Ostatnio pojawiły się na Salonie teksty dotyczące zakresu zdrady narodowej czy kolaboracji –w dobie zaborów i naszych czasach, tj. po roku 1944 i duzo, duzo dalej. Sporo tu mowy o zakresie zdrady, jej niuansach, możliwościach relatywizacji, etc. Jasnym jest dla mnie,iż zdrada ma wiele imion i trudno je zweryfikować- są tu istotne dwa czynniki: gołe fakty i odczucia wewnętrzne.
Jak ocenić Familię dążącą do obalenia Augusta III Sasa przy użyciu rosyjskich bagnetów? Jak ocenić polską szlachtę, wydającą w 1772 roku w Mohylewie i Homlu uroczyste bale na rzecz Katarzyny? A jak ocenić (to dla owej "relatywizacji") generała Dąbrowskiego (sic) niemiłosiernie natrząsającego się z polskiej nieudolności wojennej na owym słynnym wozie wiozącym polską generalicję na spotkanie z Suworowem do Warszawy w 1794 roku, już po rozdysponowaniu kasy wojskowej (na co Rosjanie dali godzinę)? Wiele tego, bardzo wiele.
Co oczywiste - czy innym jest chwilowy impuls, a czy innym chłodna wyrachowana, obliczona na lata zaprzaństwa aktywność.
Poza tym, widać w wielu wypowiedziach niezrozumienie sytuacji polskiego społeczeństwa pod zaborami – często udział w pracach administracji zaborczej przynosił pozytywne bardzo rezultaty dla kraju. Doskonałym przykładem jest tu ogólny bilans prac administracji paskiewiczowskiej, (o czym mało kto wie) która wprowadziła pozytywistyczne rozwiązania w polskiej gospodarce na długo przed pojawieniem się „formalnego pozytywizmu”. Inaczej przecież jest bronić tego co się da od zniewolenia; inaczej jest zniewalać.
Idąc do sedna wywodu -to co jest rzeczywistym kamieniem węgielnym polskiej zdrady narodowej, to niezaprzeczalny fakt, iż jej przejawy najczęściej były, są, i – obawiam się -będą bezkarne. Taie bowiem zachowanie,obawaim się, jest we krwi tego narodu. Wynika to z bardzo wielu zaszłości historycznych - w Polsce nie karze się (efektywnie nie piętnuje się) zdrajców.


Komentarze
Pokaż komentarze