Bazyli1969 Bazyli1969
481
BLOG

Dlaczego @GG, @kelkeszos et consortes nie pracują w Ministerstwie Śledzia i Wódki?

Bazyli1969 Bazyli1969 Osobiste Obserwuj temat Obserwuj notkę 47

Cogito ergo sum
René Descartes
image

Jednym z najgłębszych doznań jakie dostarczyła mi w życiu X muza była scena oczekiwania polskich jeńców - stojących w mroku, boso, w głębokim śniegu - na egzekucje dokonywane przy pomocy topora przez morderców z UPA. Do dziś pamiętam ten fragment „Ogniomistrza Kalenia”. I wciąż czuję to samo. Współczucie, żal, bezsilność i… gniew. Obecnie wiem, że to nie jedyny w naszej historii przypadek, gdy Ukraińcy lub – jak kto woli – ich protoplaści, zachowywali się po barbarzyńsku wobec naszych przodków. Wystarczy wspomnieć XVIII-wieczną tzw. Hajdamaczyznę, czy też równie, albo nawet bardziej, przerażającą rzeź z roku 1652 przeprowadzoną z polecenia B. Chmielnickiego na uroczysku Batoh. To ostatnie wydarzenie jest niemal nieznane i mało kto pamięta, iż po głupio przegranej bitwie ponad trzy i pół tysiąca polskich wojaków (stanowiących kwiat armii koronnej) zostało wtedy zamordowanych na najbardziej wyrafinowane sposoby. Oprawcy odrąbywali nieszczęśnikom głowy, podrzynali gardła, nadziewali na piki, obdzierali ze skóry… Tysiące litrów polskiej krwi wsiąkło w podolską ziemię.

Czy tego rodzaju wydarzenia można określić jako wyjątkowe w skali globu, czy chociażby Europy? Niestety (!) – nie. Przypomnę tylko o morzach posoki rozlanej podczas konfliktów francusko-niemieckich, angielsko-francuskich, japońsko-koreańskich, amerykańsko-wietnamskich, hiszpańsko-niderlandzkich… Ba! Nie wolno zapominać o krwawych jatkach dokonywanych przez Włochów na „Jugosłowianach”, a potem na odwrót. Z drobniejszych eksterminacji, warto wspomnieć wyczyny Czechów wobec Niemców Sudeckich po II Wojnie Światowej, działania Anglików dziesiątkujących przez wieki swych irlandzkich sąsiadów, czy  wybryki Litwinów i Łotyszy, którzy ponad stulecie temu walczyli pomiędzy sobą o terytorium wielkości naszej gminy i nie okazywali sobie pardonu. Pamięć o tamtych wydarzeniach nie zaginęła, ale usunęła się w cień ze względu na nowe wyzwania. To zwyczajnie po ludzku trudne do przyjęcia, lecz absolutnie konieczne, bowiem… Panta rhei!

Zatem gdy dziś stajemy w obliczu nadchodzącego ze wschodu ogromnego zagrożenia winniśmy chłodno kalkulować i w oparciu o doświadczenie postępować zgodnie z racją stanu, zamiast kierować się emocjami.  W związku z tym w zakresie naszych relacji z bliższymi i dalszymi sąsiadami trzeba koniecznie pamiętać o przeszłości, jednocześnie patrząc w przyszłość. A mówiąc konkretnie - przemyślanie wspomagać Ukrainę w jej walce z Moskalami. Wszystkim krytykom takiego rozumowania odwołującym się do „politycznego rozsądku”, wskazującym na – co tu kryć – absurdalne  postępowanie Kijowa wobec Warszawy w zakresie ludobójstwa Polaków na dawnych Kresach lub lamentowanie, iż już niedługo „rezuny” upomną się o Przemyśl, Jasło, Chełm  i Sanok odpowiem krótko: dziś i przez najbliższe lata największym (choć jak wiemy nie jedynym) naszym wrogiem jest i będzie bestia zrodzona, utuczona i wyrosła nad rzeką Moskwą. Dla zablokowania jej ekspansji potrzebny jest nam sojusznik, który nie wypadł sroce spod ogona i ma interesy diametralnie odmienne od tych kremlowskich. Takim aliantem jest Kijów. Przyjęcie innego paradygmatu musi skończyć się dla Polski i Polaków tragicznie.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że dla wielu z nas takie podejście jawi się jako trudno akceptowalne. Cóż?! Jeśli kogoś nie przekona stwierdzenie, że nam,  jako narodowi, podobne albo i większe krzywdy wyrządzili Litwini, Czesi, Białorusini oraz Niemcy, a mimo to gramy z nimi w jednym zespole (jako NATO)  niechaj spojrzy poza horyzont i zastanowi się nad przyczynami współczesnego sojuszu Francji z Niemcami albo  Japonii z Koreą. Te kraje i narody nie płoną miłością wzajemną. O takich, a nie innych relacjach decydują po prostu  interesy.  Zasadę tę znają i doskonale stosują Brytyjczycy, nad poczynaniami których z zachwytem cmokają nadwiślańscy wielbiciele „polityki realnej”. Gdy jednak idzie o zdiagnozowanie i zastosowanie „lekarstwa” na własne potrzeby zachowują się niczym dzieci we mgle.

No dobrze… Ale co z odpowiedzią na tytułowe pytanie? Jest ona bardzo prosta: @GG, @kelkeszos et consortes nie pracują w Ministerstwie Śledzia i Wódki ponieważ takiego ministerstwa nie ma. To oczywistość. Gdyby jednak było… Wyobraźmy sobie jaka miła atmosfera panowałaby w takim resorcie. Wszyscy pracownicy (łącznie z kierownictwem) uśmiechnięci, rozluźnieni, weseli, optymistycznie patrzący na świat przez różowe okulary. Może nawet przy końcu dnia powstawały by w takim ministerstwie wielkie strategie dla państwa polskiego polegające na budowaniu sojuszy z… Hmm… Kambodżą lub Jordanią. Albo nie. Z Islandią, gdyż z Islandczykami nie mieliśmy (chyba?) żadnego poważnego zatargu i żaden z zimnych wyspiarzy w przeszłości nie latał za nami z siekierą. I tak dzięki wytężonej pracy całej wesołej ekipy ministerialne portfolio pęczniałoby od miłych, niekonfliktowych, a jednocześnie egzotycznych sprzymierzeńców. Byłoby fajnie i cool. Uff! I tylko ten wczesnoporanny ból głowy…

PS Serdecznie w/w Panów pozdrawiam i zaznaczam, że nie żywię urazy.  Wszak warto rozmawiać.

Link:
https://www.artstation.com/abogusz


--------------------------------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Bazyli1969
O mnie Bazyli1969

Jestem stąd...

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości