Wyobraźcie sobie dziecko, które dochodząc wieku w którym to ma już zdolność postrzegania rzeczywistości dowiaduje się o tym; że jego mama chciała go kiedyś „usunąć". I tylko to, że nie znaleźli się lekarze którzy chcieli by dokonać owego „zabiegu" umożliwiło mu przyjście na świat. Co więcej; jego mama wkrótce potem jak go urodziła złożyła na swój kraj skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, uzasadniając ją tym, że naruszone zostały jej prawa do przeprowadzenia legalnej aborcji. Kiedy Trybunał wydał wyrok satysfakcjonujący jego mamę, postanowiła ona , że włączy się w walkę o tzw. prawa kobiet. Jego mama stała się jedną z głównych bojowniczek o prawo kobiet do tzw. „aborcji na życzenie". Zaczęła występować w mediach, uczestniczyć w przeróżnych manifestacjach, skarżyć do sądów ludzi którzy podważają jej „bohaterską" postawę.
To jakie myśli mogą zrodzić się w głowie takiego dzieciaka pozostawiam już ocenie Waszej wyobraźni.
Oczywiście powyższy tekst jest inspirowany działalnością pani Alicji Tysiąc. Wielu z was powie, że jest to jeszcze kolejny rozdział nagonki na tę nieszczęsną kobietę. Ale zadaję pytanie: Czy ona sama, nie wystawia się na takie „ataki"?
Mam nieodparte wrażenie, że pani Alicja Tysiąc bardzo chce wmówić ludziom, że to co zrobiła to nic innego jak wielki bohaterski czyn. I nie wiem czy działanie te spowodowane jest chęcią zabicia własnego sumienia- jak to ujął Pan Terlikowski. Czy może jest ono powodowane chęcią sławy, pogłosu. Może stoi za tym znane porzekadło, że jak nie wiadomo o co chodzi... .
Staram się zrozumieć czyn pani Alicji. Miała dwójkę dzieci, bała się że straci wzrok i być może w świetle prawa kwalifikowało to ją do możliwości wykonania legalnej aborcji. Jest to jakieś wytłumaczenie, mnie jednak ono nie przekonuje, zwłaszcza że pani Tysiąc urodziła dziecko i wzroku nie straciła. A gdybać to zawsze można.
Ale jeszcze bardziej nie rozumiem tego, że wszem i wobec zaczyna ona ten czyn popularyzować, namawiać do tego czynu inne kobiety.
Narażam się teraz na ataki przeróżnych obrońców fałszywie rozumianej wolności ale ośmielę się zastosować takie oto porównanie: Czy słyszeliście kiedyś o człowieku który w obronie własnego(lub swoich bliskich) życia, zabił człowieka a potem jak pani Alicja Tysiąc nagłaśniał ten czyn twierdząc, że jest bohaterem?
Ja nie słyszałem.
Wybaczcie, ale wolę jednak obierać za wzór postępowania kobiety takie jak Agata Mróz, które potrafiły za swoje dziecko oddać życię. One dla mnie są prawdziwymi bohaterkami.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)