(Dokończenie rozważań, do których pretekstem był artykuł Krzysztofa Kłopotowskiego Kod kulturowy: O pożytkach judaizacji).
Uwaga: jeżeli ktoś nie zapoznał się z tekstem KK, poradzi sobie z moimi notkami na ten temat.
Udzielanie porad narodowi to zajęcie ryzykowne. Rozczarowania walczących o rząd dusz wieszczów odkładamy na bok, ale kłopot pozostaje. Ustalenie (wreszcie!) adresata prostych wskazówek, zapewniających osiągnięcie sukcesu wcale nie przybliżyło ich praktycznego zastosowania. Trudność wynika m.in. z ułatwień, jakie – dla swojej wygody – zastosował Steven Silbiger, a streszczający jego wywody KK ich nie skorygował.
Jak już wspomniałem, Silbiger posługuje się niemal wyłącznie przykładami zaczerpniętymi z USA. Nie chodzi o to, że w jednym z bogatszych krajów świata jakby łatwiej o sukces, na co już przed wiekiem wpadli bohaterowie przywołanej poprzednio powieści Motel, syn kantora. (W ogóle będzie dziś sporo takich „nie”, żeby wyeliminować najbardziej narzucające się skojarzenia). Ani o wypominanie, że jednym z elementów, na których zbudowano to bogactwo, było najstraszliwsze i chyba największe w dziejach ludobójstwo, ani o inne takie, zbędne, kwestie.
Choć należałoby wziąć pod uwagę, że jest to państwo pod wieloma względami wyjątkowe, nie oczekuję od Silbigera kontynuacji rozważań Alexisa de Tocqueville’a. Ani próby zmierzenia się (na własny użytek) ze zdefiniowaniem „narodu amerykańskiego”. Poruszając kilka mniej skomplikowanych spraw, Silbiger prezentuje poziom wiedzy, który pozwala przypuszczać, że Europa to dla niego gdzieś daleko, aż za Wyoming chyba. Lepiej więc, że niektóre kwestie omija.
Jednak pojęciem „państwa” posługuje się nieustannie (bezpośrednio i pośrednio), i przed tym uciec się nie da. Gdyby użyć porównania organicznego (a nie przypuszczam, by streszczający sekrety KK miał coś przeciwko pozytywistycznym odniesieniom), „modernizujący się” wedle jego Kluczy to coś w rodzaju jemioły. Dla jej istnienia niezbędne jest drzewo (państwo), do którego powstania i rozwoju się nie przyczyniła. Niektóre jej cechy (klucze) współgrają z bytem drzewa (choćby wiedza), inne – niekoniecznie (zawieranie umów, z kim wygodnie, a więc np. z innym, wrogim drzewem). Ogólnie rzecz biorąc, drzewo wymaga kilku zupełnie innych kluczy.
„Skąd się bierze potęga Żydów? W Ameryce stanowią tylko dwa procent mieszkańców ale 20 procent profesorów najlepszych uniwersytetów...”. Nie wiem, z jakiego kapelusza czerpie dane Silbiger (może w książce podane są źródła, w streszczeniu – przydałaby się przynajmniej data). Nie kwestionuję ich wiarygodności, ale nie mamy ich z czym zestawić. Spis powszechny trwa, i dopiero po nim dowiemy się, czy Polacy w Polsce stanowią 2% mieszkańców czy mniej, i jak w związku z tym skorygowany zostanie procent profesorski.
„Po wyższych studiach zarabia się w Ameryce dwa razy więcej niż po szkole średniej. (...) Gdy więc po II wojnie światowej Kongres uchwalił ustawę „GI Bill” ułatwiającą żołnierzom wstęp do koledżu, żydowscy weterani korzystali z niej dwa razy częściej od reszty, choć wszystkie grupy etniczne miały równe prawa”.
Przywołałem te cytaty nie po to, by po raz kolejny odkrywać Amerykę, że lepiej jest żyć w państwie potężnym, stabilnym i nagradzającym wykształcenie niż tam, gdzie od 3 wieków (z krótką przerwą) preferowano dobór negatywny. Zawiera się w nich odwołanie do historii, a tutaj na weteranów czekały trochę inne zaproszenia. Choć niektórym mimo to udało się zacząć studiować – że odwołam się do symbolicznego przykładu Jana Rodowicza. Jaki procent wśród tych, którzy przerwali studia i życie Anody stanowili przedstawiciele wzorcowej grupy etnicznej – pomijam. Wszak i im – w państwie związkowym, lecz nie podzielonym na stany – bywało różnie, niezależnie od gotowości do zawierania, a nawet kształtowania nowych umów społecznych. „Innymi słowy” stosowanie Kluczy nierzadko zmierzało tu w kierunku niepożądanym przez użytkownika.
Żeby nie popadać w skrajności, przypominam, że nie domagam się od Silbigera zagłębiania się w skomplikowaną, bolesną i niepojętą dla niego historię. Zdaję sobie również sprawę, że i autor streszczenia jest jedną nogą za oceanem. Przekazując sekrety Silbigera tam, gdzie pozostawił drugą nogę, mógłby je trochę dostosować do rzeczywistości. Pozostawanie w rozkroku uznał jednak za pozycję niewygodną, czemu trudno się dziwić. Ale i bez tego porady Silbigera nabrałyby realności, gdyby autor nie unikał przykładu Izraela, narzucającego się w tym kontekście w sposób oczywisty. I znów trudno się dziwić, że nawet się do niego nie zbliża. Nie wszystko wyglądałoby tak różowo, i mogłoby się okazać, iż wszystkie Klucze stanowią materiał niewystarczający do stwierdzenia „nikomu nie udało się lepiej zostać Żydami, niżeli samym Żydom”. I nie w pełni z nim zgodny.
Wróćmy do „złotych myśli”. [Nowoczesność] „Polega na uczeniu się, jak kultywować ludzi i symbole zamiast pól i stad hodowlanych. (...) Polega na przekształceniu chłopów i książąt w handlarzy i księży {?? – b.), zamianie odziedziczonego przywileju przez nabyty prestiż i demontażu układów społecznych w celu dobra jednostek, komórek rodzinnych i czytających książki plemion i narodów. Nowoczesność, innymi słowy polega na tym, że wszyscy stają się Żydami”.
Nowoczesność jawi się więc jako dość prymitywnie sklecona forma religii pierwotnej. Nie uwierzę, że ktoś taki, jak KK chce na serio występować jako jej prorok. Takiego zestawu bzdur (i z logicznego, i z „życiowego” punktu widzenia) obronić nie sposób. Jako „porady praktyczne”, nawet po wyłączeniu mózgu i odrzuceniu w ciemno wszelkich oporów – zestaw jest też mało użyteczny. Większości pojęć, jakie stosuje KK (symbole, naród, rodzina, a także solidarność etniczna, czy potęga Żydów) TUTAJ nie wolno używać, a o niektórych nawet myśleć nie wolno. Tego również KK na pewno jest świadom. Pozostając w zgodzie z rozumem, nie może odwoływać się do „narodu” – nie wskazując zarazem, na czym pozbawiony wsparcia państwa (rządu) miałby opierać tożsamość, wyzbywszy się „kilku anachronicznych nawyków”.
Ze splotu sprzeczności, w które sam zabrnął – racjonalnego wyjścia nie ma. Albo może być jedno.
Żeby zlikwidować fałsz w początkowych zapewnieniach KK, trzeba potraktować je nie jako apel, ale stwierdzenie faktu. „Uważam, że bez tej umiejętności Polacy nie ostoją się jako względnie suwerenny naród...”. Nieważne, czy mylący czas przyszły pojawił się tu jako świadomy kamuflaż. Państwa – skoro go w swych wskazówkach nie uwzględniał – nie ma. Naród, kierując się tymi poradami, i tak nie ostałby się ani jako względnie suwerenny, ani jako całkiem niesuwerenny. Nieliczni jeszcze niezorientowani mają to przyjąć do wiadomości i jak najszybciej zastosować się do lakonicznego zalecenia mistrza ciętej riposty. (Gdyby jeszcze ktoś pozostał na miejscu, kolejne reformy Ministerstwa Edukacji skutecznie uniemożliwią mu jakąkolwiek modernizację).
Wbrew pozorom, KK nie jest pierwszym, który głosi takie teorie. I wielu z takich ofert skorzystało. Co więcej, na początku maja najprawdopodobniej kolejny milion całkiem solidnie zmodernizowanych, a jakże (informatyków itd.), wyjeżdżając do Niemiec („żeby żyć w nowoczesności na lepszych warunkach”), potwierdzi, że i praktyczne porady są mocno spóźnione.
Zamiast nich, zastanawiając się nad przyszłością tego skrawka ziemi, wystarczyło zadać pytanie – kto zgasi światło.
466
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (16)