeń, ci umierali: a to popełniali samobójstwo, strzelając sobie w potylicę ze służbowej broni, a to zapadali na nieznana chorobę, w czasie której wypadały im włosy a ciało gniło, a to ginęli w wypadkach samochodowych.
Dopiero w latach siedemdziesiątych sprawę wyjaśnił jeden z dysydentów - uciekinierów. Był on jednym z funkcjonariuszy NKWD, którzy konwojowali ładunek. Po tych wydarzeniach nawrócił się na prawosławie, w związku z czym kilkanaście lat spędził pod kluczem w "psychuszce". Okazało się, że tej nocy Stalin rozkazał załadować na samolot kopię cudownej ikony Matki Boskiej Kazańskiej (oryginał, jak wiadomo znajdował się w Watykanie) i okrążać wraz z nią Moskwę.
Morał z tej historii: módlcie się do Boga, bo jeśli wysłuchał taką kreaturę jak Stalin, to każdego wysłucha!



Komentarze
Pokaż komentarze (3)