No i stało się!
Pierwszy czarnoskóry prezydent Stanów Zjednoczonych- Barack Obama!Wszyscy teraz zastanawiają się, czym będą te sławetne „changes" powtarzane wielokrotnie przez nowego prezydenta elekta podczas kampanii wyborczej. Wielu komentatorów obawia się, że nie będą miało one większej wartości niż Tuskowe cuda. Ja jednak, już teraz gołym okiem widzę te zmiany, a wspomniałem o nich już w pierwszym zdaniu. No przecież: P I E R W S Z Y C Z A R N O S K Ó R Y prezydent Stanów Zjednoczonych, czy nie jest to wystarczająca zmiana? Wyobraźcie sobie, jaka jest to zmiana dla członków Ku Klux Klanu! Kolejnej chyba by już nie wytrzymali!
Wybór amerykanów nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, nie podzielam entuzjazmu świata. Sam zresztą głosowałbym raczej na McCaina. Podzielam obawy związane z tym, że nowy prezydent może okazać się zbyt słabym(nie wystarczy być mocnym w gębie), takie mocarstwo jak USA potrzebuje rządów silnej ręki. A Obama wydaje się człowiekiem zbyt kompromisowym, chcącym przypodobać się wszystkim(no może wyłączając krasnalów z KKK). Czy Obama będzie chciał przypodobać się także terrorystom? Być może jego powiązania z przeszłości spowodują to, że sytuacja na jakiś czas się uspokoi. Ja jednak nie liczyłbym na jakieś długookresowe zawieszenie broni- ich nienawiść do ameryki jest tak wielka, iż nie pomoże jej nawet czarnoskóry były(?)-wyznawca islamu, były(?)-komunista. Jeżeli chodzi o gospodarkę- dużo zależy tu od doradców, jakich dobierze sobie Obama. Jednak obawiam się, że: „God Bless America" będzie im teraz bardzo potrzebne . Bo czy znajdzie się kolejny prezydent pokroju Ronalda Reagana, który zdoła posprzątać po swoim poprzedniku?
A może przepowiednie Nostradamusa zostały źle odczytane? Może nie mówią one o czarnoskórym papieżu, a o pierwszym czarnoskórym prezydencie największego mocarstwa świata?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)