Niby jest to prawda powszechnie uznawana, jednak w wielu głosach dostrzegam pewnego rodzaju wątpliwości. Czasami prawda ta jest bardziej prawdziwa, czasami mniej prawdziwa. Najwięcej takich głosów dochodzi z ulicy Wiejskiej. Zarówno z tej prawej jak i tej lewej strony. Ci z Pis-u mówią że działania tych z Po to upolitycznienie mediów, ci drudzy „odwdzięczają" się im mówiąc, że prezesem TVP jest ich człowiek. Oboje jednak są zgodni co do tego, że jak rządzili ci-trzeci(czyt. Sld)- to już w ogóle było przechlapane. Ci-trzeci zaś bronią telewizje publiczną zarówno przed tymi pierwszymi jak i tymi drugimi.
Dlaczego zresztą nazywamy telewizje państwową- publiczną?
Że niby co? Ładniej brzmi?
A jeśli do zwrotu „telewizja publiczna" dodamy wyraz „misja", to już w ogóle możemy piać z zachwytu.
Prawda jest tylko jedna- nie ma prawdziwszej prawdy lub prawdy mniej prawdziwej(z góry przepraszam za moją polszczyznę ale robię to specjalnie aby podkreślić zaistniały paradoks).
Jeśli politycy decydują o tym; kto będzie prezesem telewizji, a kto będzie zasiadał w zarządzie danej telewizji- to taka telewizja zawsze będzie upolityczniona.
Jeśli politycy wybierają organ który ma nadzorować działania i funkcjonowanie danej telewizji- to taka telewizja zawsze będzie narzędziem w rękach tych polityków.
Jeśli politycy decydują o finansach danej telewizji; to zawsze telewizja ta będzie państwową.
Czy to tak trudno zrozumieć?
Bez większego znaczenia jest więc to, czy kolejna partia przepchnie w parlamencie kolejną ustawę mającą zmienić charakter funkcjonowania „telewizji publicznej".
Problem leży tutaj u samych podstaw systemu na jakim opiera się funkcjonowanie „telewizji publicznej".
Rozwiązanie tego problemu jest proste- prywatyzacja!
I nie ma tu innej możliwości.
Wracając jeszcze do terminu: „misja telewizji publicznej".
Może bym uwierzył, ale pod warunkiem; że w takiej telewizji pracowaliby sami wolontariusze. W programie nie było by żadnych „Tańców z gwiazdami", „M jak miłość", przerywanych reklamami.
P.S
Telewizję oglądam, częściej wolę jednak wziąć książkę do ręki.





Komentarze
Pokaż komentarze