„Jest niemożliwością wymazanie z ludzkich umysłów(i, nawiasem mówiąc, liberalizm nie ma najmniejszego zamiaru tego robić) piętna pozostawionego przez długi rozwój historyczny, za sprawą którego serce Niemca bije szybciej na każdą wzmiankę o Niemczech, ludzie niemieckim lub czymkolwiek, co jest typowo niemieckie. To poczucie narodowości istniało zanim podjęto polityczne starania oparcia na nim idei niemieckiego państwa, niemieckiej polityki, niemieckiego szowinizmu. Wszystkie powodowane dobrymi intencjami plany zastąpienia państw narodowych federacją państw, obojętne czy środkowoeuropejską, pan-europejską, pan-amerykańską lub skonstruowaną na podobnej sztucznej podstawie, cierpią na ten sam fundamentalny defekt. Nie biorą pod uwagę faktu, że słowa „Europa” czy „Pan-Europa”, „europejski” czy „pan-europejski” nie mają tego rodzaju emocjonalnej konotacji i przez to nie są w stanie wzbudzić tego rodzaju uczuć, jakie wywołują takie słowa jak „Niemcy” czy „niemiecki”.”
„…nigdy nie uda się sprawić, by Polak czy Węgier uznał za uzasadnione, że powinien płacić za jakiś artykuł więcej niż wynosi światowa cena rynkowa, jedynie po to, by Francuzi, Niemcy czy Włosi mogli kontynuować produkcję w swoich krajach.”
„…nie można przeciwdziałać polityce ekonomicznej izolacji w narodowym wymiarze, poprzez zamienienie jej na taką samą politykę , tyle że prowadzoną w imieniu większej politycznej całości, obejmującej wiele narodów. Jedynym sposobem przeciwstawienia się skłonnościom do protekcjonizmu i autarkii jest uznanie ich szkodliwości i docenienie harmonii interesów wszystkich narodów.”
W końcu:
„Ruch na rzecz utworzenia federacji państw europejskich narodził się z poprawnej obserwacji, że wszystkie formy szowinistycznego nacjonalizmu są nie do utrzymania. Ale to, co chcą na jego miejsce wprowadzić poplecznicy tego ruchu, jest niewykonalne ze względu na brak niezbędnej podstawy w świadomości ludzi. A nawet gdyby cel ruchu pan-europejskiego mógł być osiągnięty, świat nie stałby się przez to ani krztynę lepszy. Walka zjednoczonego kontynentu europejskiego przeciw innym wielkim potęgom światowym byłaby nie mniej zgubna niż obecna walka krajów europejskich między sobą”
Autorem tych słów jest Ludwig von Mises, który umieścił je w swojej książce wydanej w 1927 roku, pod tytułem: „Liberalismus”(polskie wydanie nosi tytuł: „Liberalizm w tradycji klasycznej”).
Cóż my, rzekomi obywatele Unii Europejskiej, możemy dzisiaj dodać?
No choćby to, że biurokracja UE jest kilkukrotnie razy większa niż za czasów socjalistycznego eksperymentu. Zresztą o upadku ZSRR i całej tej komunistycznej utopii, Mises pisał już w 1920 roku(teoria o niewykonalności socjalizmu – z powodu niemożności dokonania rachunku ekonomicznego), pisał to na przekór ogromnej fali entuzjastów nowej „idei”. Dzisiaj ta fala entuzjazmu – chociaż z roku na rok, coraz mniejsza(jak miało to miejsce w przypadku ZSRR) – dotyczy nowego, jakby to powiedział Mises; interwencjonistycznego eksperymentu. Różni się on nieco od utopii komunistycznej – dopuszcza m.in. istnienie wolnego rynku, choć mocno regulowanego – jak i również ma z nią wiele cech wspólnych; choćby to, że dzisiaj Unia Europejska jest fasadą demokracji, w której rządzi biurokratyczne monstrum.
Nie będę się zresztą za bardzo rozpisywał na ten temat, jest on rozległy, a są tacy, którzy robią to znacznie lepiej ode mnie.
Zadam jednak pytania:
Czy naprawdę wierzycie w coś takiego jak solidarność europejska? Czy naprawdę wierzycie w to, że przedstawiciele poszczególnych państw nie będą się kierowali interesami swojego państwa(nie mówiąc już o interesie własnym) a będą dbali o wspólne, ogólnoeuropejskie dobro?
Zadam jeszcze jedno pytanie, pozwolicie że zrobię to za pomocą słowa rysowanego, to mi chyba jednak lepiej wychodzi.
A WIĘC:
Już dzisiaj widać pierwsze symptomy rozpadu Unii Europejskiej(przynajmniej w formie przyjętej za traktatem lizbońskim, narzuconym siłą obywatelom poszczególnych państw, członków); kłopoty z Grecją, Irlandią, wkrótce także Portugalią, Hiszpanią(Polska też wkrótce dołączy do tego grona), kłopoty z budżetem itp. Tak więc kamyczek, po kamyczku...




Komentarze
Pokaż komentarze (3)