2 obserwujących
19 notek
8239 odsłon
109 odsłon

GARDŁO DEMOKRACJI PRZEGRYZIE EKOLOGIA

bazyl pinxit
bazyl pinxit
Wykop Skomentuj8


  A to mnie wcale nie cieszy. Wspieranie demokracji to warunek dobrego samopoczucia i nakaz dobrych manier. Odnosi się to także do tych, którzy uważają się za konserwatystów – bo skuteczna demokracja to zjawa z przeszłości, a cnoty obywatelskie, które funkcjonowanie demokracji warunkują, to wręcz arsenał konserwatysty. Godzi się wspomnieć, że troska o demokrację to brzemię chrześcijanina. Nawet jeśli kły ekologii tkwią już w delikatnym gardle demokracji, czuję, że trzeba zrobić co się da, aby odwrócić katastrofę. Dlatego w ramach podpowiadania elitom publikuję List otwarty, jaki prezes Ligi Zielonej Europy napisał, czy też napisać powinien, do wszystkich artystów, naukowców i dziennikarzy.

     Przyjaciele Drodzy, Panie i Panowie!

    Wołam do was o pomoc w sprawie – racjonalnie rzecz biorąc – beznadziejnej. Wołać jednak muszę – i to do was właśnie – bo poruszył mnie wywiad z filozofką z Torunia, Panią Profesor Ewą Bińczyk. Wywiad przeprowadził Adam Robiński, a wydrukowano go w Tygodniku Powszechnym z dnia 21 października. Abyście uwierzyli, że miałem prawo być poruszony – przytaczam tu cztery cytaty: (1) Celem walczących ze zmianą klimatu nie jest powrót do stanu sprzed epoki industrialnej. Na to jest już od dawna za późno. Przez kolejne 100 tysięcy lat będziemy odczuwać skutki tego, co już wyemitowaliśmy do atmosfery. Możemy je jedynie łagodzić, z pokorą i przezornością.

(2) Radykalne zmiany stylu życia muszą zajść w społeczeństwach zachodnich. Dobrze odżywionych, konsumujących dobra produkowane na całym świecie.

(3) Demokracja […] nie generuje długofalowego impulsu planowania i troski o dobro wspólne w zakresie szerszym niż nasze zyski, inwestycje, miejsca pracy na tu i teraz. Partie polityczne chcą przetrwać tylko cztery lata.

(4) Według noblisty, Jospeha Stiglitza w USA na każdego kongresmena przypada sześciu lobbystów. To już nie jest demokracja, tylko forma plutokracji. Rządy najbogatszych. Prawo jest pisane pod koncerny wydobywcze, energetyczne i motoryzacyjne.

     Skoro z lektury całego wywiadu wynika przekonanie, że ta filozofka wie, o czym mówi, próbuję jeszcze raz odczytać te parę akapitów z perspektywy dnia dzisiejszego i sytuacji planety.

   W (3) i (4) zostałem przekonany, że wszędzie tam, gdzie rządy uważają się za demokratyczne, panuje swoisty melanż demokracji z plutokracją, czyli rządy partii moderowane przez lobbing globalnych korporacji reprezentujących „koncerny wydobywcze, energetyczne i motoryzacyjne”. Dodałbym – farmaceutyczne także. Plus lobby banków. Skoro demokracja partyjna nie generuje długofalowego impulsu planowania i troski o dobro wspólne (3) ze względu na perspektywę jednej kadencji, ingerencja lobbystów tylko pogarsza sprawę, bo większość ponadnarodowych korporacji działa w rytmie jednorocznym - od jednego zebrania akcjonariuszy do następnego. Nie możemy więc z tej strony spodziewać się nacisku, aby myśleć w dłuższych perspektywach czasowych. A takich perspektyw potrzebujemy, aby skutki katastrofy, która się już wydarzyła – „łagodzić, z pokorą i przezornością.”(1)

  Nie ma więc szans, aby po cudownych zwycięstwach partii zielonych udało się sformować rządy demokratyczne, takie, które potrafią spowodować w swoich społeczeństwach „radykalne zmiany stylu życia” (2) . Obywatele tych społeczności „dobrze odżywionych, konsumujących dobra produkowane na całym świecie”, konsumują, bo to przyjemne, a w dodatku leży to w interesie wielkich korporacji. Lobbyści korporacji mają środki, aby zadbać o utrzymywanie się wysokiej konsumpcji, znają sposoby manipulowania konsumentami. A nie zapominajmy, że największych zysków dostarcza konsumpcja dóbr luksusowych. W interesie korporacji leży więc pogłębianie egoizmu bogatych.

  Partie „zielone” nigdzie nie są u władzy, demokratyczny wyborca boi się, że odda władzę jakimś lewakom czy sentymentalnym fantastom. Trudno to zmienić.

    A więc nie łudźmy się przezornością, zostaje nam tylko pokora. Czy jednak demokracja, w tej formie, jaka się bogatym społeczeństwom przydarza, jest bezpieczna? Czy możemy liczyć na to – że wszystko się jakoś przyklepie i będzie z grubsza jak dotąd?

Niestety, już nie jest jak było, jest inaczej. Rosną nierówności między bogatymi i biednymi. Biedni są coraz biedniejsi, a bogaci są coraz bogatsi – a także coraz liczniejsi. A to przecież im, bogatym, planeta zawdzięcza najwięcej spalin z aut i samochodów, najwięcej śmieci, najrozrzutniejszą gospodarkę żywnością.

     Na niezadowoleniu z nierówności rosną w siłę partie, które głoszą równość i sprawiedliwość, choćby za cenę przemocy, także te, które bronią lokalnego egoizmu obszarów uprzywilejowanych. Te partie korzystają z demokratycznych reguł gry, ale nie są zwolennikami rządów demokratycznych. Rośnie podatność elektoratu na manipulację narzędziami wspólnymi dla mediów i dla populizmu, a te narzędzia są coraz potężniejsze, coraz bardziej doskonałe technicznie.

     Gdy będą się topić lodowce na biegunach i w górach, gdy w studniach obszarów równikowych zabraknie wody, gdy lokalne grupy terrorystów rozszerzą front działań – granice państw żyjących w dostatku znowu poczują nacisk zdesperowanych uchodźców uciekających przed głodem, pragnieniem, przemocą, przed epidemiami. A to umocni w krajach bogatych pozycję sił przeciwnych demokracji. Handlarze bronią z entuzjazmem powitają każde pole konfliktów. Popatrzmy co się dzieje w Syrii, Jemenie, Republice Środkowej Afryki, Afganistanie i Pakistanie. Nie idzie tam ku lepszemu, choć jeszcze nacisk czynników ekologicznych nie jest tak wyraźny.

    Nie ma co liczyć, że urządzenia wykorzystujące sztuczną inteligencję staną się Wunderwaffe broniącą demokracji. Te urządzenia nadają się świetnie do arsenału środków, jakimi posługują się manipulacje populizmu i konsumpcjonizmu. To kosztowne zabawki, stać na nie wielkie korporacje.

   Mimo to, liczę na Was, Przyjaciele - artyści, naukowcy i dziennikarze. Wasza zbiorowa pamięć przechowuje obrazy hańby kolaboracji z czerwonym i brunatnym totalitaryzmem. Może dziś stać nas na to, aby zrobić rachunek sumienia dotyczący współczesnych potęg, współcześnie działających zagrożeń. Jakże wielu z nas, artystów, naukowców i dziennikarzy, nie widzi niczego złego w wiernopoddańczej współpracy z samodzierżawiem rynku i finansów, z kulturą obrony prawa do przyjemności i indywidualizmu. Tworzy takie nasze postawy nie tylko chęć zysku, ale i nawyki, snobizmy, powiązania towarzysko – salonowe, lenistwo umysłowe, wszystkie nasze „barwy ochronne”.

    Nie proponuję wam, Przyjaciele, żadnych działań. Przy obecnym stanie umysłów wszystkie są nieskuteczne.

  Proponuję więcej rozmów o stanie umysłów. Więcej swobody w myśleniu

   Mam nadzieję, że nie tak szybko spotkamy się w piekle. Może nigdy?


Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo