Fragment wywiadu z prof. Włodzimierzem Gutem, wirusologiem, doradcą Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
- Dlaczego nosi się maseczki?
Maseczki nosi się z różnych powodów.
Pierwszy powód - bo tak nakazano.
Drugi powód - żeby nie demoralizować innych.
I trzeci powód - ponieważ maseczka w pewnym zakresie może chronić również przed innymi.
Tylko to trzeba powiedzieć wyraźnie - jak długo... Maseczka tego typu, jaką ja mam - 20 minut. Potem powinienem wyjąć z kieszeni następną, a tę zlikwidować lub uprać w 60 stopniach, ponieważ tyle zabije wirusa, jeśli jest dłużej niż 10 minut pranie.
- W takim razie po co nosić te maseczki, skoro one po jakimś czasie i tak nie chronią człowieka, a jeszcze mogą spowodować jakieś poważne problemy?
Mogę powiedzieć, dlaczego noszą w Japonii - dla ochrony przed smogiem. Mogę powiedzieć, dlaczego noszą w Chinach - jest to symbol lojalności wobec władzy. A u nas najprawdopodobniej jest to przejęcie różnych zaobserwowanych zjawisk z różnych krajów. Na zasadzie - jeśli wszyscy noszą, to po co się zastanawiać - noszą i nasi.
- A nie myśli Pan, że jest jeszcze jeden powód, czyli strach przed ewentualnym mandatem?
To jest powód indywidualny do noszenia, ale nie jest to powód do wprowadzenia - no chyba że będziemy ratować budżet mandatami. To jest całkiem już inna bajka.
- Bo tutaj właśnie widzimy, że Pan ma też założoną maseczkę. Na ile ta maseczka chroni - a na ile - i w jakich przypadkach - człowiek może też przez tę maseczkę zachorować? Bo przez tę maseczkę - w przypadku człowieka zdrowego, jak rozumiem - mogą się do nas przedostawać zarazki i wirusy.
One się gromadzą na maseczce. Z maseczką trzeba umieć się obchodzić. Jeżeli zacznę obmacywać maseczkę, będzie klęska totalna - a potem dotkne oczu i już w ogóle...
Nawet, jeśli opuściłem maseczkę w ten sposób - jest to nieprawidłowe - wyglądam, jakbym miał tracheotomię, no ale w rozmowie trudno mi kryć twarz - wtedy należy przy poprawianiu tak wziąć, żeby broń Boże nie dotknąć powierzchni zewnętrznej, bo ona jest skażona po chodzeniu po ulicy. Wtedy jej nasunięcie jest w miarę bezpieczne - choć nie jest idealne.
No ale w ogóle noszenie idealnej maseczki - to trochę trzeba w laboratorium przejść przeszkolenie z odpowiednimi maseczkami. Ta nie jest do końca chroniąca i jej przepuszczalność i jej przepuszczalność jest zbyt wysoka.
Ale jak trzeba - to trzeba!
- Minister Szumowski też powiedział w lutym, że takie powszechne noszenie maseczek jest bez sensu. Teraz wprowadzili nakaz powszechnego noszenia maseczek w miejscach publicznych i pan minister Szumowski argumentował to tym, że niektóre osoby mogą przechodzić bezobjawowowo koronawirusa i zarażać innych. Stąd właśnie ten nakaz. Jakby Pan to skomentował?
Problem bezobjawowych zakażeń i problem dzieci to dwa odrębne problemy i nawet pojawia się pytanie, czy produkcja wirusa przy bezobjawowym jest wystarczająca, żeby kogoś zakazić. ale to jest inna bajka. To jest sprawa badań późniejszych.
Jeśli chodzi o maseczki w tym momencie, to jest to handel wymienny: lasy za maseczkę. No tak to odbieram.
Jeśli chodzi o wytyczne fachowców, to trzeba powiedzieć, że Światowa Organizacja Zdrowia jest organem, ktory ustalał pewne kryteria dla laboratoriów i różnych klasach bezpieczeństwa i mówi wyraźnie, ile czasu jaka maseczka może wytrzymać i do czego się nadaje.
Tak naprawdę nawet najlepsze maseczki nie są w stanie dłużej niż godzinę pełnić swojej funkcji. No ale takich nie będziemy nosili, bo nas nie stać, a nawet gdyby było stać, to one powinny być w szpitalach, tam, gdzie jest kontakt z chorymi.
A obywatel na kontakt z chorym ma znikome szanse.
- A co może spowodować nieprawidłowe noszenie maseczki? Jakie są tutaj skutki zdrowotne?
Od dyskomfortu, kiedy zawilgocona utrudnia nam po prostu oddychanie - jeśli ktoś chce sprawdzić, niech sobie założy maseczkę i przez 2 godziny pobiega... Zobaczy, jaki będzie efekt. Do sytuacji, kiedy nieprawidłowe postępowanie z maseczką spowoduje przeniesienie tego, co ona złapała, na nasz organizm. Organizm dorosłego może sobie dać radę - a organizm chorego na coś innego albo dzieci...
Bo problem - co zrobić z maseczką?
W zasadzie każdy z nas powinien nosić torbę plastikową i zużyte maseczki powinien wrzucać do torby, a następnie je unieczynnić czyli autoklawować. Oczywiście jest to fizyczna niemożliwość.
Co pozostaje? No spalenie... Cóż - palić w kominku maseczkami nie wolno. Zostaje tylko odbiór - ze śmieciami komunalnymi czy specjalnie oznakowanymi?
Dlatego że zgodnie z przepisami tego typu maseczka stanowi produkt medyczny, czyli już skażony. Tylko niektóre firmy mają prawo odbierać taki produkt.
- Czyli tu są też różne zagrożenia, wynikające z noszenia maseczek. Czy rząd w ogóle w jakiś sposób konsultował tę kwestię z lekarzami, z wirusologami właśnie?
Nie istnieje jednorodna populacja i nie istnieje jednorodna opinia. Jest sprawa własnych doświadczeń - i sprawa różnego podejścia...
Dość ubawiłem się, kiedy przeczytałem, że maseczkę kładzie się po to, żeby osoba bezobjawowa, chora kaszląc nie zaraziła kogoś innego.
W tym momencie zaczynam dobrze się bawić: bo jeżeli bezobjawowa - to nie chora. Jeżeli kaszle - to objawowa, a jeżeli zdrowa - to nie zarazi. Ale to już jest inna sprawa.
To są opinie poszczególnych ludzi, które wpływają tak czy inaczej na podejmowane decyzje. Z reguły przy podejmowaniu decyzji wybiera się wariant bardziej straszny dlatego, że jeśli będzie lepiej, to nikomu nic się nie stanie.
Przytoczony powyżej fragment od min. 28.23 do 35.50



Komentarze
Pokaż komentarze (78)