bren bren
388
BLOG

Palec pod budkę, bo...

bren bren Polityka Obserwuj notkę 16

Notka Krzysztofa Kłopotowskiego (zakończenie Kodu kulturowego), zamieszczona 30 marca, nie wywołała poważniejszej reakcji. Być może wynika to z problemów, jakie nastręcza interpretacja tego artykułu. Ja przynajmniej takie problemy mam, i poniekąd dlatego do niego wracam.
Nie zaskakuje mnie oczywiście szeroki odzew na teksty KK, np. oceniające dokonania poszczególnych artystów, bo o tym można dyskutować w nieskończoność. Ale przecież tym razem poruszone zostały sprawy ważne dla każdej jednostki, a zarazem dla narodu, państwa. A właściwie całej ludzkości. Nawet ktoś nie przejmujący się losem większych organizmów społecznych, nie powinien ignorować praktycznych porad, dotyczących „sposobów osiągania sukcesu w świecie z pozycji słabszego”.
Kwestię „Jak każdy z nas może zjudaizować się, czyli zmodernizować z wielkim pożytkiem dla siebie i Polski?” uznałem za niezwykle istotną i aktualną (co Autor podkreśla: „bez tej umiejętności Polacy nie ostoją się jako względnie suwerenny naród między Rosją a Europą pod kierunkiem Niemiec”).
Rzadko się zdarza, by sytuacja ogólna (kryzys, choć Autor o nim nie wspomina) była tak zgodna z indywidualnymi dążeniami. Jestem dość młody, nie będę twierdził, że piękny, ale raczej niebrzydki, toteż proste wskazówki, jak osiągnąć bogactwo i szczęście należą do wąskiego kręgu spraw, których mógłbym od życia oczekiwać. Jako osoba otwarta, a zarazem „religijnie już po części zjudaizowana” rzuciłem się na „Kilka złotych myśli” z dziką determinacją. Bez uprzedzeń, a tym bardziej „zajadłej niechęci” (nie wiedziałbym nawet, do kogo).
Niestety, znalazłem się w sytuacji porównywalnej do przeciwników Mike’a Tysona za jego najlepszych czasów. Mój entuzjazm otrzymał od razu cios równie potężny. Nie miałem zamiaru podawać się tak łatwo, jak obaleni w 1 rundzie rywale Bestii, kontynuowałem więc zmagania z tekstem, którego stopień komplikacji – wbrew zapowiedziom – znacznie przerósł moje oczekiwania. Dla ułatwienia podzieliłem go na kilka planów. Nie usunęło to jednak sprzeczności, pojawiających się niemal w każdym zdaniu. Nie liczę na to, że KK zechce opublikować dodatkowe wyjaśnienia, ale może ktoś inny, bardziej lotny ode mnie zdoła rozwikłać choć część wątpliwości.

Poziom indywidualny
Podstawowe zalecenia wyglądają na mało odkrywcze, da się je bowiem sprowadzić do hasła: – Pójdźcie dzieci, ja was uczyć każę. Ponieważ takie wezwanie nigdy nie traci wartości, trudno się z nim nie zgodzić. „Musimy się umysłowo wzmocnić”. Nie tylko nie mam nic przeciwko itd., ale m.in. dlatego zagłębiam się w tekst, który ma mnie przeprowadzić „do cywilizacji”. No i natychmiast mamy problem. Piszę „mamy”, bo nie sprowadza się on do mojej ociężałości umysłowej.
„Poniżej podaję mój tekst na podstawie książki żydowskiego autora, który dzieli się ze światem siedmioma sekretami sukcesu i zachęca do naśladownictwa” – zaczyna KK, a kończy: „Uczmy się od najlepszych!”. Zakładam, że należy do nich autor streszczanej przez KK książki. A ja jeszcze przed umysłowym wzmocnieniem (i przyjmując moją ociężałość za pewnik) bez najmniejszego trudu i sięgania do źródeł wyłapuję u niego rażące braki wiedzy w zakresie podstawowym. Nie wątpię, że KK (również nie będąc z zawodu historykiem czy religioznawcą) także z łatwością wykrył te błędy. Zaczynam więc podejrzewać, że streścił Żydowskie zjawisko. Siedem kluczy do trwałego bogactwa pewnego ludu, przytaczając bez komentarza ewidentne bzdury, aby poddać sprawdzianowi moją wiedzę. Potwierdza ten domysł pozostawienie (dodanie?) błędów ortograficznych (Hasydzi). Nie był to zatem test zbyt wymagający.

Dzieło Stevena Silbigera nie odbiega poziomem od wielu innych poradników. Mnie przypomniało fragment ostatniej, nieukończonej powieści Szolema Alejchema Motel, syn kantora (1916). „Gdy mój brat Eliasz przeczytał, że na świecie istnieje taka książka, natychmiast wysłał pocztą rubla (ostatniego) i oznajmił matce, aby się więcej nie martwiła”. Eliasz, reagując na anons w gazecie, wykazał cechy zgodne z niektórymi sekretami, zdradzanymi przez Silbigera (5. Wybiórcza hojność, roztropna oszczędność, 6. Kreatywność, 7. Ambicja). Ogłoszenie brzmiało: „Sto rubli za jednego rubla! Każdy, kto zapozna się z treścią naszej książki, która kosztuje wszystkiego jeden rubel wraz z portem, może zarobić w ciągu miesiąca sto rubli albo więcej. Śpieszcie się, śpieszcie! Zatrzymujcie się, kupujcie – bo się spóźnicie!”. Mimo wykorzystania zaleceń książki i podejmowania wielu wysiłków (także z zastosowaniem kolejnego sekretu: 4. Zuchwalstwo) sukcesu nie udało się osiągnąć i w 2. części powieści rodzina Eliasza wyjechała do Ameryki.
 
Najwyraźniej recepta na „modernizację” nie jest tak prosta, i nie bez powodu autor wspiera hasła ogólne licznymi przykładami „z życia”. Odwołam się do jednego. Podczas uroczystości bar i bat/mitzva młody człowiek znajduje się w centrum uwagi rodziny i przyjaciół domu. Wspomina Sherrry Ellowitz Silver: wtedy „przekonałam się, że potrafię śpiewać i występować przed grupą. Dostałam wiele pochwał i później skończyłam studia aktorskie. Przy okazji mojej bat mitzva po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że mogę być artystką dramatyczną, że mam talent.” Jej kariera nie była wielka, ale została dyrektorką szkoły religijnej przy Temple Izrael w Hollywood.
Co prawda nie podczas bar micwy, ale jako młody człowiek bywałem w centrum uwagi. Po przełożeniu tych uroczych wspomnień na język prostego komunikatu, przykład zainteresował mnie także z innych powodów. Osoba zbliżona do mnie urodą i pozbawiona talentu (w przeciwnym razie „kariera byłaby wielka”, bo do zarobienia na jej urodzie i talencie chętnych z branży np. filmowej by nie zabrakło; patrz: pogoń za bogactwem) załapała się na niezłą fuchę, średnio związaną z jej osobistym przekonaniem o możliwościach bycia artystką. Historia przytoczona jest w sekrecie 4. Zuchwalstwo (hucpa), ale nawet w najmocniejszym wydaniu ta cecha nie zapewniałaby końcowego sukcesu. Do zdobycia ciepłej posadki przydała się chyba także wymieniona w sekrecie 2. Solidarność. „Samopomoc grupowa jest drugim kluczem do sukcesu”.
Niestety, Autor streszczenia ani w tym, ani w innych punktach nie podjął trudu przybliżenia wielu pojęć do otaczającej nas rzeczywistości. Pozostały niejasne, a po części się wykluczają. Chcąc osiągnąć jakąś korzyść, musiałem samodzielnie nadać im sens praktyczny. Przeszedłem pomyślnie test z wykształcenia (a nadal jestem gotów podnosić kwalifikacje) i najprawdopodobniej nie ustępuję urodą p. S.E. Silver. Spełniam większość warunków, wymienionych w „złotych myślach” – „Nowoczesność polega na tym, że każdy człowiek staje się wielkomiejski (jestem od urodzenia), ruchliwy (owszem), wykształcony (wysoko, albo wyżej), wygadany (aż zanadto), intelektualnie złożony (nie jestem pewny, co to znaczy, ale raczej niezbyt prosty), fizycznie wybredny (też nie jestem pewny znaczenia, ale zaryzykuję, że tak) i zawodowo elastyczny (nawet bardzo)”. Zastanawiam się, czy mógłbym liczyć na trochę solidarności ze strony ministra kultury lub innego urzędnika wysokiej rangi i otrzymać przyjemną, dobrze płatną posadę, niekoniecznie związaną bezpośrednio z talentami, jakimi we własnym mniemaniu dysponuję? W żadnym razie. Wcale nie z powodu podejrzewania decydentów o niskie pobudki, solidarność z innymi, bliższymi im (choć gorzej ode mnie wykształconymi itd.) osobnikami, itp.
„Żydzi z reguły popierają mniejszości. (...) Chętnie tworzą koalicje obrony praw człowieka, mając na oku własne bezpieczeństwo. Wolność religijna, prawa dla gejów, rozdział kościoła i państwa, czy swoboda imigracji wytwarzają wielokulturowe środowisko społeczne, gdzie mniejszość żydowska mniej się wyróżnia, choć dalej zachowuje nadzwyczajną spoistość”.
Nie należę do żadnej mniejszości, a zmodernizować się mogę (chcę) tylko do pewnych granic. Preferencji seksualnych nie jestem w stanie zmienić nawet za cenę sukcesu tak niewyobrażalnego, jak zostanie 2. asystentem 3. doradcy p. Silbigera. Przyjmuję, że ktoś mogący mi zapewnić objęcie dyrektorskiego stanowiska jest już mocno zmodernizowany. Z jakiego zatem powodu mógłby być solidarny z kimś takim jak ja? Ryzykowałby cofnięcie, a być może zupełne przekreślenie własnego zmodernizowania. Bo zapomniałem dodać, że jestem Polakiem, i zakładam, że owi decydenci też są tej narodowości; należymy zatem do jednej grupy. Ale ta grupa nie jest nowoczesna, nie uniknęliby zatem oskarżenia o rasizm.
Chociaż to słowo w streszczeniu nie pada. Dociekanie – dlaczego – pozostawmy na inną okazję.

W planie indywidualnym (moim) zapoznanie się z Kluczami do trwałego bogactwa… nie przynosi większego pożytku. Pomijając włączenie się w piramidkę, jaką – nie tylko na tym poziomie – serwuje książka Silbigera. Ów specjalista od marketingu ją sprzedał – to jego sukces; KK sprzedał jej streszczenie; ja mógłbym się wykazać kreatywnością oraz zuchwalstwem i sprzedać streszczenie streszczenia komuś jeszcze. Itd. Niezbyt mnie satysfakcjonuje to rozwiązanie.
Ale wciąż nie umiem uwierzyć, że z takiego powodu KK, z reguły podejmujący ważkie tematy, postanowił zaoferować coś w tym rodzaju: „To jest naprawdę zupełnie odmienny od wszystkich „łańcuszek”. Nic cię nie kosztuje, a możesz tylko zyskać! Po prostu wyślij go do 9 znajomych. Uśpij swoją żonę (możesz użyć klasycznych środków anestezjologicznych), włóż ją do dużego kartonu (nie zapomnij o wykonaniu otworów wentylacyjnych) i prześlij ją pocztą do osoby znajdującej się na pierwszym miejscu listy. Wkrótce, gdy twoje nazwisko znajdzie się na pierwszym miejscu listy otrzymasz pocztą 823 542 kobiet. Statystycznie wśród tych kobiet znajdziesz przynajmniej: 0,5 Miss Świata; 2,5 modelki; 463 dzikie nimfomanki; 3234 ładne nimfomanki; 20 198 kobiet mających wielokrotny orgazm; 40 198 kobiet biseksualnych...” Itd.

Ale może to nie ja (grupa podobnych do mnie osobników) miałem być adresatem tego tekstu? Może to przesłanie skierowane jest wyłącznie do niekreatywnych półanalfabetów, świeżo przybyłych do wielkiego miasta, nieruchliwych, intelektualnie prostych jak cep, fizycznie niewybrednych? Czyli – parafrazując komentarz Franka Drebina (nie blogera) – do rządu? Niewykluczone. Wszak na początku tekstu pojawia się geopolityczne tło.
Drugim – państwowym  – poziomem odczytania tekstu zajmiemy się w następnym odcinku.

 

bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka