Okiem ogrodnika
Rodzina i społeczeństwo, czyli - jak żyć?
94 obserwujących
1420 notek
526k odsłon
  415   1

O sensie życia

Im jestem starszy, tym częściej wracam pamięcią do zdarzeń minionych, zastanawiając się jak przeżyłem swoje życie.


Wnioski  zadziwiają nawet mnie, bo prowadzą do zupełnie innego postrzegania rzeczywistości.

Otóż zwykle rozpamiętuje się przyczyny naszych porażek, raczej pomijając sukcesy, bo te są nam w sposób oczywisty przynależne z tej racji, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy i już.

Czy porażki nas kształtują? W pewnym stopniu - jeśli działamy na tym samym polu. Ale już w nowych okolicznościach  popełniamy inne błędy.

Zwykle, gdy nasze życiowe dążenia ograniczymy do jakiejś sfery i poświęcimy jej uwagę i wysiłek - dostatecznie duży i długotrwały, zazwyczaj uzyskujemy tam wiele sukcesów. Choćby kwestie materialne - gdy są naszym celem zwykle udaje się zgromadzić, zwykle pod koniec życia, pokaźny majątek. 

I wtedy następuje refleksja - czy to jest to, co w życiu chciałem osiągnąć? Dotyczy to nie tylko kwestii materialnych, ale też choćby wiedzy; czy nawet wielka, specjalistyczna wiedza, daje poczucie spełnienia?

Problem dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn. Dostrzegalne jest zwłaszcza u kobiet, które, zapominając o swym powołaniu, budzą się "z ręką w nocniku" w wieku, gdy kończy się ich czas prokreacyjny. A nawet największe poświęcenia nie mogą wrócić czasu biologicznego.


Podsumowując te uwagi - podsumować należy zasady życia zastanawiając się, czy dobrze wybraliśmy kierunki naszych dążeń. Bo nie jesteśmy w stanie skupić się na wielu dziedzinach - trzeba wybrać kierunki priorytetowe. Bez tego - nie osiągniemy nic, a życie zakończymy sfrustrowani.


I ta notka jest o przyczynach sfrustrowania. Zwykle bowiem dokonując analiz własnych działań obarczamy, czy poszukujemy winy, błędu popełnianego na nas przez innych. Dotyczy to w pierwszej kolejności rodziców, wychowawców, czy przełożonych o różnym stopniu uzależnienia, czyli wszystkich wpływających na nasze wybory życiowe.

I tu jest dylemat - bo ci najbardziej "winni"  zwykle są już "po drugiej stronie" i nawet nie ma komu "napyskować", nie ma też komu się wyżalić. Okazuje się, że sami pozostajemy ze swoimi problemami.


Wnioskiem jest to, że źle podchodzimy do problemu. Po prostu nie tylko kwestie materialne należy traktować jako środowisko naszego "wzrastania", ale, na tych samych zasadach, traktować także wpływy innych ludzi; wypadkową wszystkich tych okoliczności są nasze decyzje.

Bo to my sami wybieramy,  nawet ulegając wpływom i w końcu sami doświadczamy owoców tych decyzji. Należy zatem nastawić się na ocenę własnych, końcowych osiągnięć, a nie na szukanie powodów dla których popełniliśmy błędy zrzucając winę na tych, którzy się do tego przyczynili. 

Bo naszym życiowym dorobkiem są wszystkie doświadczenia - zarówno osiągnięcia jak i porażki - właśnie często porażki są największymi osiągnięciami na drodze duchowego wzrostu. Warto o tym pomyśleć.

Lubię to! Skomentuj65 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości