Nigdy nie byłem fanem Marcinkiewicza. Był premierem rządu partii za przywódcami której nie przepadam i choć odwołany w przykrych dla siebie okolicznościach co wywołuje z pewnością sympatię do jego osoby powiązaną ze współczuciem to jednak zbyt mało żeby móc powiedzieć że uważam go za polityka pierwszoligowego. Inna sprawa że poparcie sondażowe ma nadal wysokie i z pewnością lepiej mieć go po właściwej stronie barykady. Ostatnie jego rewelacje przypominają mi nieco pozorowany rozwód Radzia i Dody obliczony na utrzymanie ich na powierzchni rozpoznawalności.
Z drugiej strony istnieje jednak jakieś prawdopodobieństwo (zmniejszone ostatnimi nieco kręconymi wypowiedziami) że mówi prawdę. Mam nadzieję że w takim przypadku sprawa będzie miała poważne konsekwencje.
Krótko mówiąc powinien to być koniec albo Marcinkiewicza albo Kaczyńskiego
i mały bonusik we współpracy z Robertem Olesińskim
Inne tematy w dziale Polityka