Bogusław Mazur Bogusław Mazur
129
BLOG

Miliarder Jeff Bezos i pięć pań z Żabki

Bogusław Mazur Bogusław Mazur Gospodarka Obserwuj notkę 5

„Bierzcie sprawy w swoje ręce” – to hasło znane jest od dawna, a zyskało popularność po narodzinach III RP. Wielu Polaków rzeczywiście z powodzeniem weszło w świat biznesu, choćby zakładając słynne „szczęki”, z czego czasem wyrosły duże firmy. Byli jednak tacy, którzy nie wiedzieli, co z wziętymi sprawami robić i którym wyleciały one z rąk. Jest to normalne, bo nie każdemu jest pisana kariera od pucybuta do milionera. A choćby do człowieka przyzwoicie majętnego. Są też jednak przypadki, które każą zastanowić się nad wiedzą współrodaków o świecie biznesu.

Franczyzobiorcy - 13 000 to więcej niż 5

W programie na Kanale Zero ukazała się relacja o niezadowolonej grupie franczyzobiorców sieci handlowej Żabka. Na ekranie grupa liczyła sześć osób: pięć pań franczyzobiorczyń, czyli osób prowadzących własny biznes sklepowy w ramach sieci i przy wsparciu centrali, oraz męża jednej z pań. Panie nie kryły rozgoryczenia i rozczarowania. Narzekały, że nie zdawały sobie sprawy ze skali obowiązków, że muszą w praktyce pracować dłużej niż na typowym etacie, że odbija się to na zdrowiu i rodzinach, a rozliczenia są niejasne i rzekomo prowadzą do zadłużenia zamiast do spodziewanych zysków.

Mówiąc krótko, franczyza sieci Żabka to droga ku przepaści – z takim wrażeniem mogą zostać widzowie. Tylko nie wiadomo, dlaczego w odległości 200–300 metrów otwierają się i funkcjonują nowe sklepy z logo Żabki. W 2020 roku było niecałe 7 tys. Żabek, po kolejnych trzech latach około 10 tys., a teraz jest ich ponad 13 tysięcy.

Niezadowoleni znajdą się w każdej organizacji

To może właściwie zamknąć temat, bo w każdej dużej organizacji znajdzie się grupa czy grupka osób niezadowolonych, rozczarowanych, mających poczucie krzywdy. Nie ma bowiem nigdzie na świecie idealnej organizacji, w której funkcjonują idealni pracownicy czy współpracownicy, napełnieni idealnym poczuciem zadowolenia. Były przecież medialne doniesienia o innych firmach, w których inne osoby miały pretensje do szefostwa, czasem uzasadnione, a czasem nie. Taki program można na upartego zrobić o każdej dużej organizacji – firmie, urzędzie, Kościele czy nawet armii.

Jednak nie to, że program pokazał sześć osób z wielkiej firmy, która nadal się rozwija i mnoży tysiące franczyzobiorców, jest wyjątkowe. Bardziej wyjątkowe jest podejście owych osób do prowadzenia biznesu. Rozczarowanie, że prowadząc sklep, trzeba pracować więcej niż osiem godzin dziennie, jest jednak nieco szokujące. Można być pewnym, że szczególnie dla setek tysięcy ludzi walczących o swoje mniejsze czy większe firmy na konkurencyjnym rynku. Według danych GUS mikro- i małe firmy prowadzi około 2,8–2,9 miliona Polaków.

Własna firma wymaga odporności

Trzeba wyraźnie tu zaznaczyć, że nie chodzi o podważanie subiektywnych opinii i uczuć pań z reportażu, nie mówiąc o wyśmiewaniu. Chodzi o brak świadomości, co oznacza własny biznes – co po tylu latach funkcjonowania gospodarki rynkowej zaskakuje. Wydawałoby się, że każdy zdaje sobie sprawę, że prowadzenie nawet mikrobiznesu wiąże się z ryzykiem, że trzeba nieustannie poszerzać swoją wiedzę. Że może być nie tylko różowo.

Według danych GUS rocznie w Polsce otwiera się 300–360 tys. podmiotów gospodarczych, a zamyka 190–220 tys. Prawie jedna trzecia firm nie jest w stanie przetrwać dłużej niż rok. Bywa różnie. Jedni zaczynają niemal od zera i dorabiają się dużej firmy, inni nie. Przykładem sukcesu jest Dariusz Miłek, który zaczynał od łóżka polowego na stadionie a dziś jest kluczowym właścicielem Grupy CCC (Modivo Platform).

Cały świat biznesu jest pełen wyzwań. Amerykański inwestor, publicysta i przedsiębiorca James Altucher dorobił się fortuny wartej kilkanaście milionów dolarów. Przez serię fatalnych decyzji inwestycyjnych stracił  wszystko – na jego koncie zostało zaledwie 143 dolary, co zmusiło go do ogłoszenia upadłości i wywołało głęboką depresję. Odbił się od dna – został bestsellerowym autorem książek biznesowych oraz odnoszącym sukcesy podcasterem.

Walt Disney założył w 1922 roku swoje pierwsze studio animacji. Przez brak doświadczenia biznesowego i oszustwo ze strony jednego z dystrybutorów firma popadła w ogromne długi. Disney ogłosił bankructwo i z kilkoma dolarami w kieszeni oraz jedną walizką przeniósł się do Hollywood, gdzie zbudował potęgę wartą miliardy dolarów.

Spółki i hotele Donalda Trumpa ogłaszały bankructwo korporacyjne sześć razy. Obecny „polityk transakcyjny” wybrnął z tego i odzyskał miliony.

Miliarderzy też zaczynali od harówki

A praca? Na samym początku istnienia Amazona Jeff Bezos wykonywał te same obowiązki co szeregowi pracownicy magazynu. Jak wspominał, pakował książki, klęcząc na twardej, betonowej podłodze, a następnie osobiście zawoził paczki na pocztę swoim starym samochodem. Przez pierwsze lata działalności firmy pracował po 12 godzin na dobę, przez siedem dni w tygodniu, rezygnując z życia prywatnego.

Kiedy Howard Schultz przejął sieć Starbucks, osobiście spędzał całe dnie w kawiarniach. Pracował za ladą od parząc kawę, obsługując klientów i czyszcząc stoliki. Dopiero wieczorami i w weekendy zajmował się kwestiami czysto menedżerskimi.

Amerykański inwestor Mark Cuban na początku swojej drogi biznesowej z firmą MicroSolutions przez siedem lat nie wziął ani jednego dnia urlopu. Często zostawał w pracy do drugiej w nocy, samodzielnie testując oprogramowanie, konfigurując komputery dla klientów i ucząc się programowania z instrukcji obsługi.

Przykładów bankructw i morderczej pracy „na własnym” jest mnóstwo, lecz w gospodarkach rynkowych nawet ich ideologiczni przeciwnicy uważają to za normę. U nas nadal zdarzają się przypadki osób zdumionych, że miało być tak pięknie, a nie jest, z czego popularny kanał zrobił wyraźnie współczujący materiał.

Co ułatwia franczyza Żabki?

A przecież sieć Żabka dostarcza osobom, które decydują się na franczyzę, kompletny model biznesowy oraz pełne zaplecze logistyczne, lokalowe i technologiczne, marketing, rozpoznawalność marki, szkolenia, system ubezpieczeń, benefity pracownicze i parę innych udogodnień. W końcu z jakiegoś powodu tysiące ludzi wchodzi w ten biznesowy model sieci.

Czy Polakom brakuje edukacji ekonomicznej?

Może brakuje pewnej ogólnej edukacji, którą powinna zajmować się szkoła? Z raportów takich jak ten opracowany na podstawie badania realizowanego na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości i Fundacji GPW pt. „Poziom wiedzy finansowej Polaków” wynika, że system szkolny wciąż jest uznawany za niewystarczające źródło edukacji ekonomicznej.

Z badań prowadzonych przez Narodowy Bank Polski można wnosić, że dorośli Polacy mają dobre podstawy w zakresie codziennego budżetu, ale wypadają przeciętnie lub słabo w pytaniach wymagających zrozumienia procentu składanego, inflacji w dłuższym horyzoncie czy ryzyka inwestycyjnego.

Ryzykuj, ale z głową

„Ryzyko bierze się z niewiedzy o tym, co się robi” – stwierdził Warren Buffett, jeden z najlepszych inwestorów na świecie. „Ludzie sukcesu ciągle się uczą i rozwijają, ludzie przeciętni uważają, że już wszystko wiedzą” – to z kolei T. Harv Eker, autor bestsellerowej książki „Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie”, który w swej karierze zaliczył 12 nieudanych biznesów i jedno totalne bankructwo. Dziś znów jest milionerem i właścicielem imperium szkoleniowego, więc wie, o czym pisze.

Poglądy idące w poprzek politycznych podziałów, unikanie zamykania się w bańkach dezinformacyjnych, chętniej konkretne sprawy niż partyjne spekulacje. Dziennikarz, publicysta, bloger, z wykształcenia historyk.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Gospodarka