78 obserwujących
542 notki
735k odsłon
  758   4

Czy Jezus z Nazaretu był Żydem?

Wątpliwości pozwalają zachować młodość.
Arturo Pérez-Reverte

image

Do rozważenia tytułowego dylematu zainspirowały mnie treści prokurowane przez liczne grono moich współobywateli, którzy deklarują się jako ateiści lub nawet wrogowie chrześcijaństwa. Nie brakuje  wśród nich admiratorów „niejako starszych braci w wierze” oraz jednocześnie – o paradoksie! - przeciwników wszelkich odwołań do wspólnot narodowych, a także podkreślania istotności tego rodzaju realnych bytów dla życia jednostki. Z takimi osobami nie da się nie wejść w spór debatując o sprawach ważnych. Na przykład o bieżącej polityce, cywilizacjach, uwarunkowaniach międzynarodowych, gospodarce, etyce, społeczeństwie, trendach w życiu społecznym i kulturowym, historii, religii… Jednakże w sytuacji, w której stronie przeciwnej, czyli bezapelacyjnie „oświeconej”, poczyna brakować powietrza, ten i ów sięga po argument z rodzaju dyżurnych. I co ważne, mających rozłożyć interlokutora na łopatki. A brzmi on tak: „Przecież wy modlicie się do ukrzyżowanego Żyda!”. Na pierwszy rzut oka jest to naprawdę „tłusta” racja, bo krytyczne słowa wobec nacji, z którą nierozerwalną nicią był (jest?) połączony Bóg, tracą natychmiast na znaczeniu i de facto należałoby je zakopać na metr w piachu i o nich  zapomnieć. Na zawsze! Pominę w tym miejscu niezwykle ważny aspekt polegający  na tym, że wbrew potocznej opinii naród żydowski stał się z woli Najwyższego ludem wybrania a nie narodem wybranym, i przejdę do sedna sprawy.

Aby podejść do zagadnienia poważnie, trzeba koniecznie zacząć od nakreślenia podstawowych faktów. Otóż w zakresie pojęć związanych z żydowskością panuje dziś niezły mętlik. Dla zobrazowania stanu pomieszania wystarczy wspomnieć, iż w potocznym rozumieniu określenia Żyd i żyd właściwie niczym się nie różnią. Oczywiście są i tacy, którzy wspomnianą subtelność czują i rozumieją, ale na ogół oba określniki są dla publiczności rzeczownikami „ciemnymi”. A przecież można być Żydem nie będąc żydem; i na odwrót. Pierwszy bowiem epitet dotyczy narodowości, a drugi wyznawanej religii. Dodatkowo można być jednocześnie Żydem i żydem. Wprawdzie z punktu widzenia interpretatorów halachy (hebr. „droga, zachowanie”) człowiek przyjmujący judaizm, a  jego/jej dzieci  już w stu procentach,  stają się członkami narodu żydowskiego, lecz po europejsku rzecz ujmując, nie jest to takie proste. Wszak  u nas nikt nie przy zdrowych zmysłach nie odbiera prawa do utożsamiania się z narodem polskim wyznawcom prawosławia, greko-katolicyzmu, protestantyzmu, islamu, buddyzmu, judaizmu czy wreszcie osobie indyferentnej religijnie. Podobnie wśród wyznawców Proroka rozróżniamy Arabów, Persów, Pasztunów, słowiańskich Bośniaków, Hindusów, Baszkirów, Berberów, a także etnicznych Niemców, Japończyków czy też  Norwegów.  I ta perspektywa, w odróżnieniu od ekskluzywnych i – co by nie mówić – cuchnących rasizmem wykładni, wydaje się racjonalną i najmocniej umocowaną na fundamencie logiki. Uznając tę przewagę spójrzmy na Jezusa z Nazaretu przez taki właśnie pryzmat…

W najwcześniejszym okresie swych dziejów antenaci Żydów byli nazywani (zwali się) mianem Hebrajczyków (Habiri, Abiri, Eperu). Prowadzili koczowniczy tryb życia przemierzając obszary tzw. Żyznego Półksiężyca. Od ujścia Tygrysu i Eufratu, poprzez Syrię i Palestynę, aż do Egiptu. Po zapoznaniu się z ideą monoteizmu i podboju ziemi Kanaan, dwanaście plemion/rodów hebrajskich przyjęło nazwę Ludu Izraela (tzn. walczącego – razem? – z bogiem). Każde z plemion/rodów otrzymało swój nadział ziemi, na której ich członkowie żyli z obcoplemieńcami. W niektórych regionach przewaga liczebna potomków Izraela była zdecydowana, a na innych wyznawcy Jahwe stanowili uprzywilejowaną i dzierżącą władzę mniejszość.

 Po okresie prawdziwej potęgi, to jest wtedy gdy na przełomie  XI/X w. p.n.e. państwo żydowskie pozostawało pod rządami Saula, Dawida i Salomona i było oryginalnym kieszonkowym imperium, nadszedł czas smuty. Królestwo rozpadło się, a najgroźniejszy z sąsiadów, tj. Asyria, podbiła ziemie zajmowane przez Izraelitów i wielu z nich pognała w niewolę. Kilkanaście dekad później scenariusz się powtórzył. Tym razem Babilończycy pokonali Izraelitów i zastosowywali typowy dla Wschodu manewr, polegający na wyekspediowaniu elity polityki, finansów, idei, religii i kultury do Mezopotamii. W wyniku poczynań najeźdźców szczególnie ucierpiała kraina zwana Galileą (hebrajski termin galil, „okręg”, „region”). W niej to (i w Samarii) władcy Asyrii, a następnie Babilonu, osiedlili sporą ilość obcych. Izraelici przetrwali te poczynania w bardzo skromnej liczbie. Tak naprawdę zostali odcięci od źródła polityczno-ideowego znajdującego się w mocno pokiereszowanej, lecz wciąż zaludnionej dość gęsto przez wyznawców Jahwe, Judei. Na tym jednak nie koniec…

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale