Pierwszym i fundamentalnym błędem Polski w sprawie tarczy rakietowej był nasz entuzjazm i otwartość na amerykańską propozycję (zaznaczam, że powstania tarczy jestem zwolennikiem choć z gigantycznymi wątpliwościami). Amerykanie żyli sobie w błogim przekonaniu, że niezależnie od tego co Polsce zaproponują Polska z pokorą przyjmie. Przekonanie to było poparte obrazem pokory z jaką Kaczyński -spiritus movens asertywnej polityki dumy narodowej czekał na audiencję w przedpokoju Jaśnie Wielmożnego Jerzego Dablju.
Niewiele wiemy o prowadzonych później negocjacjach. Natomiast sądząc z entuzjazmu PiSowskiej ekipy dla projektu tarczy rozmowy nie były prowadzone z pozycji kogoś kto w zamian za przysługę dla sojusznika który zresztą zrobił nas już w trąbę kilkakrotnie i na różne sposoby chciałby coś dostać. co więcej tu i ówdzie słychać było że jeszcze mamy do całej afery dokładać. Wielokrotnie głośno wyrażane obawy Polski dotyczące sprzeciwu i gróźb ze strony Rosji nie spotykały się z traktowaniem poważnym i nie były dla USA impulsem do jakichś specjalnych starań mających na celu uspokojenie celującego w nas atomówkami sąsiada.
Rząd Tuska zaczął dobrze. Ile było w tym marketingu a ile rzeczywistej deteminacji nie wiem (choć wiem że za chwilę odezwą się Ci którzy wiedzą z pewnością) ale efekt był niewątpliwy. Negocjacje z Polską przejęli od twardogłowych z Pentagonu amerykańscy dyplomaci. USA zaczęły słać nowe propozycje związane z instalacją tarczy, zaczęto mówić o pomocy wojskowej mającej nam zrekompensować utratę części poczucia bezpieczeństwa.
A ostatnio coś jakby ciszej...załóżmy że toczą się rozmowy, ofensywa medialna odniosła skutek, teraz dogrywamy szczegóły...a jeżeli nie?
W Bukareszcie Polska znowu wystąpiła w roli zwolennika tarczy a USA znowu nabrały przekonania, że mogą nam ten badziew małym kosztem wcisnąć. Z jakim skutkiem? Zakładając, że problem żądaniami Polski mają już załatwiony Amerykanie zaczęli nad naszymi głowami rozmawiać z Rosjanami czego efektem jest żądanie Rosji dotyczące stałej obecności żołnierzy armii rosyjskiej na naszym terytorium. Amerykanie nie sprawiają wrażenia jakby widzieli w tym jakiś problem.
Ale MY widzimy. I jeżeli rząd Tuska jescze tego nie zrobił to niniejszym informuję szanowną armię amerykańską, że Polska nie jest terytorium zależnym USA i nie przejdzie wszystko co tam sobie w Pentagonie wymyślą. Armię Czerwoną już u siebie mieliśmy i szczęśliwie się jej pozbyliśmy. Za powtórki dziękujemy.
I to jest dla mnie próba determinacji nowego rządu dzięki której okaże się czy jego ofensywa dyplomatyczna w sprawie tarczy miała podłoże w rzeczywistej chęci oderwania się od postawy "wiecznego czekania w przedpokoju" czy była działaniem propagandowym równie bezsensownym jak latanie premiera rejsowym samolotem.
Bo dla większości Polaków (jak sądzę) sprawa jest prosta- DLA ARMII CZERWONEJ NA NASZYM TERYTORIUM NIE. NON POSSUMUS. NO PASARAN


Inne tematy w dziale Polityka