Dyskusja o repopulacji jest bez sensu jeśli uwzględnić rozwiązania systemowe, które służą depopulacji; dzieci w tym systemie nie są pożądane, a traktowane jako "dopust Boży", czy kara, a ich posiadanie często nawet jest przyczyną ostracyzmu.
Zapewne wielu czytających nie zgodzi się z powyższymi uwagami, bo przecież są różnego rodzaju świadczenia jak 800+, czy ulgi związane z KDR. Tyle, że jest to typowy "kwiatek do kożucha", gdyż przecież obciążenia rodziców związane z wychowaniem dzieci są niewspółmiernie duże. A czy ma to przełożenie na np. wysokość emerytury?
A przecież to dzieci były kiedyś gwarantami wsparcia rodziców w starości. Jest przeciwnie. System emerytalny preferuje bezdzietnych. Bezdzietni mogą więcej czasu i energii poświęcić pracy uzyskując wyższe zarobki niż pracujący i posiadający dzieci - bo to niedospane noce, czy przerwy związane z chorobami itd.
Czyli bezdzietni odprowadzają więcej do systemu emerytalnego i po przejściu na emeryturę mają wyższe świadczenia.
A co z ostracyzmem społecznym?
Tu, niestety, bardzo dużą winę ponosi Kościół Katolicki, który przez setki lat wpajał, że tylko dzieci z "błogosławionego" związku mają pełnię praw. To jeszcze do niedawna obowiązywało także prawnie. "Nieślubne " dzieci - to dzieci stygmatyzujące matkę.
Czy można zmienić ten depopulacyjny trend?
To trudny proces wymagający przemian i mentalnych, i organizacyjnych społeczeństwa, a jest stosunkowo prosty w realizacji, chociaż początkowo trudny do zaakceptowania.
Trzeba wprowadzić obowiązek posiadania dzieci - każda kobieta powinna obowiązkowo urodzić przynajmniej dwoje dzieci.
Zapewne "chór wujów" zakrzyknie, że taki obowiązek jest niezgodny z prawami człowieka itd., itp.
Ale pytanie: czy są społeczne przeszkody by taki obowiązek wprowadzić? Przecież widać, że brak obowiązków społecznych prowadzi do degeneracji społeczeństwa. Takim obowiązkiem dla mężczyzn była kiedyś służba wojskowa - obecnie rozważa się jej przywrócenie. Czy służba kobieca w postaci urodzenia dzieci odbiega od tego wzorca?
Tyle, że wymaga to istotnych przemian mentalnych społeczeństwa. Przede wszystkim uznania świętości każdego życia, bez rozróżniania na dzieci ze związków i spoza nich.
Można się tu powołać na to, że przecież taki model populacyjny stosowany był na słowiańszczyźnie jeszcze w XIX wieku - chodzi o "noc Kupały". Społeczny wymiar tej ceremonii był właśnie taki - zwiększenie populacji i uniknięcie ostracyzmu związanego z posiadaniem "nieślubnego" dziecka.
Pozostaje problem technicznego przygotowania takiego rozwiązania, gdyż nie można gwałtownie wprowadzać rozwiązań sprzecznych z normami do których jesteśmy przyzwyczajeni. A zmiany musiałyby być znaczące i to w różnych dziedzinach życia społecznego. Można mówić o zmianach cywilizacyjnych.
Przede wszystkim musiałoby nastąpić zwiększone obciążenie całego społeczeństwa kosztami wychowania młodego pokolenia - obecnie to na rodzicach spoczywa większość tych kosztów i obciążeń.
Wyraźna jest zmiana w podejściu do ról społecznych spełnianych przez kobiety i mężczyzn. Także pod względem wychowania - przygotowania do ich spełnienia. Kobiety same powinny świadomie dążyć do przygotowania się do swojej roli społecznej i nie zakładać, że mogą odsuwać te obowiązki w nieokreśloną przyszłość.
Kilka propozycji technicznych.
Od zarania dziejów wiadomo, że czas prokreacyjny kobiety dzieli się na 7-letnie okresy. Przyjmuje się, że pierwsza menstruacja ma miejsce około 14 roku życia, ale kobieta jest w pełni rozwinięta dopiero po 7 latach i dlatego najlepszym czasem na urodzenie pierwszego dziecka to czas między 21 a 28 rokiem życia. Do 35 roku - to także bardzo dobry czas na rodzenie. Po 35 roku wzrasta prawdopodobieństwo wad genetycznych i innych komplikacji zarówno dziecka jak i matki.
Byłoby sensowne by pozwolić kobietom na wybór swojego statusu - życia w związku i posiadania dzieci, bądź indywidualne rozwiązania. Obowiązek rodzenia powinien pojawić się w wieku 28 lat i tu należałoby stosować też "środki wspomagające" na wzór "hotelu Paradise", czyli organizowanie spotkań grup kobiet z mężczyznami celem prokreacji - rodzaj "sanatorium miłości".
Co z dziećmi?
Tu powstaje konieczność utworzenia warunków umożliwiających kobietom na samodzielne wychowanie dzieci - to mogą być domy samotnej matki, gdzie zapewniona by była pomoc , także wzajemna, tym kobietom.
Także rodziny zastępcze i także miejsca opieki dla dzieci, których matki nie podejmą się tej roli.
Warto zauważyć, że przy tym rozwiązaniu zanika dyskutowany zaciekle problem aborcji. Nie ma "niechcianych" ciąż - po prostu jest to traktowane jako wcześniejsze wypełnienie obowiązku.
Jak zmieni się rola mężczyzn?
Także z ich strony istnieje możliwość wyboru życia w związku, albo poza nim. Niemniej "wolni strzelcy" byliby obciążani kosztami społecznymi wychowania młodego pokolenia. W końcu z czasem będą pobierać emeryturę wypracowaną przez młodych. A same pieniądze nie spowodują, że zostanie im podana przysłowiowa szklanka wody jeśli nie będzie nikogo, kto mógłby to zrobić.
Tyle wstępnie. Może warto rozważyć sugerowaną propozycję?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)