Mamy dyskusję o eutanazji. Przytaczam fragmenty opinii – uwagi prof. PAT dr hab. T. Biesagi SDB na ten temat zamieszczone w internecie: „Eutanazja - śmierć godna czy niegodna?”
„Mówi się o eutanazji samobójczej, zabójczej, o towarzyszeniu w samobójstwie, o zabójstwie z litości, o pomocy w umieraniu, o towarzyszeniu czy asystencji przy śmierci itp.[1] Wymienia się też pewną liczbę aktów medycznych przy końcu życia pacjenta, takich jak: 1) podawanie środków uśmierzających ból w dawkach, które mogą przyspieszyć zgon; 2) ograniczenie albo zaprzestanie aktywnego leczenia bądź reanimacji, 3) odłączenie urządzeń sztucznie podtrzymujących życie (np. respiratora, sztucznej nerki), 4) towarzyszenie lub pomoc w samobójstwie, 5) iniekcja śmiertelnej substancji.[2] Te wszystkie wysiłki nie kończą dyskusji nad pojęciem eutanazji i etyczną oceną takich działań.
Propozycję uporządkowanego rozumienia tego pojęcia można spotkać w "Deklaracji o eutanazji" wydanej przez Kongregację Nauki Wiary w 1980 roku. Rozróżnia się w niej pierwotne znaczenie tego słowa, nadane mu w starożytności, pod którym rozumie się "łagodną śmierć bez przykrych cierpień", oraz dzisiejsze znaczenie, w którym słowo to oznacza zadanie "śmierci z miłosierdzia, by wyeliminować cierpienia związane z ostatnimi chwilami życia lub by dzieciom anormalnym, nieuleczalnie chorym, ewentualnie chorym umysłowo skrócić nieszczęśliwe życie".[3] W kontekście tego rozróżnienia deklaracja formułuje dość wyraźną definicję eutanazji powtórzoną przez Jana Pawła II w encyklice "Evangelium vitae", gdzie czytamy: "Przez eutanazję w ścisłym i właściwym sensie należy rozumieć czyn lub zaniedbanie, które ze swej natury lub w intencji działającego powoduje śmierć w celu usunięcia wszelkiego cierpienia. Eutanazję należy zatem rozpatrywać w kontekście intencji oraz zastosowanych metod".[4] "Od eutanazji - czytamy dalej w encyklice - należy odróżnić decyzję o rezygnacji z tak zwanej "uporczywej terapii", to znaczy z pewnych zabiegów medycznych, które przestały być adekwatne do realnej sytuacji chorego, ponieważ nie są już współmierne do rezultatów, jakich można by oczekiwać, lub też są zbyt uciążliwe dla samego chorego i dla jego rodziny".[5] Rozróżniając medyczne środki zwyczajne i nadzwyczajne, formułując sąd, czy środki te są proporcjonalne, czy nie do przewidywanej poprawy zdrowia, można podjąć racjonalnie i moralnie uzasadnioną decyzję o rezygnacji z uporczywej terapii i otoczyć pacjenta opieką paliatywną czy hospicyjną. Powyższe rozróżnienia etyczne przeciwstawiają się zarówno niepotrzebnemu, sztucznemu przedłużaniu umierania, jak i sztucznemu skracaniu życia. Śmierć naturalna przeciwstawiona jest śmierci spowodowanej, narzuconej. W tej drugiej tak czyn, jak i intencja lekarza zmierzają bezpośrednio do spowodowania śmierci. Działanie takie jest moralnie niedopuszczalne.”
W treści artykułu na temat śmierci Terri Schiavo jest wzmianka: „Podawanie pożywienia to nie jakaś terapia, ale zaspokajanie podstawowych potrzeb człowieka.”
Moim zastrzeżeniem jest pytanie o zakres obowiązków jakie mamy względem innych ludzi. Czy zatem jest naszym obowiązkiem zapewnianie innym warunków do życia? Które z nich są podstawowymi potrzebami człowieka? I wreszcie, w jakim zakresie odpowiadamy za bliskich, sąsiadów, współmieszkańców i docelowo wszystkich współbraci w człowieczeństwie, a ostatnio także za naszych braci „mniejszych”?
Można rozważyć kwestię eutanazji w świetle warunków społecznego rozwoju. W jednym z wcześniejszych wpisów sformułowałem Prawo Trwania jako prawo poprzedzające Prawo Naturalne. Na jego bazie rozwijają się społeczeństwa – zawsze jest tak, że własne istnienie jest wyżej stawiane od życia innych. Poświęcenie jest mile widziane, ale nie może być obowiązkowe. Nigdzie nie występuje zjawisko poświęcania własnego życia na rzecz ogółu jako obowiązująca zasada, acz wypełnianie obowiązków może wiązać się z istnieniem ryzyka.
Powstaje zatem pytanie o zakres tego ryzyka i to w odniesieniu do konkretnych okoliczności. W czasie wojny istnieje duże prawdopodobieństwo utraty życia, ale jest to związane z sytuacją zagrożenia zbiorowości. Nie jest jednak zasadą, że żołnierz musi zginąć.
W warunkach pokoju istnieje pytanie o warunki niezbędne do funkcjonowania w społeczeństwie – co jest wspólną powinnością wobec każdego członka społeczności?
Wydaje się, że pierwszą uwagą jest stwierdzenie, że mogą to być warunki zupełnie różne, zależne od zasad funkcjonowania społeczeństwa.
W wielu przypadkach samo prawo do życia jest już wielkim osiągnięciem – tak jest w Sudanie, Somalii, czy w strefie Gazy. Prawa do życia odmawia się też chrześcijanom w Indiach, ale też w wielu innych miejscach na ziemi.
Z kolei warunkami koniecznymi do przetrwania w krajach zimnych, a ludnych, jest zapewnienie nie tylko jedzenia i ubrania, ale także ogrzanych pomieszczeń.
Z kolei autor wspomnianego artykułu żąda dodatkowo karmienia danej osoby, a np. w jednym z artykułów (Niepoprawni) stawiany jest warunek funkcjonowania instalacji podtrzymującej życie.
Nie kwestionuję tych oczekiwań. Mam tylko pytanie, czy ich standard jest zgodny z poziomem organizacyjnym społeczeństwa.
Bazą tak postawionego pytania jest prosta zależność – aktywność społeczna, czyli środki, powinny być tak rozłożone, aby zapewnić odpowiednie warunki życia pokoleniu „odchodzącemu”, a jednocześnie przeznaczyć stosowne środki na wychowanie i wykształcenie pokolenia następców. Przynajmniej w zakresie prostego odtwarzania. To chyba wręcz trywialne stwierdzenie. Jeśli nie będzie następców to z czasem brak będzie ludzi do opieki nad zniedołężniałymi.
Obecnie jesteśmy świadkami takiej właśnie sytuacji. Na początku lat 90-tych zwiększono świadczenia emerytalne i ograniczono środki przeznaczone na wychowanie młodego pokolenia. W efekcie powstała „bramka” pokoleniowa. Dodatkowo transformacja, której celem było zmniejszenie więzi rodzinnych, połączona została ze zmianami w gospodarce, co wprowadziło znaczne bezrobocie. Powstała sytuacja, być może celowo zafałszowana, zmniejszająca czytelność procesów.
Obecnie mamy znaczną liczbę emerytów i małe liczebnie młode pokolenie. Występuje wyraźnie konflikt międzypokoleniowy; czy jest możliwe przekonanie młodego pokolenia, że ich obowiązkiem, kosztem własnych potrzeb i możliwości rozwojowych, jest zapewnienie warunków godnego życia osób starszych – ludzi, z którymi kontakty poprzez rodzinę, zostały znacznie ograniczone?
Mam wątpliwości.
Już teraz występuje problem z dostępem do opieki medycznej; gabinety oblegane są przez ludzi starszych, a młodzi chcąc uzyskać poradę muszą oczekiwać w olbrzymich kolejkach. Budzi to poirytowanie, bo płacą na służbę zdrowia, a nie otrzymują świadczeń.
W przypadku żądań i oczekiwań dotyczących podtrzymywania wegetatywnych form życia powstaje pytanie o możliwości finansowo-organizacyjne społeczeństwa w tym zakresie. Jeśli środki na to przeznaczone mogłyby przedłużyć życie znacznie większej liczbie osób, to powstaje kwestia, czy można zwiększyć ich ilość, a jeśli nie to na co przeznaczyć te posiadane? Czyje życie jest cenniejsze?
Z kolei kryzys finansowy i towarzyszący mu gospodarczy mogą doprowadzić do eutanazji innego rodzaju: Przy braku świadczeń emeryci nie będą mieli możliwości utrzymania mieszkań – nie będą płacić czynszu, co np. spowoduje wyłączenie ogrzewania. Skutki tego można będzie porównywać do eutanazji tyle, że w gorszych warunkach.
Kto będzie wówczas wskazywanym jako winny powstałej sytuacji?
Zupełnie odrębną kwestią jest teologiczne rozważanie tego zagadnienia; Chrystus nauczając także uzdrawiał. Rozesłał też uczniów, aby to czynili w Jego imieniu. Czyli czynił dobro poprzez włączanie do społeczności osób wykluczonych z powodu popełnionych grzechów. Czy obecne włączanie i dostosowywanie życia społeczeństw do różnego rodzaju grup wykluczonych (np. homoseksualistów), nie jest zaprzeczeniem tamtej nauki?
Jeśli za niedostosowanie odpowiedzialność zrzucana jest na całe społeczeństwo, to może lepiej być biednym, chorym i niezdolnym do pracy, i korzystać ze społecznych preferencji? A najlepiej być zdrowym itd. i mieć przywileje chorego.
I jeszcze. Dawniej jednym z największych przestępstw było więzienie duszy, czyli zatrzymywanie jej w drodze po opuszczeniu ciała. Czy obecne utrzymywanie ciała w stanie wegetatywnym nie jest formą takiego uwięzienia?
Wnioski:
Obecne pokolenie ludzi znajdujących się w „fazie emerytalnej”, czyli albo już pobierający emerytury, albo tuż przed (sam zaliczam się do tego grona), dąży do wytworzenia społecznego przeświadczenia, że życie jest wartością samą w sobie i jego podtrzymywanie stanowi podstawowy cel dla następującego pokolenia. Aby takie przekonanie wytworzyć używa się wszelkich możliwych sposobów – odwołań do religii, tradycji, więzi rodzinnych itp. Cel jest ewidentny – uzyskanie pozycji uprzywilejowanej w dostępie do świadczeń społecznych.
A jakie jest podłoże tych dążeń? EGOIZM.
Jeśli prześledzić uczciwie losy, to warto zauważyć, że czas życia tego pokolenia przypadł na czasy powojenne, kiedy przynajmniej znaczna część ran już się zabliźniła. Wejście w dorosłe życie i praca w coraz większym stopniu wiązała się z hasłem „czy się stoi, czy się leży.....się należy”. To czas rozbudowywania sfery socjalnej – opieki medycznej, wczasów pracowniczych, warunków socjalnych – mieszkania. (najmniejszy udział mieli w tym chłopi).
Bunt lata roku 1980 wynikał nie z życia w braku, ale z żądania więcej.
„Przemiany” lat 90-tych to czas wyprzedaży dóbr narodowych celem zapewnienia dobrego standardu życia przy kiepskiej organizacji pracy. Żadnej refleksji – dalej powierzano władzę ludziom obiecującym „cuda”, a utrzymujących się u władzy dzięki powiększaniu zadłużenia.
Kryzys finansowy i gospodarczy obnaża realia – to pokolenie, które dla własnej wygody życiem ponad stan zadłużyło Polskę – długi mają płacić przyszłe pokolenia. Mało tego – nie wychowało pokolenia następców, bo łatwiej jest żyć bez poświęceń na rzecz rodziny.
I teraz żąda jeszcze dalszych świadczeń na swoją rzecz. Młode pokolenie, wychowane kosztem poświęceń „zdrowej” części społeczeństwa, ma spłacać długi i pracować na rzecz utracjuszy, aby utrzymywać ich przy życiu na „godnym poziomie”. Wszelkie ograniczenia w świadczeniach na ich rzecz ma być traktowana jako grzech, odszczepienie i „obraza boska”, bo to przecież zostanie nazwane formą eutanazji lub tp.
Niewiele, aby mających wątpliwości nazwać podłymi, niewdzięcznymi mordercami. Wszak „wszyscy mieliśmy rodziców i należy się im szacunek” itd., itd.
A moje podejście do problemu warunków życia jakie pojawią się w niedługim czasie i różnych przejawów eutanazji, co niewątpliwie będzie miało miejsce, niezależnie od głosu KK i innych organizacji , może zawierać się w radzie:
„A RÓBTA, CO CHCETA”.
PS. . Tematyka została celowo przejaskrawiona, a generalizacja nie ma pełnego uzasadnienia.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka