Piotr Zaremba i Michał Karnowski: Czy w latach licealnych też bijał się Pan na
pięści?
Jarosław Kaczyński:Głównie w Lelewelu i to do krwi. Ale ja wielkich sukcesów nie
odnosiłem. Pamiętajcie Panowie ,że my się wychodzaliśmy w szczególnym miejscu. Tu dużą rolę odgrhywali przbysze z Targówka, którzy przeprawili się po wojnie na durgą stronę Wisły. Sporo chuliganerii.
PZ i MK: "Jakieś dawne wspomnienia z Żoliborza?
JK: Z pierwszych lat pamiętam przede wszystkim gruzy. Bawiliśmy się wśród gruzów, ten czas wciąż był bardzo naznaczony wojną. PAmiętam jak z kolegą z podwórka Tomkeim Grzywaczem próbujemy rozwalić niewybuch. Walimy w niego młotkiem, rzucamy o ziemię.
PZ i MK: Finał mógł być ponury.
JK: (...)Do dziś pamiętam, jak się wciąż zastnawaiłem, czy byłbym w stanie wysadzić całą ulicę. Znajdowaliśmy granaty, hełmy- głównie z powstania warszawskiego. A pozatym toczyliśmy bitwy- na kamienie. To też jakaś pozostałość wojny. Byłem wtedy częstym pacjentem pogotowia ratunkowego. Wystarczyła drobna sprzeczka. (...) Najpierw chodziłem się(...) bawić do piaskownicy, a potem głównie walczyłem.
PZ i MK: Rozumiemy ,że maminsynkiem Pan nie był.
JK: Nie, ale jako małe dzieci chodziliśmy też z mamą na spacery do parku przy Placu
Wilsona. No i sporo chorowaliśmy. W przedszkolu byliśmy krótko, i dobrze bo go nie lubiliśmy. A poza wszystkim męczyła nas konieczność leżakowania, zupełnie absurdalna.
JK: Ojciec sprawił mi lanie raz- kiedy w ogródku przy naszym domu razem z
ciotecznym bratem podpaliłem siano gospodarzy.
PZ i MK: A Lejb Folgelman? Bił pan się z nim na pięści jak brat?
Lech Kaczyński: Nie pamiętam. Pamiętam za to jak kiedyś mi sekundował. Pobiłem się z pewnym gościem w szkole, dużo wyższym ode mnie. On był dyżurnym na korytarzu, sprawdzał tarcze, łapał spóźniających. I kiedyś taki patrol przytrzymał mnie i Fogelmana. On od razu do mnie ,jak mnie huknął , to aż się przewróciłem. To ja wstaję i w dziób go, a po lekcjach umówiliśmy się na dogrywkę. Kiedyś może Panom opowiem ,jaki był jej wynik.
PZ i MK: A bitwy na kamienie?
LK: Wojna między ulicą Lisa Kuli i blokiem nazywanym trójką na Placu Inwalidów.
Chodziliśmy się bawić pod trójkę, a później nagle wybuchła wielka wojna. Byliśmy
słabsi, bo na Lisa Kuli mieszkało mniej dzieci niż w tym bloku.(...)
PZ i MK: Od razu sięgnęliście po kamienie?
LK: Oczywiście. Uważałem wtedy ,że bójka na pięści to bójka na niby.
PZ i MK: Brat bywał kontuzjowany podczas wojen na kamienie.
LK: On tak, ja tylko raz dostałem w ucho.
Czy prezydent zapomniał ,że kiedyś zwierzył się z tych faktów dwóm dziennikarzom
wraz z bratem? Czy nie pamięta już ,że nie był aniołkiem na którego kreuje się
dziś? Czy zapomniał ,że jego brat wcale nie jest w ciemię bity i potrafił "dać
czadu" na podwórku?
Moim zdaniem bracia Kaczyńscy mają bardzo ciekawe i oryginalne wspomnienia z dzieciństwa- szczególnie dla
dzisiejszej młodzieży, dla której brzmi to jak kompletnie inny świat. Dziwię się ,że prezydent RP się ich wstydzi.
Ps. Jak słusznie wytknął(bo chyba o to mu chodziło) mi nie.z.po jest to wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego- a nie Lecha.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)