Wszyscy komentatorzy zjazdu, rozejdźcie się!
Występy członków komitetu centralnego w Łazienkach wywołały mnóstwo komentarzy. Powtarzały się nader ostre opinie. „Wyłożenie kart”, „wypowiedzenie wojny”, „agresja”, „chamstwo”, „wygibasy”, itp., itd. (Z dość zgodnego chóru wyłamał się bodajże tylko Krzysztof Kłopotowski, podając oryginalne uzasadnienie). Pozostali w mniejszym lub większym stopniu najprawdopodobniej ulegli emocjom. Nie w tym rzecz, że podekscytowanie mogło zaburzać ich oceny, bo wiadomo, że są one niesłuszne a priori. Pokazało jedynie, jak bardzo są oni oderwani od rzeczywistości .
Najwyraźniej, zarzucając nieraz uczestnikom zebrania krótką pamięć, sami zapomnieli o podstawowych hasłach. Bo trudno uwierzyć, żeby ich nie znali. Powtórzmy zatem:
„WOJNA TO POKÓJ
WOLNOŚĆ TO NIEWOLA
IGNORANCJA TO SIŁA”
Jest więc oczywiste, że większość pytań i oskarżeń wynika głównie z niedostatecznej znajomości nowomowy, którą przecież „skonstruowano nie po to, żeby zwiększyć, a wręcz przeciwnie, żeby zawęzić zakres myślenia”. I równie oczywiste, że niedzielne plenum nie przyniosło sensacji. Prelegenci przeważnie referowali sprawy od dawna znane, np. że TVN i druga stacja prywatna są OBIEKTYWNE. Żadnych nowin.
Zastanawiające, dlaczego tak wielu zabrnęło tak daleko w niewłaściwej interpretacji obrad w Łazienkach. Być może niektórzy z komentatorów, nawet obznajomieni z nowomową, świadomie zastosowali argumenty racjonalne, objęte terminem staromyślenie, chcąc w ten sposób wyłącznie zamanifestować swoją postawę. Próżny trud. „Niektóre słowa nowomowy, między innymi właśnie staromyślak, miały służyć nie tyle przekazywaniu znaczeń, ile ich niszczeniu”. Kiedy to nastąpiło, wyraz przestał się pojawiać w kolejnych wydaniach Słownika nowomowy. Późniejsze słowo „oszołom” zostało dość szybko wycofane. Dziś, o ile mi wiadomo, winnych myślozbrodni określa się jako „chorych”. (Świadczy to zresztą prawidłowym rozwoju nowomowy, bo wbrew porzekadłu myślenie boli. Niektórych nawet bardzo. A terapia zapobiegawcza jest lekka i ogólnie dostępna).
Inni być może zatrzymali się na 11 tomie Słownika nowomowy, nie uwzględniając nie tylko jej ewolucji (patrz wyżej), ale i faktu, że Orwell skupił się na języku. Nie dość, że dzięki różnym zabiegom „udało się doprowadzić do nieprawdopodobnej redukcji słownictwa”, to przecież dziś dominuje przekaz wizualny. Trzeba więc w analizach uwzględniać nowe pojęcia – machanie rękami (argument), krok w tył od mikrofonu (głęboka refleksja), itp.
„Niektóre słowa, zawarte w zbiorze B* przekazywały bardzo subtelne odcienie znaczeniowe, zupełnie niezrozumiałe dla kogoś, kto nie posiadł sztuki operowania nowomową”. Toteż nie da się zasłaniać niewiedzą, wykpiwając różne lapsusy. Zwłaszcza, że skróty to jedna z najbardziej charakterystycznych cech nowomowy.**
I tak należy traktować np. sformułowanie „Władysław Komorowski”. Dla wtajemniczonych to na pewno znacząca i nieprzypadkowa zbitka.
Za częściowe usprawiedliwienie nieporozumień można przyjąć znaczny stopień komplikacji u źródła. Wydaje się bowiem, że część mówców (być może dla zmyłki lub z powodu wieku) stosowała mieszankę, zawierającą elementy staromowy. No i to rzeczywiście mogło zdezorientować nawet bardzo dociekliwych badaczy.
Docieramy w ten sposób do przypadku, którego, przyznam, w żadnym układzie nie umiem zrozumieć. Dlaczego nikt z wyszczególnionych wcześniej grup komentatorów nie zwrócił uwagi na jedną z najważniejszych wypowiedzi? „Póki sił, do ostatniego tchu będę głosił potrzebę powołania Komorowskiego, aby Polska nie zeszła w opinii świata na miejsce między Grecją a Bułgarią i Rumunią pod względem stabilizacji, zaufania, szacunku, możliwości” – zapewnił Władysław Bartoszewski.
Czyżby uznano to za mało znaczącą freudowską pomyłkę? Jakże tak? Przyjąć, że autorytet miota słowa bez znaczenia, i to odwołując się do OPINII ŚWIATA? Przecież nie ma nic ważniejszego pod słońcem. Jeśli potraktujemy to zdanie z należytą powagą, bez trudu dostrzeżemy w nim nie tylko odpowiedź na nierozważnie zadawane pytania. To jasna deklaracja – MY powołamy, i tylko wtedy jest WOLNOŚĆ, i o to właśnie będzie toczyć się POKÓJ. Aż do bezdyskusyjnego zaspokojenia NASZYCH potrzeb. Ale to nie wszystko. To również program gospodarczy – szukajmy oszczędności. Wybory są nie tylko zbędne, ale i kosztowne. WAS na to nie stać. Podobnie obsadzimy wszystkie instytucje państwowe – IGNORANTÓW zebrało się aż nadto.I odpieprzcie się od wesołego, bezpartyjnego staruszka, dobrze?
„Właśnie o to chodziło: chciano uniezależnić mowę – a zwłaszcza mówienie na tematy nieobojętne politycznie – od świadomości. O ile bowiem w rozmowie o sprawach codziennych człowiek czasami musi się zastanowić przed wypowiedzeniem jakiejś kwestii, o tyle członek Partii powołany do wygłoszenia oceny natury politycznej lub etycznej powinien umieć wyrzucić z siebie właściwe opinie równie automatycznie, jak karabin maszynowy wystrzeliwuje kule”.
*„Na zbiór B składały się wyrazy utworzone specjalnie do celów politycznych, czyli takie, które nie tylko były nośnikami politycznych treści, lecz miały również wywierać odpowiedni wpływ na umysłowość ich użytkownika”.
**Dla przypomnienia: „...Ministerstwo Prawdy, któremu podlegała prasa, rozrywka, oświata i sztuka, Ministerstwo Pokoju, które zajmowało się prowadzeniem wojny, Ministerstwo Miłości, które pilnowało ładu i porządku, wreszcie Ministerstwo Obfitości, sprawujące pieczę nad gospodarką. Ich nazwy, w nowomowie, brzmiały następująco: Miniprawd, Minipax, Minimiło i Miniobfi”.
Wszystkie cytaty z Roku 1984 w tł. Tomasza Mirkowicza.
72
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (13)