Książe Harry Windsor jest w Afganistanie od dziesięciu tygodni. Taka informacja
przedostała się do opinii publicznej poprzez jeden z amerykańskich portali
internetowych. Książe Harry ma spędzić na froncie łącznie trzy miesiące. Media
zawarły umowę z brytyjskimi władzami w której gwarantują ,że nie upublicznią
informacji o miejscu pobytu następcy tronu. Jak widać tylko jedna zdecydowała się
bronić prawa do informacji. Znamienne ,że nie jest to redakcja brytyjska.
Ten fakt zwraca uwagę na dwie kwestie.
1. Czy to ,że opinia publiczna w UK nie jest informowana o tym co dzieje się z dziedzicem tronu nie stoi w sprzeczności z wolnością mediów oraz prawem do informacji obywateli UK? Przecież to jest czyste reglamentowanie informacji dot. sytuacji osób ważnych dla bardzo wielu brytyjczyków. Co rząd brytyjski obiecał mediom za milczenie?
2. Czy osoby ,które reprezentując konkretne redakcje zobowiązały się do trzymania gęby na kłódkę nie sprzeniewierzyły się etyce dziennikarskiej?
Jacek Żakowski w jednym z komentarzy dla "dziennika" na temat współpracy
dziennikarzy ze służbami pisał: "Dziennikarz to zawód szczególnego zaufania.
Współpraca z tajnymi służbami narusza istotę misji tej profesji.(...) Nasi
czytelnicy mają przekonanie ,że w artykułach ,które piszemy ,oddajemy rzetelnie swoją wiedzę, a nie czyjeś polecenia. Wydaje mi się ,że tak samo możnaby powiedzieć o współpracy z rządem w formie z jaką mamy do czynienia.
3. Czy książe Harry jest idiotą? Kto przy zdrowych zmysłach narażałby towarzyszy
broni na ataki fanatyków, dla których Harry jest przecież wymarzonym celem?
Talibowie aby zrealizować skuteczny zamach byliby gotowi wysłać minimum kilkunastu zamachowców samobójców. Wyobraźcie sobie tylko jak ogromnym sukcesem propagandowym dla rebelii talibów byłoby zabicie trzeciego w kolejności do objęcia tronu znienawidzonej Wielkiej Brytanii.
Znając sytuację rządu Gordona Browna dziwi mnie ,że nie dopilnowano tak ewidentnej miny ,którą można było bardzo łatwo ominąć.
27
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze