Zmordowani całodziennym wiosłowaniem ruszamy do centrum Stężycy – kluczowej miejscowości na Pętli Raduńskiej na Kaszubach. Lata moment zaczyna się sezon i wszędzie na brzegu widać ostatnie przygotowania. Co krok wypasiony hotel, pensjonat lub przynajmniej agroturystyka. Wszędzie pasą się koniki, które już za dni parę będą wozić letników. W samej Stężycy domy lśnią dachami i fotowoltaiką. Trawa w ogródkach równo wystrzyżona, jak i żywopłoty. Wszędzie rzucają się w oczy reklamy. Mamy tutaj nawet centrum językowe, psychologa i uwaga: fryzjer psi! - Nie wiadomo dla miejscowych, czy dla przyjezdnej warszawki? Tak więc poziom światowy, a może nawet europejski. Już późno, więc w budce kupujemy kebab od Pakistańczyków – miejscowi też go lubią, co chwilę przyjeżdża auto i zabiera na wynos. Obok na wyświetlaczu: szukamy pracownika z branży telefonicznej i vape. Znaczy rąk do pracy brakuje, a Pakistańczycy kupili wizy u PiS i kasują od rana do wieczora. Wolałbym hinduistów lub lepiej chrześcijan z Indii, ale rynek pracy ma swoją dynamikę. W Biedronce mimo wieczorowej pory kolejka do kasy: przede mną murzyn (gdzie pracuje? Może w centrum językowym?), za mną Ukraińcy. Stężyckie multi-kulti. Wszyscy stoją jednak do kasy z kartami bankowymi, a nie do socjalu po zapomogę. Widać Kaszubi tutaj tylko na stanowiskach kierowniczych.
W wiosce, choć trudno to nazwać wioską, raczej miasteczko, wszędzie czysto i kostka brukowa. Na wyjeździe dwie stacje całodobowe. Tu Żabka, tam Groszek. W centrum dumnie stoi wieża kościoła: każda cegiełka osobno oszlifowana i pomalowana. Wieża podświetlona, a wokół niej latają jaskółki i łapią komary, żeby wczasowiczów nie kąsały. Nad jeziorem piękny pomost ciągnący się wzdłuż brzegu kilkaset metrów z tablicami informacyjnymi o miejscowych ptakach. Pomost imienia Księdza Kanonika Konrada Lubińskiego. Pewnie niejeden warszawiak, który przyjechał na żagielki, będzie się dziwił, dlaczego nie Freddiego Mercury, albo choćby Michael Jacksona? Ale Kaszubi widocznie uznali, że kanonik Lubiński bardziej zasłużony dla Stężycy niż dwaj ostatni razem wzięci.
Mój znajomy premier z Kirgistanu, Niemiec z pochodzenia, miał okazję jakiś czas temu odwiedzić naszą Ojczyznę. Potem kilkakrotnie mi mówił: Zrobiliście kolosalną robotę! To inny kraj niż w komunizmie! „No i panie, kto to zrobił? Pan zrobił, pani zrobiła, myśmy zrobili. To nasza robota proszę pana. Społeczeństwo.” Zrobiliśmy to my proszę Państwa! My Polacy! A np. w Słowacji dalej szare wioski, miasta bez kolorów i wszelkiej reklamy. Były NRD, choć tyle RFN w niego kasy włożył, to w Brandenburgii prezentuje się gorzej niż Stężyca. Zresztą nieco dalej w lesie spotkaliśmy w cudownym drewnianym pensjonacie z sauną i wszelkimi rozkoszami nad brzegiem jeziora grupę niemieckich gejów. Widać w Polsce serwis, cena i przyroda lepsze niż w Rajchu. I tolerancja, czyli kaszubskie multi-kulti. Przyroda tu czysta i nie dlatego, że dyrektywy Uje, tylko Kaszuby zrozumieli, że letnicy nie chcą wypoczywać na śmietnisku. A co tu było za komuny? GS ze ścianą obszczaną przez pracowników PGR.
Tak, możemy być dumni. A to wszystko mimo rządu, ministrów i regulacji. Kaszubi pewnie jak mogą, to kombinują, żeby fiskusowi pieniędzy nie płacić. I nie ma się czemu dziwić. Państwo to taka przedziwna instytucja, która najpierw zabiera, potem marnuje, a na koniec rozdaje komu popadnie. Ile państwo marnuje z naszych podatków? 20 %, 30 %, 40%? Czy ktoś to policzy? A nawet to, co w końcu na coś wydaje, to też nie wiadomo jaki z tego pożytek dla Kaszuba z Stężycy? Na przykład Pani Minister Nowacka intensywnie teraz się szykuje, żeby deprawować dzieci. Czyje? No właśnie można by pomyśleć, że swoje, albo swoje wnuki. Ale nie! Ona chce deprawować kaszubskie dzieci! No jak już chce i ma pieniądze, no to niech robi … Ale ona to robi za kaszubskie pieniądze! I gdzie tu logika? "No i panie, kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy. To są nasze pieniądze proszę pana. Społeczeństwo".
Kaszubi to jak wiadomo górale, którzy nie wyjechali do Hameryki. Ludzi tu żyją w jednej wiosce od pokoleń i nikt szczęścia po świecie nie szuka. Silne rodziny, przywiązanie do miejscowych tradycji (w tym do Kościoła katolickiego) i nawet własny język mają, lokalny patriotyzm – to procentuje w planie materialnym, bo kapitalizm lubi trwałość, uczciwość i solidność. Mój dziadek mówił, że przed wojną tu żadnych komunistów nie było, a w 1945 przyjechała jakaś biedota z Polski centralnej oraz wschodniej i jak zaczęła rządzić to dziadek wrócił do domu i babci powiedział: One są takie głupie, leniwe i flejtuchy, że ten cały ich komunizm to za rok, za dwa, to się sam rozwali. Tu się pomylił i przyszło mu w tym bałaganie umrzeć. Ale jeśli Kaszubom urzędnicy i politycy nie dadzą rady zaszkodzić, to Kaszubi jeszcze swojego ostatniego słowa nie powiedzieli. Więc możemy być dumni i z siebie, i z Kaszubów, żeśmy naszą Ojczyznę z tej komunistycznej mizerii podnieśli. Wypełniliśmy hasło Edwarda Gierka: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)