Notka Wojciecha Sadurskiego "Niewiadoma w Gazie" kończy się nieprzychylnym komentarzem pod adresem Eli Barbura, czytając go pomyślałam sobie, że jeśli Barbur jest Bliskowschodnim Rambo, to Sadurski jest Europejskim Conanem Barbarzyńcą. A dlaczego pomyślałam, że na Conana Barbarzyńcę awansował? Po zapoznaniu się z tym oto fragmentem:
A teraz – dlaczego tej wojny nie może Izrael wygrać. Bo jej celem, z punktu widzenia Izraela, nie jest po prostu uniemożliwienie dalszych ataków rakietowych na jego terytorium. Gdyby tak było, Izrael ograniczyłby się do celów militarnie oczywistych: kanałów komunikacyjnych i obiektów dowodzenia, których lokalizacja jest wywiadowi Izraela doskonale znana. Atakując cele cywilne, związane z władzą administracyjną Hamasu w Gazie, Izrael jednoznacznie za cel postawił sobie złamanie władzy Hamasu – organizacji, demokratycznie wybranej przez większość Palestyńczyków. Powiedziała to jasno izraelska minister spraw zagranicznych Tzipi Livni („Bez wątpienia tak długo, jak Hamas kontroluje Gazę, jest to problem dla Izraela, dla Palestyńczyków i dla całego regionu”) i wicepremier Chaim Ramon („Powinniśmy doprowadzić do sytuacji, w której nie pozwolimy Hamasowi na rządzenie”).
Cóż ta notka mianowicie zawiera? Autor uważa, że nieważne są oficjalne deklaracje Izraela co do celów prowadzenia wojny, bo poznał prawdziwe cele Izraela, więc je swoim czytelnikom ogłasza i konstatuje, że dlatego "Izrael nie powinien tej wojny wygrac". W efekcie gromadzi pod swoim tekstem rozgrzanych do czerwoności obrońców prawa Palestynczykow do posiadania takich władz, jakie sobie wybrali. Szkoda, że autor nie czyta prasy izraelskiej, bo właśnie wtedy jak on pisze o obalaniu Hamasu, cała izraelska prasa, i to wlaściwie codziennie, pełna jest op-eds i dyskusji na temat, dlaczego Izraelowi sie nie opłaca obalać Hamasu - np. tutaj. Zresztą, jak ktoś myśli za pomocą szarych komórek, a nie innych tkanek, to sam się może tego łatwo domyślić, i bez czytania.
Ku zdumieniu Wojciecha Sadurskiego opinię minister Livni o Hamasie - „Bez wątpienia tak długo, jak Hamas kontroluje Gazę, jest to problem dla Izraela, dla Palestyńczyków i dla całego regionu” - podziela wiele podmiotów politycznych, począwszy od USA i UE, które tą organizację umieściły na liście organizacji terrorystycznych, a na wielu panstwach arabskich kończąc. Spośród tych ostatnich największą przykrość zrobił Izraelowi Egipt, bo ma chyba jeszcze gorszą o nich opinię, niż minister Livni. Nie dalej jak wczoraj znalazłam w izraelskiej prasie artykuł desperata zaangażowanego w dyskusję nad długofalowymi możliwościami procesu pokojowego "ziemia za pokój" który oświadczył, że wie, że Egipt nie chce Gazy a Jordania West Banku, ale ma pomysł, żeby to na nich wymusić ogłoszeniem daty, od której Izrael przestanie dostarczać pomoc humanitarną, żywność oraz wodę. Zaproponował ogłosić to w Al Jazeera, żeby arabscy bracia wreszcie pomogli arabskim braciom założyć co chcą, kiedy chcą i jak chcą, po drodze rozdzielając wyrzynających się nawzajam Hamas i Fatah oraz udzielając pomocy medycznej osobom celowo, trwale okaleczonym za pomocą strzału w kolana, co jest tamtejszym językiem debaty politycznej. Jak powiedział cytowany przez Sadurskiego wicepremier Chaim Ramon, Izrael powinien doprowadzić do sytuacji, w której nie pozwoli Hamasowi na rządzenie. Może i powinien, ale nie ma na to ochoty...
I tyle by było na temat poznawania "prawdziwych celów Izraela"... Jeszcze przed opublikowaniem tej notki biję się za nią w pierś, bo nie cierpię notek o charakterze personalnym, ale, na litość pańską, możnaby trochę coś poczytać przed pisaniem kategorycznych notek o tym, że Izrael powinien przegrać dlatego, że jego prawdziwym celem jest zamach na demokrację parlamentarną Gazańczyków...



Komentarze
Pokaż komentarze (14)