8 maja 2025 roku mija dokładnie 6 lat, odkąd prokurator, który w 2015 roku politycznie atakował kandydatkę na posła Barbarę Helenę Bączkowską, został zawieszony w czynnościach służbowych. Od tego momentu nie przepracował ani jednego dnia, a co miesiąc nadal pobiera wynagrodzenie – około 16 500 zł netto.
Łącznie przez ten okres z budżetu państwa wypłacono mu brutto ponad milion złotych – wszystko to mimo faktu, że prokurator usłyszał dwa wyroki skazujące w I instancji za działania określane jako polityczny hejt. Więcej o sprawie https://nowosci.com.pl/drugi-wyrok-dla-prokuratora-hejtera-z-torunia-szydzil-ze-byla-zamknieta-w-miejscu-bez-klamek-na-forum-dla-prokuratorow/ar/c15-17185859
Sprawy w II instancji zostały wywrócone do góry nogami: sędziowie jednoosobowo uznali, że Izba Dyscyplinarna SN, która uchyliła immunitet oskarżonemu, działała nieprawidłowo, więc uznali jej orzeczenie za nieważne.
Tak było m.in. w sprawie o sygnaturze V KK 496/24, gdzie Sąd Najwyższy uchylił wcześniejsze orzeczenie z uwagi na zarzuty wobec legalności Izby Dyscyplinarnej. Równolegle immunitet oskarżonego w drugiej sprawie – sygn. V KS 14/25 (w toku)– także nie został zdaniem sądu II instancji prawomocnie uchylony do dziś, mimo że od czynu minie niebawem 10 lat.
Choć społeczne zaufanie do wymiaru sprawiedliwości topnieje, system – zamiast skutecznie rozliczyć funkcjonariusza – nagradza go luksusowym „urlopem”, wartym ponad milion złotych brutto. To równowartość kilku kawalerek w dużym mieście.
A dla podatników? To kolejne pytanie o sens finansowania państwa, w którym wyroki parzą oskarżonego mniej niż jego własny immunitet.
Więcej na temat sprawy: Barbara Helena Bączkowska – Salon24




Komentarze
Pokaż komentarze (1)