Okiem ogrodnika
Rodzina i społeczeństwo, czyli - jak żyć?
73 obserwujących
1208 notek
442k odsłony
141 odsłon

Głosy "społeczne"

Wykop Skomentuj

Jakoś tak wczoraj był włączony odbiornik TV, a po dzienniku program "Alarm" (czy jakoś tak), a dotyczący nieprawidłowości w sądach i służbie zdrowia.


Przyznam szczerze - jestem zdegustowany prezentowanymi treściami i formą. To dlatego, że, moim zdaniem,  tego typu informacje prowadzą do pełnego rozchwiania relacji społecznych. 

O ile krytyka i sądownictwa, i służby zdrowia, ma społeczne uzasadnienie, to już przedstawianie wszelkich spraw wątpliwych jako wyniku złego działania tych służb nie wydaje się właściwa.


Jest wiele przypadków błędnych, bądź świadomie tendencyjnych orzeczeń sądów sprzecznych z logiką i poczuciem ładu społecznego, gdzie sprawca niegodnego czynu jest zwalniany z odpowiedzialności. Jednak należy także pamiętać, że wszystkie sprawy zawsze kończą się postanowieniem niezadowalającym jedną ze stron. A przecież przejawy pieniactwa, czy wręcz warcholstwa, są dosyć częste i nie należy zbytnio eksponować objawów niezadowolenia takich osób, nawet jeśli przyjąć ich narrację za słuszną - tacy ludzie z mało istotnych spraw starają się uczynić problem ogólnonarodowy, co odciąga uwagę od spraw ważnych.


Podobne zdanie kieruję do krytyków służby zdrowia. Często bowiem zarzuty  kierowane są do lekarzy jakby ci byli w stanie uchronić pacjentów od śmierci. Tymczasem lekarze (ostatnio) nawet nie leczą, a jedynie wykonują procedury medyczne pozwalające ocenić stan organizmu i zaordynować stosowne środki mogące poprawić działanie tegoż.

Problemem jest to, że od pewnego momentu - widać, że te środki już nie działają. Można jedynie próbować zmniejszyć cierpienia związane z zaprzestaniem funkcjonowania organizmu. Owszem, można nieco przedłużyć jego działanie, ale bywa to związane z cierpieniem.

Jest pytanie: jak, w jakiej formie i czy w ogóle lekarz powinien przekazać pacjentowi informację, że jego stan jest terminalny?

Że raczej zamiast myśleć o leczeniu - powinien dany pacjent pozałatwiać swoje sprawy związane z odejściem.

Kolejna kwestia. 

Czy i na jakich zasadach lekarz ma stwierdzić, że jego wiedza i rozeznanie nie pozwalają mu na zaproponowanie kuracji? Bo być może istnieje ktoś, kto może pomóc pacjentowi? To przyznanie do niewiedzy  lub braku możliwości - trudne do zaakceptowania u siebie. Często związane też z możliwościami finansowymi: kto i do jakiej sumy, powinien mieć prawo decyzji?


Znajomy lekarz opowiadał o sytuacji, gdy miał pacjenta w stanie terminalnym, a jego czas był liczony w godzinach. Brak możliwości skutecznego leczenia - przedłużenie agonii wiązało się z cierpieniem i było bardzo kosztowne.

Rodzina pacjenta zażądała zastosowania tej kosztownej (a mogącej znacząco przedłużyć innym życie) procedury, gdyż "każda minuta życia ich członka rodziny jest niezwykle cenna"). Lekarz wzbraniał się, ale wobec nacisków nawet wywarcia presji (znajomości) na usunięcie z zawodu - procedurę zastosował.

Rodzina odwiedziła pacjenta, aby po półgodzinie wyjść szybko ze stwierdzeniem, że "nie mogą patrzeć na jego cierpienie".

Tak to bywa.


Sądzę, że opisane kwestie wymagają głębokiego namysłu przed opublikowaniem i to w programie, który z założenia budzi skojarzenia z nieprawidłowościami w tych strukturach organizacyjnych życia społecznego.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo