256 obserwujących
1603 notki
2140k odsłon
  296   0

Bohaterka akustyczna

Na mrozie stało jakieś dziecko z transparentem "Stop globalnemu ociepleniu".
- Kto to? - babcia Łukaszka wyjrzała oknem. - Stoi tak już dobrą godzinę pod naszym blokiem.
Podszedł dziadek Łukaszka.
- Ja ją kojarzę... Mieszka tu gdzieś na naszym osiedlu. Zadzwoń do Łukasza, powinien niedługo wracać z zakupów, to mógłby ją odprowadzić do domu. Też pomysł! Wysyłać dzieci na dwór w taki mróz!
Na te słowa weszła mama Łukaszka z gorącym apelem, aby oboje seniorzy odczepili się od Orzego-Jewsiaka. Dziadek sięgnął po telefon, a babcia po ostre słownictwo. Kiedy już wyjaśnili jej o chodzi, mama Łukaszka wyjrzała przez okno i oznajmiła, że ona tę dziewczynkę zna.
- ...może sobie stać - mama Łukaszka wyjrzała jeszcze raz i nagle zmieniła zdanie. Musi iść ratować dziewczynkę,
- Przed zimnem? - spytał domyślnie dziadek Łukaszka.
- Nie! Przed Łukaszem! On do niej idzie!
I mama runęła do korytarza aby się ubrać. I jak na złość szalik się splątał... I buty jakoś się poplątały, prawy na lewą nogę... I tak dalej... I na windę trzeba było czekać... I zanim dobiegła do tej dziewczynki już przy niej stał Łukaszek.
Dziewczynka jednak broniła się twardo przed jakimikolwiek argumentami odnośnie stania na mrozie i w kółko powtarzała, że nie będzie rozmawiać z nieznajomymi.
- To jak chcesz przekonać kogoś do swoich poglądów? - zdążył jeszcze spytać Łukaszek i mama wpadła pomiędzy nich.
- Dziecko drogie! - zakrzyknęła radośnie mama Łukaszka. - Takie zimno a ty tutaj! Ciebie trzeba koniecznie odprowadzić do domu! Słuchaj dziewczyno...
- Nie zapytała mnie pani o zaimki - przerwała jej zimno dziewczynka.
- E... No właśnie...
- Jak cię adresować osobo z macicą? - zapytał Łukaszek.
- Skąd wiesz, że mam macicę? - replikowała dziewczynka.
- Jak cię adresować osobo bez macicy? - spróbowała mama.
Dziewczynka westchnęła głęboko i powiedziała:
- She, her.
- No i bardzo dobrze - zatarła ręce mama Łukaszka. - Chodź, odprowadzimy cię do domu.
- Nie chodzę z nieznajomymi - odparła dumnie dziewczynka.
- Jacy nieznajomi, przecież ja znam twoją mamę! Należymy do grupy internetowej "Słabi Osobno"!
I poszli. Po drodze Łukaszek próbował wyciągnąć jakieś informacji o mamie dziewczynki.
- O, moja mam jest prawdziwą bohaterką - uśmiechnęła się dziewczynka. - Niedawno uratowała całe osiedle.
- Coś takiego! Nie zauważyliśmy!
- Właśnie to jest dowodem na uratowanie.
Doszli do długiego, niskiego bloku. Dotarli do mieszkania, a w mieszkaniu byli już rodzice dziewczynki. Mama Łukaszka tym razem przytomnie najpierw spytała o zaimki.
- She, her - powiedziała mama dziewczynki.
- He, his - powiedział tata dziewczynki.
Obie mamy serdecznie się przywitały i zaczęły wspominać dawne, kombatanckie dzieje. Łukaszkowi jakoś udało się przebić z pytaniem o to bohaterstwo.
- Ech, to nic takiego - mama dziewczynki niedbałym ruchem poprawiła krótką, zębatą grzywkę w kolorze turkusowym. - Przemocowa organizacja pod nazwą Kościół Katolicki terroryzowała przestrzeń publiczną akustycznie.
- To znaczy?
- Biciem w dzwony. Ale ja znalazłam sposób. Napisałam...
- Donos!
- ...napisałam zawiadomienie! Do Inspektoratu Ochrony Środowiska. Przyjechali, pomierzyli i faktycznie, miałam rację! Dzwony biły za głośno! I musieli je wyłączyć! I tak oto świeckie państwo zatriumfowało nad sektą, a na osiedlu cisza!
Mama dziewczynki rozłożyła ręce i w tym momencie rozległ się dzwonek.
Łukaszkowi minęła podejrzana wesołość kiedy tata dziewczynki wprowadził gości. Pan i pani.
- Jesteśmy z Inspektoratu Ochrony Środowiska - powiedziała pani. - Przyszliśmy to w związku ze skargą.
- Ale po co? - mama dziewczynki była niezadowolona. - Wszyscy mają się dowiedzieć, że to ja pisałam tą skargę?
- Pani się nie podpisała? - chciał wiedzieć Łukaszek.
- Podpisałam się: parafianie - mama dziewczynki zaśmiała się i znów zwróciła w stronę gości. - Nie rozumiem. Skarga załatwiona, mandat wystawiony, dzwony wyłączone. O co więc chodzi?
- O drugą skargę.
- Ja pisałam tylko jedną!
- Tą drugą napisał kto inny.
- To co ja mam z tym wspólnego?
- Jest na was.
 Zapadła straszna cisza.
- Na nas? - upewniał się tata dziewczynki.
- No, na to mieszkanie. Że straszne hałasy, krzyki, jęki, głosy i tak dalej.
- A kto to napisał?
- Podpisano: parafianie.
Mama szturchnęła Łukaszka, żeby się nie śmiał zbyt widocznie. Ale mama dziewczynki nie zwracała na niego uwagi. Była pochłonięta swoim gniewem i milczącą dzwonnicą kościelną za oknem.
- To na pewno napisał proboszcz! Co za pedofil! Ale dobrze, niech będzie! Możecie państwo mierzyć!
- Wszystko już dawno zmierzone - pan wyjął z teczki kilka kartek papieru. - Skarga dotyczyła godzin przedpołudniowych...
- Przecież przed południem jesteśmy w pracy a dziecko w szkole!
- ...w zeszłym tygodniu.
- A nie, czekaj - mama dziewczynki spojrzała na tatę dziewczynki. - Ty wtedy chodziłeś na popołudnie do pracy.
- Zatem tu jest protokół... - odezwał się pan. - Tak jak mówiłem. Najgłośniej było słychać jęki i krzyki. A tu jest mandat.
Mama dziewczynki sięgnęła po mandat, spojrzała na kwotę, zzieleniała i zwróciła się do pobladłego nagle taty dziewczynki:
- Może mi wyjaśnisz czyje to żeńskie głosy było słychać w naszym mieszkaniu kiedy ja byłam w pracy?
- Przepraszam - wtrącił się pan. - W protokole nie ma słowa, że były żeńskie.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura