Bogusław Mazur Bogusław Mazur
79
BLOG

„Rozbiory” – portret Polaków według Jacka Komudy

Bogusław Mazur Bogusław Mazur Kultura Obserwuj notkę 1

„Rozbiory. Jak sąsiedzi rozerwali Pierwszą Rzeczpospolitą” to nowa książka Jacka Komudy, która właśnie trafiła na księgarski rynek. Wydana przez Fabrykę Słów, jest kontynuacją wcześniejszych prac autora tworzących jego portret Polaków. To książka pełna wiedzy, barwnych, filmowych postaci i pasji, a nade wszystko będąca ostrzeżeniem. Nie jest to książka naukowa, tylko subiektywny obraz polskości.

Historia się jednak powtarza a nauka idzie w las

Jacek Komuda kreśli wizerunek naszych przodków, aby ostrzegać przed popełnianiem tych samych błędów, które doprowadziły do planowanych i niezrealizowanych i do tych zrealizowanych rozbiorów państwa. Pokazuje postaci i zdarzenia godne naśladowania oraz inne, haniebne, pełne pychy, głupoty, zdrady.

Jeśli przymierzyć negatywne cechy, które Komuda wyłapuje w swych książkach, do pragmatycznych wskazówek zawartych w „Księciu” Niccolo Makiawellego, to widać, że rządzący Polską, szczególnie sarmacką, popełnili wszystkie błędy włoskiego teoretyka i dodali jeszcze własne. W opinii autora, dziś widać podobne błędy, których skutki mogą być równie groźne i krwawe jak w przeszłości. 

Jacek Komuda – pan na Bachowie

Czytając „Rozbiory”, możemy wyławiać owe negatywne przykłady ludzkich postaw i decyzji. A czyta się z przyjemnością, bo autor ma dobrą rękę do lekkiego pisania. Co istotne, w tym, co pisze, czuje się autentyczne zaangażowanie.

Bo Komuda nie jest typowym historykiem i pisarzem. On oddycha Rzeczpospolitą szlachecką, je z Rzeczpospolitą Obojga Narodów i duchem żyje w epoce sarmackich dworów. Sam mieszka i pracuje w zbudowanym przez siebie w Bachowie, na Ziemi Przemyskiej, szlacheckim dworze , replice XVII-wiecznej siedziby kresowej. Jak czytamy na portalu Fabryki Słów, uczestniczył w rekonstrukcjach historycznych jako XVII-wieczny polski husarz, pancerny i lisowczyk, przejechał na koniu pół Polski, spory kawałek Ukrainy i jeszcze większy Karpat Wschodnich.

Nic dziwnego, że jego kilkanaście książek cieszyło się dużym wzięciem. Czytelnicy lubią pisarzy z wojowniczą pasją, nawet jeśli ich niektóre poglądy uznają za dyskusyjne. A może takie pobudzanie do wewnętrznych polemik jest też zaletą – nie sposób się nudzić, gimnastykując mózg. Trochę przypomina to „Cesarza” Waldemara Łysiaka, który również nie stronił od mocnych emocji osadzonych w opisie realiów epoki.

Galeria pełnokrwistych postaci krwią zaciekłych

Ale skonkretyzujmy ocenę nowej książki. W „Rozbiorach” Komuda przyjął ciekawą perspektywę, a mianowicie zamiarów sąsiadów Polski dotyczących jej podzielenia. To pozwala mocniej wyodrębnić postaci i zdarzenia, które w typowych książkach o historii Polski są czasem na drugim planie. Jest to więc szczególna kontynuacja wydanego w ubiegłym roku „Upadku”, który podbił książkowy rynek.

W poprzedniej książce Komuda analizował przede wszystkim problemy wewnętrzne Rzeczpospolitej i decyzje, które z czasem osłabiały państwo. Teraz szerzej opisuje politykę jego sąsiadów i pokazuje, że pomysły dzielenia polskich ziem (mamy opisy granic niedoszłych rozbiorów) pojawiały się na długo przed pierwszym rozbiorem z 1772 roku. Rozbiorowa perspektywa nakazała mu sięgnąć do początków polskiej państwowości.

Przechodzimy więc, tak jak w innych książkach Komudy, przez wieki pełne barwnych, miotanych namiętnościami postaci, awanturniczych wypraw i bitewnego zgiełku. A wszystko to rzucone na szerokie tło ówczesnej rzeczywistości w różnych jej wymiarach, co pozwala lepiej zrozumieć, kto, co, z kim i dlaczego. No i zastanowić się, czy oceny autora są słuszne.

Czy Bolesław Chrobry rzeczywiście koronował się na króla w 1025 roku, czy jednak już w roku tysięcznym? To tylko jeden z przykładów przypuszczeń zaskakujących dla niezawodowych – a może i części zawodowych – historyków.

Inny przykład. Za pierwszą próbę rozerwania Polski na części pisarz uznaje porozumienie między czeskim księciem Brzetysławem a Miecławem, byłym dworskim urzędnikiem króla Mieszka II. Na pomoc zagrożonemu przez nich Kazimierzowi Odnowicielowi przychodzi oddział 500 niemieckich rycerzy i niemieckie wsparcie finansowe oraz Wielki Książę Rusi Kijowskiej Jarosław Mądry. Czy nie jest ciekawe, dlaczego niemieccy rycerze i władca Rusi ratowali istnienie polskiego państwa? 

A taka barwna postać jak piastowski książę Władysław Opolczyk, który z jednej strony ufundował jasnogórski klasztor, a z drugiej wchodził w sojusze z Krzyżakami przeciwko pięknej Jadwidze i Jagielle? A książę Siedmiogrodu Jerzy Rakoczy, który w czasach Potopu sięgał po polską koronę, spustoszył polskie ziemie i dostał ostatecznie baty od polskiego wojska? I dlaczego w pewnym momencie ruskie wojska cara Aleksego I zaczęły pomagać w wyparciu z ziem Rzeczpospolitej armii króla Karola X Gustawa? Jak miał wyglądać rozbiór ówczesnego państwa wedle traktatu w Radnot? I w ogóle co to był za traktat?

Nie ma sensu mnożyć kolejnych przykładów postaci i zdarzeń, smacznych dla miłośników historii, jak też tych, którzy chcą ją po prostu lepiej poznać od ciekawszej niż podręcznikowa, naukowa strony.

Radziwiłł zdrajcą, Poniatowski nieudacznikiem? A może niekoniecznie?

Oczywiście znowu warto dodać, że z portretem Polaków autorstwa Komudy nie trzeba się zawsze zgadzać. Na przykład można w ślad za prof. Mirosławem Nagielskim wskazać, że książę Janusz Radziwiłł nie był ambitnym zdrajcą, tylko pragmatykiem, który poddał Litwę Szwedom, aby uchronić ją przed ostatecznym spustoszeniem przez moskiewsko-kozacką nawałą.

Można też polemizować z czarnym wizerunkiem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Pomijając zasługi dla kultury, to przecież mury założonej przez niego Szkoły Rycerskiej opuścili Kościuszko, Niemcewicz, Kniaziewicz, Sowiński czy Kazimierz Nestor Sapiecha. Lista jest dużo dłuższa.

Oceniając współczesną klasę polityczną, autor twierdzi, że „nie dorosła do spełniania potrzeb i oczekiwań społeczeństwa, które zwyczajnie ją przerasta, prześciga cywilizacyjnie, podczas gdy oni zostają gdzieś na pograniczu postkomunizmu i postkolonializmu”. Może i zostają. Tylko że tych setek polityków nikt nie zrzucił na spadochronach. Ktoś ich wybrał wedle swych oczekiwań.

I w ogóle dla kogoś, kto zajmuje się przeszłością, wchodzenie do przyszłości jest ryzykowne. Yuval Noah Harari, izraelski historyk i filozof, napisał w jednej z książek, że w XXI wieku głód, zarazy i wojna przestały być „nieuniknionymi siłami natury” czy dopustem bożym, a stały się problemami technicznymi, którymi potrafimy zarządzać. I zaraz potem wybuchły Covid-19 i wojna na Ukrainie. Zawiadywanie kryzysami poszło i idzie marnie. Jacek Komuda na szczęście nie zapędza się aż tak w ryzykowne rejony futurologii.

Rozbiory, Stalin, Izrael, Turcja – czy w polityce obowiązuje sprawiedliwość?

Autor wprowadza też pojęcie „sprawiedliwości”. Rozbiory były niesprawiedliwe, bo niesprowokowane polską agresją. Czy w historii i polityce obowiązuje pojęcie sprawiedliwości? Pisarz sam wspominał o tzw. IV rozbiorze Polski przez Hitlera i Stalina. Jednak po agresji niemieckiej armii na sowiecką Rosję przywódcy demokratycznego zachodu obściskiwali się z Tamerlanem XX wieku. Sprawiedliwość ustąpiła miejsca sile interesów.

Książka Komudy inspiruje więc do rozmyślań wykraczających poza samą jej treść i dotyczących współczesności. No bo część przywódców państw NATO potępia Izrael za jego działania w strefie Gazy, podjęte po masakrze dokonanej przez Hamas 7 października 2023 roku. Prym w potępianiu wiedzie Turcja, która niedawno gościła demokratycznych polityków na szczycie NATO. Ta sama Turcja, która ani myśli rozliczyć się z krwawych aktów ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych, popełnionych w XX i XXI wieku. I której przywódca Erdogan jest równie szczerym demokratą jak Łukaszenka. Sprawiedliwość? Jaka sprawiedliwość? Turcja ma drugą armię NATO i trzyma korek od butelki z islamskimi imigrantami.

Lecz z drugiej strony istnieje odwieczne pojęcie wojen sprawiedliwych, które rozważali Platon, Arystoteles, Cyceron, Św. Tomasz, nasz Paweł Włodkowic czy Michael Waltzer. Na pojęciu sprawiedliwości opiera się system praw międzynarodowych dotyczących wojen i karania różnej maści zbrodniarzy. Czyli mamy zderzenie makiawelicznego porządku „jak jest” z etyczno-prawnym porządkiem „jak być powinno”. Jacek Komuda miał prawo, a może też intelektualny obowiązek, wprowadzić ten drugi porządek w rozważaniach nad rozbiorowymi traktatami.

Pobudzanie do dyskusji z Jackiem Komudą wielkim atutem  „Rozbiorów”

Wbrew pozorom, te wątpliwości i dylematy są atutem „Rozbiorów”. Powtórzmy – pobudzają do myślenia, są swego rodzaju gimnastyką intelektualną dla czytelników. A zresztą, gdyby Komuda tak rozdzielał włos na czworo i ważył aptekarską miarą racje, to napisałby książkę naukową, jakich trochę już na rynku jest. „Rozbiory” to subiektywny autorski obraz malowany wiedzą i pasją, a nie chłodny architektoniczny projekt budynku. Pisarz ma prawo do własnych ocen i każdy może sobie jego obraz poprawiać po swojemu. Jak stwierdził amerykański myśliciel i dziennikarz, dwukrotny laureat Pulizera Walter Lippmann, „gdy wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele.”

Na koniec smaczek – wieczór autorski Jacka Komudy, w którym debatował z Rafałem Ziemkiewiczem o przyczynach upadku I Rzeczpospolitej.

Obejrzyj nagranie dostępne na kanale YouTube Fundacji XBW.

image

Poglądy idące w poprzek politycznych podziałów, unikanie zamykania się w bańkach dezinformacyjnych, chętniej konkretne sprawy niż partyjne spekulacje. Dziennikarz, publicysta, bloger, z wykształcenia historyk.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura