Większość komentatorów sceny politycznej zajmuje się trzema "ośrodkami" zagrożeń - wojna na Ukrainie, "przetasowania na półkuli zachodniej z wyraźnymi inklinacjami Trumpa i Bliskim Wschodem , gdzie cały czas wrze w tamtejszym kociołku.
Niejako na uboczu tych sytuacji dostrzegamy upadek wartości, czy reguł na jakich oparty jest, a właściwie był, istniejący porządek.
Warto sobie zadać pytanie, czy wg obecnie "obowiązujących w praktyce" zasad, istnieje możliwość zbudowania nowego, w miarę stabilnego systemu?
Czy obecne poczynania dają perspektywę stabilizacji (nawet mało korzystnej dla wielu), ale jednak stabilizacji?
W moim przekonaniu mamy do czynienia z postępującym rozchwianiem stabilności i ten proces wyraźnie przyspiesza. Pojawiają się coraz to nowe elementy zwiększające poczucie niepewności.
Zaznaczę, że , na razie, można mówić, iż w Polsce mamy dużą stabilność - szkoły działają, sklepy mają zaopatrzenie, emerytury są wypłacane, służba zdrowia funkcjonuje, komunikacja także.
Owszem, pojawiają się symptomy destabilizacji - rosnące bezrobocie i wiszące jak miecz Damoklesa zadłużenie. Ale to jeszcze nie jest faktyczne zagrożenie odczuwalne przez społeczeństwo.
Natomiast sytuacja światowa zbliża się do krawędzi skokowych przemian.
Ukraina. Obecna sytuacja na froncie charakteryzuje się upadkiem morale w armii ukraińskiej i przyśpieszoną ekspansją Rosjan. W wielu miejscach Rosjanie dochodzą do ostatniej linii fortyfikacji, co grozi załamaniem frontu. Jeszcze gorsza jest sytuacja społeczna - z racji zniszczeń systemu energetycznego przy długotrwałej fali mrozów , zbliża się katastrofa humanitarna.
Razem - sytuacja jest kryzysowa i można się spodziewać istotnych zmian. Jak zareaguje Zachód na tę sytuację?
Bliski Wschód. USA zbierają siły w tamtym regionie i wg obserwatorów, najpóźniej do końca stycznia , osiągną zdolność bojową formacji. Niezależni analitycy twierdzą, że nigdy się tak nie zdarzyło, by taka koncentracja sił USA nie zakończyła się spektakularną akcją. A jaki będzie efekt? Tego nikt sobie nie wyobraża, bo wystarczy by Iran otrzymał kilka rakiet hipersonicznych - być może od Chin, aby teatr działań zmienił się całkowicie.
Do tego przeglądu można dodać tylko pewnego rodzaju "ustabilizowanie " sprawy Wenezueli i Grenlandii. W tym sensie, że zarówno polska, jaki europejska, wliczając w to rosyjską, opinia publiczna pogodziła się z "szarogęsieniem" się USA na półkuli zachodniej. Być może niesłusznie, gdyż istniejące tam ogniska zapalne wcale nie zostały stłumione. Pomija się sprawę Argentyny z akcjami "turystów" izraelskich wzniecających pożary celem wykupowania zniszczonych terenów. Także Brazylia ma sytuację niestabilną - można spodziewać się sporych zakłóceń w przyrodzie w związku z wypaleniem olbrzymich połaci Puszczy Amazońskiej.
Na wszystko nakłada się upadek dotychczasowego systemu płatniczego, czego symbolem jest gwałtowny wzrost kursu złota. Czy dojdzie do krachu?
Jak widać istnieje szereg problemów, których rozwiązanie może mieć formę eskalacyjną. Wszystkie zbiegają się w bardzo niewielkim "oknie czasowym". Być może jeszcze można to nieco przedłużyć, ale nie widać żadnych ruchów, które mogłyby temu zapobiec - rozładować kryzys.
Do całości trzeba dodać czynnik, być może krytyczny - przemiany w Chinach. Chodzi o wymianę wielu najwyższych przywódców wojskowych i politycznych. Ta czystka wskazuje na wewnętrzną niestabilność Chin, a to może mieć nieobliczalne konsekwencje dla całego świata. Niewiele dociera do nas informacji o tamtych wydarzeniach, a z racji małego zaangażowania problem jest pomijany. Mnie trochę drży skóra jak zastanawiam się nad możliwościami.
I pytanie końcowe.
Czy zdajemy sobie sprawę, że te przemiany będą miały miejsce już niedługo? Czy jesteśmy na nie przygotowani?
I tym miłym akcentem kończę życząc wszystkim miłego dnia. Co do następnych , to już trzeba się będzie zastanowić.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)