30 obserwujących
59 notek
208k odsłon
  108   1

Kto może być zebrą?

Lato, wakacje, słońce i lenistwo. A tu trzeba coś napisać. Postanowiłem więc przypomnieć swój tekst z 2014. Współcześnie mamy wielki kłopot z zaimkami, rodzajnikami, ogólnie gramatyką i ortografią. Wielki zgryz nie tylko semantyczny, ale logiczny, prawny, obyczajowy, i każdy inny. Pytania podstawowe: kim jest mężczyzna? Kto to jest kobieta? Kiedyś było prosto. Każdy widział na pierwszy rzut oka, kto jest kim. I nie było problemu, poza nielicznymi wyjątkami. Było to dawno temu, dawno i nieprawda. Dziś mamy nową definicję: mężczyzna jest ten/ta/to, kto czuje się mężczyzną. Kobieta jest ta/ten/to, kto czuje się kobietą. Są tacy, co szukają swej płci gdzieś pomiędzy, stad ilość płci rośnie nam nieustannie i chyba nikt już nie wie, ile tych płci jest, Czy 56? Czy 1229 i pół? Bo czemu ilości płci ma być liczbą całkowitą? Chcieć to móc. A móc to być. Zatem chcieć to być. A byt określa świadomość. Chcesz być kobietą? Jesteś kobietą! Chcesz być mężczyzną, to jesteś facetem. Chcesz być koniem? Jesteś koniem. Czemu nasza świadomość, nasze marzenia i pragnienia mają się ograniczać do gatunku homo sapiens? A co z tymi, co czują kosmiczne promienie? Którymi kierują kosmiczne siły? Którzy czują, a więc mają super moce? Ich także nie wolno wykluczać. Pragnę tu podkreślić z całą mocą: uważam że to godne, słuszne i sprawiedliwe, że każdy dziś może być tym, co mu tylko zwidzi. I cieszę się, że doczekałem takich pięknych, świetlanych czasów. Mój, tu pochwalę się, proroczy test sprzed ośmiu lat jest głosem protestu; krzykiem przeciw tak powszechnej dziś mowie nienawiści; przeciw wykluczaniu tych, co czują inaczej, którzy kochają inaczej, co są lepsi, a na pewno inni.

 Oto przez stolicę przemaszerowała parada równości. I te cudowne hasła z parady równości: „Ogień tylko między nami”, „Syn gej jest okej”, „Tylko miłość nas ocali” (jakżeby inaczej), „LGBT to ja – twój terapeuta”, lub „Weź się przytul – tata”. Z tym ostatnim bym uważał, bo wrogowie wolności i miłości znów zarzucą pedofilię. Oczywiście, oszczerczo i niesłusznie! Sama najwyższa pani komisarka z samej stolicy świata(ka), to jest Brukseli, oświecona największą mocą i rozświetlona najwyższym rozumem, powiedziała: „Chcemy, by ludzie byli tym, kim chcą być, by mogli żyć jak chcą żyć. Kontynuujmy tę walkę, by każdy mógł przeżyć swoje życie tak, jak chce je przeżyć”. Powiedziała to, co ja mówię i piszę. Ale nie powinniśmy się zatrzymywać li-tylko na kwestiach płci, czy jednego gatunki. Musimy sięgać dale, wyżej, szerzej.

 Dlatego publikuję ponownie ten tekst, nie z lenistwa, lecz by zaprotestować, by stanąć na barykadzie postępu, czy usiąść na niej okrakiem, by powiedzieć, że każdy może kochać jak chce, i kogo chce, bo miłość nie wyklucza. Czy człowiek, czy zwierzę. Że każdy jest tym, czym chce. Facetem, kobietą, koniem, czy żabą. I nikomu nic do tego. Co prawda, tacy psychiatrzy i inni wąsko normatywni specjaliści będą protestować. Oni chcą leczyć. Upierają się, mędrkują, Bredzą o jakiś omamach, halucynacjach, czy urojeniach, o schizofreniach, i innych chorobach. Owijają biednych chorych – ofiary społecznej znieczulicy i niezrozumienia – w pasy, stosują elektrowstrząsy, koktajle silnych leków. Wstecznicy. Obskuranci. Ciemnogród. Mamy wybór; albo wolność, albo szpitale psychiatryczne. Albo, albo. Wiadomo, co wybrać. Jak wolność, to wolność. Od rozumu, zdrowego rozsądku, czy praw natury, także. Do diabła z psychiatrami. Do diabła z rozumem! Niech żyje wolność! I miłość! Co nie rozróżnia! Zamieńmy szpitale psychiatryczne w oazy miłości. Tam jest dużo łózek. Wreszcie właściwie zostaną wykorzystane.

Niech żyje wolność. I miłość. Przecież jesteśmy zdrowi. Zdrowi, młodzi i piękni. A ci, co nie mieszczą się w tym kręgu? Kogo to obchodzi? Wymrą, jak dinozaury. No i by przypomnieć, że ja, Wacek – blogier postępowy – byłem pierwszy.


Oto wywiad, jaki ja Wacek – blogier postępowy przeprowadziłem z panią/panem Turską(im) z partii radykalno – postępowej. Siedziałem sobie w holu Sejmu, czekając na przybycie pani/pana Turskiej(go) na umówiony wywiad, gdy wtem moją uwagę przyciągnęła niezwykła postać, która z rżeniem i tupotem kopyt (?) wpadła do holu. Był to jakiś osobnik, tak go nazwijmy, wielki a tłusty; jego wielki brzuch opinała spódniczka z trawy lub sitowia spływająca do kolan, obfite piersi miał (miała?) ukryte w białym i brudnym biustonoszu. Kto zacz, trudno było poznać, albowiem cale ciało oraz twarz owego indywiduum pokrywały poziome, nieregularne czarno-białe pasy, dodatkowo nad czołem szorstką, sterczącą grzywkę, przypominającą szczotkę. Osobnik, wystukując stopami koński rytm, stopami obutymi w coś, co przypominało pomalowane na czarno drewniaki, dwukrotnie okrążył fotel, na którym siedziałem, zarżał zwycięsko, po czym opadł na fotel naprzeciwko.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale