Dr. Moreau puka do drzwi
„Wielka Brytania jest pierwszym krajem w świecie, który wprowadził prawo pozwalające na wytworzenie dziecka z materiału genetycznego trojga rodziców. Blisko trzy czwarte deputowanych poparło w głosowaniu nowatorską technikę, mającą za cel eliminację pewnych chorób genetycznych przekazywanych dziecku przez matkę.” – a stało się to w ostatnią środę (04.02.2015). Kolejny krok postępu, aby żyło się nam lepiej i weselej.
W 1996 wyszedł na ekrany nie najwyższych lotów film z Marlonem Brando i Val Kilmerem: „Wyspa doktora Moreau”, według powieści George Wells. Rozbitek trafia na wyspę, którą zamieszkują przerażające hybrydy ludzi i zwierząt będące wynikiem eksperymentów genetycznych dr. Moreau. Warto przypomnieć sobie również 4 film z serii „Obcy”: „Przebudzenie” – zresztą najsłabszy z całej serii. Armia chce wskrzesić Obcego, który zginął w piecu hutniczym razem z Riplay (SigourneyWeaver), która nosiła go swoim łonie (Obcy 3). Lekarze więc klonują Riplay z jej krwi, by znowu wydobyć z niej zarodek Obcego (tutaj jakaś głupota logiczno-naukowa, ale mniejsza o to). Nie udaje się im stworzyć Riplay za pierwszym razem, więc kilka ludzi-potworów, którzy powstali po drodze, podtrzymują przy życiu w specjalnych gablotach.
Oczywiście intencje brytyjskich (i nie tylko) naukowców, jak też parlamentarzystów są jak najlepsze. Pomóc rodzicom mieć zdrowe dzieci. Co prawda „chcąc wytworzyć wolny od chorób embrion, muszą zniszczyć dwa zdrowe. Technika taka nie jest terapią, nie leczy nikogo i niczego, a raczej ma na celu usunięcie każdego, kto został dotknięty pewnymi wadami genetycznymi. Niszczenie tych, którzy mają jakieś szczególne choroby, i przedstawianie tego jako lekarstwa lub postępu jest totalnie obłudne i całkowicie nieetyczne” – powiedział bp Keenan. Można się tym wszystkim specjalnie nie przejmować, ale ja na wszelki przypadek przypomnę, że każdy z nas był kiedyś embrionem.
Zamienienia fragmentów DNA ludzkiego zarodka fragmentami DNA drugiego zarodka czy człowieka otwiera szerokie perspektywy na przyszłość. Np. małżeństwo uwielbia muzykę Elton Johna i chcieliby, aby ich syn był jakoś podobny do ich bożyszcza – nic trudnego: za większą sumę kupują DNA tegoż artysty w specjalnym banku i słono płacą laboratorium za wykonanie niezbędnych manipulacji. Oczywiście w laboratorium nie jeden ludzki zarodek zostanie „zmarnowany”. Nie każdy zarodek już po wszczepieniu dobrze się będzie rozwijał, ale w tym wypadku zawsze można dokonać aborcji i próbować jeszcze raz do skutku. Sam Elton John, zadeklarowany gay, sprawił sobie dwa dzidziusie razem ze swoim partnerem - zarodek umieszczony był w macicy matki zastępczej z Ameryki Południowej. Teraz mógłby z czasem zamówić dziecko, które miało by nie tylko jego DNA, ale także jego partnera i w ten sposób to byłoby rzeczywiście dziecka ich obojga. Elton John jest człowiekiem dosyć bogatym, więc mógłby też finansować laboratorium jakiegoś Dr. Moreau, który spełniał by zachcianki jego samego i podobnych jemu potworów.
Ciekawe, czy uda się wyhodować człowieka poza organizmem kobiety? Wielkie firmy medyczne, mogłyby wtedy hodować ludzkie hybrydy, czy też po prostu ludzi-dawców organów. Czyż policji nie przydałby się pies z mózgiem człowieka, albo człowiek z wzrokiem sokoła? Ponieważ już teraz powszechne jest zamienienia fragmentów DNA między różnymi gatunkami zwierząt i roślin, więc otwarcie furtki, która pozwala na manipulację genetyczne z zarodkiem człowieka, doprowadzi prędzej czy później do wszczepiania w DNA człowieka fragmentów DNA innych gatunków.
Jakie przekonania są podstawą tego typu wynalazków? Po pierwsze przekonanie, że szczęście człowieka jest wartością najwyższą, wyższą niż życie i prawa drugiego człowieka. Wygrywa silniejszy, bogatszy itp. Dorosły człowiek jest niewątpliwie silniejszy od zarodka i jego prawo na szczęście, np. na posiadanie zdrowego przez siebie urodzonego dziecka, stoi wyżej nad jakimkolwiek prawami innych, w tym tegoż tak chcianego dziecka. Rodzice chcą Mozarta? No to dostaną Mozarta? Bacha? Proszę bardzo tu trochę DNA odejmiemy, tam dodamy i Bach gotowy. Pedofil też ma prawo na szczęście. Wrogiem dzieci nie jest – to im da czekoladkę, to klocki lego, to 100 zł, ale najpierw dziecko musi go uszczęśliwić. Przy takim myśleniu drugi człowiek jest przedmiotem, który mam prawo wykorzystywać do osiągnięcia osobistego szczęścia.
Druga przesłanka, to przekonanie, że jeśli mamy jakieś narzędzie, to mamy też prawo je używać według swoich potrzeb. Mam młotek i denerwuje mnie koleżanka z pracy, więc idę i walę ja tym młotkiem po głowie. Młotek istnieje, więc mam prawo na używanie go. To co samo dotyczy mniejszego młotka do kombinowania przy DNA.
Głębiej u podstaw takiego myślenia leży pokusa z raju: „gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło». Będziecie znali co jest dobre, co złe tak jak Bóg, czyli będziecie sami ustanawiali granicę między dobrem, a złem. Tu trochę na lewo przesuniemy, tu do tyłu, tu do przodu tak jak nam jest wygodnie. Pan Bóg dał nam przykazania i Kościół, aby ten nam je ciągle wyjaśniał. Oczywiście może się i indywidualnie, i zbiorowo wypiąć na to wszystko i powiedzieć: Wiem lepiej. Po grzechu pierwszych rodziców w raju, pierwszych grzechem było to, że Kain zabił Abla. Stawianie się na miejscu Pana Boga zawsze prowadzi do zabijania i autodestrukcji.
Dzieci oczywiście żal. Jakie rozwiązanie? Kałasznikow, granat. A może same dzieci, gdy dorosną zrobią to tak, jak w Obcym 4 zrobiła Sigourney Weaver: rozwalą doktorów, rodziców, gabloty, mikroskopy i laboratorium. Albo wszystkich ich pozżera Obcy, którego przypadkowo wyprodukują, lub zwierzęto-ludzie dr. Moreau.



Komentarze
Pokaż komentarze (24)