73 obserwujących
516 notek
689k odsłon
  409   0

O meandrach stworzenia i zagadkowych krewnych homo sapiens

Poznać – to natknąć się na jakąś tajemnicę.
Karel Čapek

image

„Człowiek - to brzmi dumnie!”.  Piękna i mądra sentencja, o której dziś zwykle nie pamiętamy. Zamiast mieć ją zawsze na uwadze i pielęgnować naszą wyjątkowość, błądzimy w poszukiwaniu sensu istnienia, niezwykle często zbaczając na manowce usłane głupotą, zarozumialstwem, naiwnością i zbrodnią. Z drugiej strony popadamy w samouwielbienie zupełnie obce światu przyrody. Niby sięgamy gwiazd, grzebiemy w kodzie genetycznym, zderzamy hadrony, wymyślamy sztuczne języki, a tak zawstydzająco mało wiemy o nas samych. Ot, chociażby skąd nasz ród?

Od zarania dziejów mądre głowy  próbowały wyjaśnić tę zagadkę. Prapoczątku szukano w decyzjach boskich, ale także w naturalnych procesach, pozbawionych elementu nadprzyrodzonego. Na dobrą sprawę satysfakcjonującej odpowiedzi wciąż nie mamy. Więcej nawet! Co rusz pojawiają się nowe ustalenia oraz odkrycia, które miast rozjaśniać zaciemniają obraz. Jednymi z nich są informacje o natrafianiu przez naukowców na ślady kolejnych, wprawdzie już wymarłych, lecz onegdaj stąpających po ziemi hominidów. Przybywa zatem niewiadomych, a to przecież żaden sposób nie ułatwia znalezienia prawidłowego rozwiązania.

Kilka lat temu świat nauki zelektryzowała wieść o natrafieniu przez archeologów na ślady nieznanego dotąd hominida. Australijsko-indonezyjski zespół badaczy prowadził badania na niewielkiej wyspie Flores i natknął się na szczątki kilku osobników nieznanego gatunku. Zebrany materiał umożliwił odtworzenie wizerunku mieszkańców jaskiń sprzed tysięcy lat, a także pozwolił na przybliżoną rekonstrukcję ich „stylu życia”. Homo floresiensis miał żyć w niewielkich, liczących po kilkunastu członków grupach, znać metody krzesania i panowania nad ogniem, polować m.in. na skarlałe słonie i wyrośnięte jaszczurki oraz zamieszkiwać indonezyjską wyspę jeszcze wtedy, gdy Europą rządził niepodzielnie człowiek współczesny. Podobno…

Tak się składa, że przybywający na Flores Holendrzy i Portugalczycy (XVII- XVIII w.) spotykali się z opowieściami rdzennych mieszkańców, w których występował tajemniczy Ebu Gogo. W języku tubylców miano to oznaczało „starego żarłoka”. Według przekazów na krótko przed pojawieniem się europejskich żeglarzy miejscowi mieli ostatecznie rozprawić się z tajemniczymi istotami. Pretekstem do eksterminacji były przypadki porywania niemowląt i małych dzieci, które Ebu Gogo… pożerali. Ostatnia grupa skończyła marnie na stokach pokrytego gęstym lasem wygasłego wulkanu. Współcześni naukowcy podchodzą do tych informacji niezwykle sceptycznie. Twierdzą, że są to tylko legendy, gdyż ostatni homo floresiensis odszedł do krainy wiecznych łowów 12-13 tys. lat temu (niektórzy przesuwają to zdarzenie w jeszcze bardziej odległą przeszłość).

Zdrowy rozsądek to podstawowy wymóg każdej działalności naukowej. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że poznając świat byliśmy – jako homo sapiens – zaskakiwani już wielokrotnie. To powinno nauczyć nas pokory. W tym konkretnym przypadku jest to tym bardziej uzasadnione, iż również na Sri Lance zanotowano tradycję mówiącą o tym, że pod koniec XVIII w. z rąk myśliwych z plemienia Vedda śmierć ponieśli ostatni przedstawiciele ludu (?) Nittaevo. Opisy jego przedstawicieli do złudzenia przypominają odtworzone przez archeologów i paleontologów sylwetki homo floresiensis. Nittaevo mieli mieć około trzech stóp (1 metr) wysokości, a kobiety były niższe od samców. Chodzili wyprostowani, nie mieli ogonów i byli zupełnie nadzy. Ich ramiona były krótkie, z paznokciami przypominającymi szpony. Mieszkali na drzewach, w jaskiniach i szczelinach oraz łapali i zjadali małe zwierzęta, takie jak zając, wiewiórka i żółw. Żyli w grupach po 10 lub 20 osób, a ich mowa przypominała świergot ptaków. Walczyli nieustannie z Vedda; kiedy zaczęli zabierać dzieci Vedda, Vedda uwięzili Nittaevo w jaskini i zablokowali jej wejście ogniem, zabijając ich wszystkich.

image

image

To wszystko - być może - zdarzyło się daleko, daleko od nas… Ale!

W Powieści Lat Minionych, czyli najstarszym pomniku kronikarskim Rusi,  przytaczana jest opowieść niejakiego Guriaty z Nowogrodu Wielkie¬go (XI w.) : "Posłałem swojego człowieka do Pieczory, do ludzi, którzy nam dają daninę. I dotarł człowiek mój do nich, i poszedł dalej do ziemi Jugorskiej. Jugra to ludzie o niezrozumiałym języku, i sąsiadują z Samojedami z północnych stron. I powiedziała Jugra człowiekowi memu: nowe i dziwne znaleźliśmy dziwo, o jakim wcześniej nie słyszeliśmy, a zaczęło się to trzy lata temu. Są góry dochodzące do zatoki morskiej, wysokie do nieba, w górach tych słychać krzyk wielki i głosy, i ciosają te góry, chcąc się z nich wyciosać, i wyciosali otwór, i stamtąd gadają. Ich języka nie znamy, lecz pokazują żelazo i machają rękami, prosząc o nie; i jeśli ktoś da im żelazo - nóż lub siekierę - to w za¬mian oddają futra. Droga do gór tych jest trudna do przebycia - śniegi i las - dlatego nie zawsze tam dochodzimy.” Autor dodał także, że "... to lud uwięziony w górach przez Aleksandra cara Macedońskiego, który dotarł na wschodzie do morza, zwanego "miejscem Słonecznym", i ujrzał tam ludzi z plemienia Jafeta, i oglądał ich nieczystość - zjadali wszelką ohydę, komary i muchy, koty, żmije i trupy nie grzebali, lecz pojadali, i poronione płody kobiece jedli. Ujrzawszy to, Aleksander przestraszył się, czy aby się nie rozmnożą, i ziemi nie zanieczyszczą, i zagnał ich na Północ, w góry wysokie, i góry te zamknęły się za nimi…".

Nie spotkałem się jak dotąd z rzetelną i profesjonalną analizą tego fragmentu „PLM”. Być może nie ma w nim nic sensacyjnego. Być może przygody pachołków Guriaty dadzą się wytłumaczyć na sposób zgodny z powszechnie obowiązującą narracją. Sądzę jednak, iż nie powinno się wykluczać ewentualności, że średniowieczni Waregowie, szukający danników po zapomnianych przez Boga i ludzi rejonach Europy, natrafili na ostatnich przedstawicieli jakiegoś spokrewnionego z homo sapiens gatunku. Północny Ural to do dziś kraina tajemnicza i praktycznie niezaludniona. Niemal tysiąc lat temu musiało być pod tym względem jeszcze gorzej, skoro nawet dla dzikich Samojedów, Chantów i Mansów były to obszary nieznane i tajemnicze.

Urodzonym sceptykom, czytającym te słowa i pukających się w czoło, pragnę przypomnieć, że nie tak dawno  temu odkryto, że na wyspie Wrangla jeszcze ok. 2000 lat p.n.e. żyły… mamuty! Wymarły w Europie, Azji, Ameryce Płn., ale przetrwały w niewielkim refugium do czasu, gdy w Egipcie powstawały już pierwsze piramidy. Któż zatem może z czystym sercem stwierdzić, że od dziesiątek tysięcy lat jesteśmy na planecie Ziemia zupełnie sami i nasi przodkowie od dawien dawna nie mieli okazji kontaktować się z innymi hominidami? Przypuszczam, że w równaniu dotyczącym naszego prapoczątku, pojawią się niebawem kolejne niewiadome. I powinniśmy przyjąć to z pokorą...

--------------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.



Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości