Co i rusz pojawiają się notki o braku kultury a to osobistej, a to społecznej, a to jakiejś tam – „wyższej” zaś zwłaszcza. Bo taki „wsiok”, jak jednoznacznie stwierdziła niejaka Środa, profesor z zawodu (można domniemywać, że ze specjalizacją „degenerowanie społeczeństwa”), to żadnej kultury mieć nie może.
Pani profesor nawet na tę okoliczność wykazała się wiedzą na temat inteligencji świń, które zapewne, w jej przekonaniu, musi co są inteligentniejsze i bardziej kulturalne od „wsioka”.
To oczywista oczywistość.
Ja jednak mam pewne wątpliwości odnośnie tych i podobnie genialnych wynurzeń mentalnych.
Bo w jaki sposób powstaje kultura?
Jest oczywistym, że to wynik społecznego dostosowania do trwania i przetrwania. Czyli zbiór zasad i obyczajów to umożliwiających.
Jednym z pierwszych przejawów tworzenia się kultury jest zatem kultura rolna. To dostosowanie do lokalnych warunków wytwarzania żywności przekazywanych w zwyczajach i zasadach podtrzymujących cykl.
W miarę rozrostu społeczeństwa zestaw zależności zwyczajowych powiększa się. Dochodzą elementy w postaci wskazań odnośnie zachowań w poszczególnych sytuacjach.
Jeśli bowiem „puszczanie gazów” na polu bez obecności innych osób nie jest niestosowne, to w domu i w obecności osób trzecich już może być odbierane negatywnie. Nie wszystkim będzie się podobało.
Czy jest to przejaw kultury?
No – tak, ale jest to, jeśli tak można powiedzieć, kultura wtórna. Nie jest bowiem związana bezpośrednio z przetrwaniem, a zajmuje się łagodzeniem relacji, które przetrwanie ułatwiają.
Podobnie ta tzw. „kultura wyższa”, czyli różne sztuki i sztuczki pozwalające na uprzyjemnianiu codzienności. Bo bez nich można przetrwać, ale w mniej sympatycznym otoczeniu. Doceniając tę funkcję należy jednak nadawać jej stosowny walor. Dlatego kiedyś komedianci i grajkowie należeli, stosownie do roli, do podrzędnej kategorii społecznej.
Obecnie zaś bardzo często pełnią rolę autorytetów. To błąd podcinający korzenie życia społecznego.
Co i rusz pojawiają się obecnie uwagi „autorytetów” kultury, często nawiązujące do arystokratycznych forma zachowań i wypowiedzi, gdzie określane jest, co wolno, a co nie, jeśli chce się zasługiwać na miano „człowieka kulturalnego”.
Mam ambiwalentne odczucia w takich przypadkach. Bo zazwyczaj, formalnie, należy przyznać im rację. Wszelkiego rodzaju wulgaryzmy i dosadne wypowiedzi nie należą do tworzących pozytywne relacje społeczne.
Jednak, skoro kultura została oderwana od swego pierwotnego znaczenia pozostawiając jedynie formę bez treści – to aż się prosi o działania przywracające pierwotne relacje.
Może dlatego często daje się znaleźć dosadne powiedzonka wpływowych ludzi „w prostych, żołnierskich słowach” określające sedno rzeczy.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura