W roku 1849 car Mikołaj I wizytował po raz kolejny Warszawę, a robił to u szczytu swojej potęgi - po zgruchotaniu przez Paskiewicza powstania węgierskiego i w czasie gdy obezwładnienie administracji i społeczeństwa Królestwa Polskiego zdawały się osiągać swój punkt kulminacyjny. Mało jednak znany jest jednak fakt, iż po powrocie do Petersburga nagle się ów wszechopotężny cesarz postarzał, a nawet zaczął gwałtownie siwieć. Cały misterny plan ostatecznego zniewolenia narodu jeszcze nie nadwiślańskiego, umownie znany jako dwudziestoletnia wówczas „noc paskiewiczowska” okazał się bowiem nietrafiony – a powszechnie odczuwalna głucha nienawiść połączona z wycofaną wolą ogólnospołecznego oporu uświadomiły wielkodzierżcy moskiewskiemu, że wszelki „nacisk” wykorzystywany w odniesieniu do polskiego społeczeństwa, w tym moralny nie odniósł spodziewanego skutku. Vide: nie udało się złamać kręgosłupa narodu. Wszechobecny mechanizm obezwładniającego strachu - przy wszystkich jego widocznych i niezaprzeczalnych objawach i oznakach – przyniośł bowiem odwrotny od zamierzonego skutek, który kumulował się w ciągu następnych dziesięciu lat kolejnym powstaniem.
Podnoszące się w wielu miejscach głosy o możliwym –zakładanym lub nie- wpływie syndromu smoleńskiego (abstrahując od wszelkich teorii) na mentalną degradację kondycji społeczeństwa polskiego, wydają się nie mieć w tej sytuacji podstawy bytu. Historia wielu rzeczy bowiem uczy, także Rosjan.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)